Luka orgazmiczna – kto nam kradnie orgazmy?
Czy wiesz, że około 80% mężczyzn deklaruje regularny orgazm w seksie partnerskim, podczas gdy taka sama deklaracja pada z ust około 50% kobiet? Na przestrzeni lat ta różnica punktów procentowych oscylowała w okolicy 25-35 punktów. “Łał, skąd taka wielka różnica?” – pewnie się zastanawiasz? Mam na ten temat pewną teorię.
Kiedy dorastałam, piętnowanie społeczne dziewczyn, które współżyły (a zwłaszcza, jeśli współżyły w krótkotrwałych relacjach lub, jeszcze gorzej, z większa ilością partnerów), było pozytywnie odbierane społecznie. I choć wiele rzeczy zmienia się na przestrzeni pokoleń – ta akurat nie.
Slutshaming i wychowanie do rezygnacji
Slutshaming wciąż ma się bardzo dobrze. Dziewczyny, które eksplorują swoją seksualność, dziś również niepokojąco często dostają łatkę „szonów”. Tymczasem chłopcy nie muszą się wstydzić swoich statystyk bodycount. Myślę, że to właśnie dlatego szczytowanie również dziś przychodzi im o wiele łatwiej. „Mężczyźni mają swoje potrzeby” – często pada w uzasadnieniu. A ja mówię na to: „guzik tam, motyla noga. A kobiety to niby potrzeb nie mają?!”.
I nie chodzi mi przecież o potrzeby dotyczące jedzenia, oddychania, snu czy wydalania. Chodzi mi o realizację rozbudowanych, ociekających wyobraźnią fantazji erotycznych, przy których niejeden pornol schowałby oczy ze wstydu. Tyle że nam nie wypada mieć wyuzdanych fantazji. Nie wypada nam mieć kinków czy fetyszy. Nawet potrzeb nam mieć nie wypada. Wypada nam czekać, aż mężczyzna zaprosi nas do świata swoich potrzeb, fantazji i kinków. Ale w dobrym guście jest też pamiętać, że to oni są w nich gospodarzami. Nigdy my.
Patriarchat w sypialni – także ten w naszej głowie
Nie zrozumcie mnie, proszę, źle. Tupię nóżką na patriarchat w sypialni, ale również zdaję sobie sprawę, że jego jarzma często nie nakładają nam mężczyźni, a my same. Dlatego dla mnie punktem startowym jest uświadomienie sobie pokoleniowych dyrdymałów i postawienie im nieprzekraczalnej granicy. Nie jesteśmy narzędziem do męskiej przyjemności. Nasza satysfakcja jest równie ważna. Mamy prawo do własnych fantazji, kinków, potrzeb i mamy prawo zapraszać facetów do naszych erotycznych uniwersów. Do tworzenia światów, w których to my jesteśmy w centrum uwagi. Nie musimy się tego wstydzić. Nie musimy tego chować w najciemniejszych zakamarkach naszych wnętrzy.
To nie biologia. To scenariusz seksu
“Uwarunkowania biologiczne są po prostu przeciwko kobietom”. To kolejne kłamstwo, które często przytaczane jest w celu wyjaśnienia tej zatrważające nierówności. Natura tak naprawdę nam sprzyja – czy wiesz, że łechtaczka posiada dwa razy więcej zakończeń nerwowych niż penis? Jednak heteronormatywny wzorzec seksu zrównuje go z penetracją, podczas której, bez dodatkowej stymulacji, jest w stanie szczytować jedynie około 20% kobiet.
Tymczasem stymulacja łechtaczki często jest pomijana, nieregularna lub zbyt krótka. Kiedyś Freud chlapnął, że prawdziwy orgazm pochodzi z wnętrza pochwy i do dziś czujemy tego reperkusje. Badania wskazują, że orgazm gap znacznie się zmniejsza w relacjach, w których znaczenie łechtaczki jest docenione – np. w relacjach, gdzie obie osoby mają cipkę.
Łechtaczka nie jest dodatkiem
Stymulacja łechtaczki nie jest jedynie grą wstępną. Jednak tu wjeżdża pokoleniowy bacik, przypominając, że nie wypada nam mówić o tym, czego potrzebujemy, co działa, czy że jeszcze nie jesteśmy gotowe na penetrację. I tym sposobem on może skończyć, zanim ona zrobi się choćby wilgotna… Komunikujmy się! Dosyć obaw, że jesteśmy zbyt wymagające, roszczeniowe, rozpieszczone czy trudne. Jesteśmy w tym układzie równie ważne. Zatroszczymy się o siebie, swoją przyjemność, swoje wielkie O.
Orgasm pursuit gap – kto naprawdę dąży do przyjemności
Czy to wrodzona skromność, czy „dobre wychowanie” nie pozwala Ci skończyć przed partnerem i pójść spać? Powiedzieć mu, że chcesz zmienić tempo lub pozycję, bo aktualna konfiguracja jest dla ciebie niesatysfakcjonująca? Dlaczego uznajesz, że to nie jest warte konfrontacji? Dlaczego to Ty zawsze jesteś stroną, która rezygnuje z siebie?
Statystyki wskazują wyraźnie, że jednym z powodów orgasm gap jest orgasm pursuit gap, czyli przepaść w dążeniu do orgazmu pomiędzy kobietami a mężczyznami. Mężczyźni częściej aktywnie dążą do własnego orgazmu, np. przyspieszając tempo czy głębokość penetracji, podczas gdy kobiety skupiają się na orgazmie partnera, dostosowując się do jego rytmu. To piękny akt altruizmu, który sporo nas, dziewczyny, kosztuje. Najwyższy czas zacząć pielęgnować w sobie odrobinę zdrowego egoizmu. Uczyć się nie mieć poczucia winy czy wyrzutów sumienia tylko dlatego, że dbamy o własną satysfakcję. Może te lata poświęceń już wystarczą i czas zacząć myśleć o sobie? Co ty na to?