Romans hetero: still hot or not?
Felieton: Justyna Kowalska
Współczesna literatura heteroseksualna znalazła się w ślepym zaułku. Napisanie dziś erotyku lub romansu damsko-męskiego, który byłby jednocześnie piekielnie gorący, zmysłowy, a przy tym wolny od triggerów, graniczy z cudem. Jak podkręcić temperaturę w sypialni bohaterów, nie powielając jednocześnie szkodliwych klisz, od których współczesne czytelniczki mają już potężną alergię?
Klątwa randkowego niepokoju
Istnieje genialna, choć bolesna teoria psychologiczna: czytanie tradycyjnych romansów heteroseksualnych potrafi wywołać u kobiet ten sam podskórny poziom lęku, co randkowanie w realnym życiu.
Jako kobiety jesteśmy śmiertelnie zmęczone tym, jak patriarchat i toksyczne wzorce traktują nas w rzeczywistości. Przenosząc to na karty książki, szukamy eskapizmu i rozkoszy, a nie ponownego spotkania z własnymi traumami. Twórcy i twórczynie literatury heteroseksualnej muszą dziś wykonać tytaniczną pracę, by stworzyć dynamikę i męskiego bohatera, który:
- Będzie mroczny i ekscytujący, ale nie niebezpieczny.
- W przypadku przyjęcia roli dominującej pozostanie pełen szacunku i partnerski.
- Będzie silny, ale wolny od szowinizmu i protekcjonalności.
Wystarczy jedno potknięcie autorskie, jedno niefortunne sformułowanie w scenie łóżkowej, by zamiast wypieków na twarzy zaserwować czytelniczce dawkę frustracji, dyskomfortu lub triggerów związanych z przekraczaniem granic i brakiem consentu.
I tu na scenę wkracza romans queerowy
…który ten paraliżujący lęk przed triggerami neutralizuje.
W relacjach tej samej płci (M/M lub F/F) znika całe gigantyczne, kulturowe obciążenie wynikające z nierówności płciowej. Bohaterowie_ki od początku startują z podobnej pozycji, dzieląc tę samą socjalizację. Kiedy czytamy o dwóch mężczyznach eksplorujących mroczne tabu czy ostre praktyki seksualne, jako kobiety dostajemy psychologiczny immunitet.
Usunięcie kobiety z fabuły (w przypadku MM) daje nam doskonały, bezpieczny bufor emocjonalny. Możemy bez wyrzutów sumienia chłonąć najdziksze, najbardziej zmysłowe i ryzykowne fantazje, ponieważ nie musimy podświadomie drżeć o bezpieczeństwo bohaterki, z którą mogłybyśmy się utożsamić. Męskie ciało staje się dla nas bezpiecznym poligonem literackim – wiemy, że nikt tam nie ucierpi w sposób, który uderzy w nasze realne, kobiece rany.
W poszukiwaniu prawdziwego Female Gaze
Czy to oznacza, że romans heteroseksualny umarł? Nie, ale potrzebuje natychmiastowej reanimacji i całkowitego przedefiniowania pojęcia „hot”.
Współczesna czytelniczka nie chce już czytać o gburowatych miliarderach, którzy bez pytania biorą to, co ich, a ich chamskie zachowanie jest usprawiedliwiane „trudną przeszłością”. Chcemy ognia, ale chcemy go w duchu Female Gaze – gdzie prawdziwym afrodyzjakiem jest uważność na drugą osobę, entuzjastyczna zgoda i pasja, która nie potrzebuje przemocy, by być intensywna.
Miesiąc Dumy dobiegł końca, ale lekcja, jaką daje nam literatura queerowa, zostaje na zawsze. Pokazuje nam, jak wygląda literatura bez kagańca, ale i bez triggerującej batalii płci. Czas, by twórcy i twórczynie romansów damsko-męskich odrobili tę lekcję i udowodnili, że potrafią rozpalić nasze zmysły bez podpalania naszego poczucia bezpieczeństwa.
Zapraszamy do zapoznania się z naszymi powieściami i wyjścia poza utarte ramy romansu i erotyki:
„Dziewięć wypraw na granice” – opowiadania
„Od stycznia będę się puszczać„ – powieść
„Syrenie łuski” – powieść