Brak orgazmu – dlaczego się zdarza i co naprawdę mówi o naszym seksie
Brak orgazmu, a może orgazm w nagrodę?
Tego właśnie oczekuje od nas społeczeństwo. Niezliczonych poświęceń. Moja matka uczyła mnie, że to, czy lubię seks w zasadzie nie ma aż takiego wielkiego znaczenia. Trzeba go uprawiać, bo mężczyzna go potrzebuje, oczekuje. No a jeśli ja nie spełnię jego potrzeb, to naturalnie on odejdzie, a ja zostanę sama i smutna. Także masz ochotę czy nie, trzeba zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Bzdury, jakie mi opowiadała, to materiał na całkiem nową książkę, ale ta jest jedną z większych. Przez znaczną część życia myślałam, że orgazm jest nagrodą dla kobiety za dawanie satysfakcji partnerowi.
Raz na jakiś czas otrzymuje ją ona, aby się nie zniechęcała i utrzymywała wysoki poziom motywacji. Jego wystąpienie jest efektem zbiegu okoliczności i szczęścia. Ot, nieistotny efekt uboczny. Szczytowałaś? Gratulacje. Nie? Trudno. I choć być może dwie czy trzy dekady temu mężczyzna nie pomyślałby, że kobieta może mieć inne/większe potrzeby, by osiągnąć szczyt, bo pojęcie o seksualności w społeczeństwie było niemal znikome, to dziś wielu panów szczerze troszczy się o satysfakcję swojej partnerki, a nawet stawia sobie ją za punkt honoru.
Dlaczego udajemy orgazm, czyli o tym, że brak orgazmu to… wstyd?
Mimo to kiedy on męczy się już godzinę i użył już wszystkich sztuczek, których się w życiu nauczył, a Ty nie jesteś nawet blisko, czy nie masz ochoty po prostu powiedzieć „dajmy sobie spokój, nic z tego dzisiaj nie będzie”? Jesteś coraz bardziej sfrustrowana, podniecenie ustępuje miejsca podenerwowaniu. W końcu oczywiste jest, że ta misja skazana jest na porażkę.
No i masz trzy opcje.
- Udajesz orgazm
- Tłumaczysz, że to nie on, to Ty
- Pozwalasz mu działać do skutku, tj. dopóki nie dojdziesz. Presja, aby zostać zadowoloną, wzrasta proporcjonalnie do jego zaangażowania
Nie każdy seks kończy się orgazmem. Myślę, że dla nikogo nie jest to szokiem. Nie wszystkie dzieła w galerii sztuki trafiają w nasze upodobania, nie każdy kawałek sernika na świecie jest tak samo smaczny, nie każdy film jest superprodukcją. Podobnie jest ze stosunkiem płciowym – nie każdy z nich jest wirtuozerski i nie każdy kończy się owacją na stojąco.
Przyczyny braku orgazmu mogą być różne
Zmęczenie, zły nastrój, dzień cyklu, hormony lub trudności ze skupieniem się na tym, co „tam” się dzieje mogą powodować perturbacje na drodze do orgazmu, a nawet uniemożliwić Ci jego osiągnięcie. Mnie to wydaje się oczywistym faktem, ale nie upieram się, że mój punkt widzenia jest tym słusznym. „Przestańmy sobie wreszcie wmawiać, że to OK nie mieć orgazmu! To właśnie on przeświadcza o tym, czy seks był dobry!” – to drugi głos w tej dyskusji. Muszę przyznać, że w nim również jest sporo sensu.
W końcu nasz orgazm jest ważny i tak, zgadzam się, świadczy on o jakości seksu. Tyle że myślę również, że orgazm nie jest, lub przynajmniej nie zawsze jest jedyną przyczyną, dla której go uprawiamy. Fizyczna bliskość często łączy się ze sferą duchową, a poza doświadczeniem orgazmu zacieśniamy również więź emocjonalną, okazujemy i otrzymujemy dużo czułości, okazujemy sobie bliskość i zaangażowanie.
W takich przypadkach zyskujemy więcej niż szczytowanie, a taki stosunek, mimo iż do niego nie doprowadził, jednak miał pewną wartość. Oczywiście czasem seks to seks i kiedy nastawiony jest wyłącznie na fizyczność, brak orgazmu wiąże się z rozczarowaniem.
Czy można grubą linią odciąć się od niesatysfakcjonujących stosunków, a przede wszystkim w jaki sposób to zrobić? Chyba nie mam odpowiedzi na to pytanie. Od czasu, kiedy na jakiejś grupie motywacyjnej trafiłam na ten konflikt orgazmopoglądowy, choć wielokrotnie nad tym myślałam, nie jestem sobie w stanie wyobrazić kryteriów, według których jakaś określona liczba zbliżeń bez satysfakcji determinuje koniec związku. Nie zrozumcie mnie źle – uważam, że niesatysfakcjonujące życie erotyczne jest jednym z najbardziej uzasadnionych powodów do zakończenia relacji, jednak wydaje mi się to nieco bardziej skomplikowane.
Skoro pogadałyśmy już o braku orgazmu, to idźmy jeszcze dalej – do miejsca, gdzie seks przestaje być egzaminem z moralności.
Tu zaczyna się rozmowa o wolności seksualnej.
Kliknij i wejdź głębiej.