Muzeum erotyki, czyli czeskie Muzeum Maszyn Erotycznych – zwiedzamy!
Praga urzekła mnie równie mocno, jak kiedyś Paryż. Cztery dni intensywnego zwiedzania sprawiły, że wieczorami, zaraz po prysznicu, padałam na miękkie łóżko i zasypiałam w sekundę, zamiast jak zwykle w pięć.
Praga – miasto, które od wieków przyciąga artystów, pisarki, marzycieli i poszukiwaczki piękna. To miejsce, w którym gotycka architektura splata się z barokowym przepychem, a nad wszystkim unosi się zapach absurdu rodem z Kafki. Ale Praga to także miasto zmysłów, zmysłowości i… erotyki.
W samym sercu tej czeskiej metropolii, niedaleko słynnego zegara astronomicznego, znajduje się miejsce, które musiałam odwiedzić. Zaraz po muzeum Muchy udałam się więc do Muzeum Maszyn Erotycznych, potocznie zwanego Muzeum Seksu lub Muzeum Erotyki.
Czy mnie zaskoczyło? Zachwyciło? A może zawstydziło?
Już cena biletu za tę atrakcję dla dorosłych sprawiła, że moje serce zabiło szybciej. Co tu dużo mówić – tanio nie było. Ale przecież nie będę sobie odmawiać erotyki, prawda? Weszłam więc z bijącym sercem i obietnicą zanurzenia się w fascynującą historię ludzkiej seksualności. Czy ta wizja się spełniła? Moja wizyta była pełna mieszanych uczuć…
Na pierwszy rzut oka kolekcja wydaje się imponująca. Muzeum erotyki rozciąga się na kilka pięter i obejmuje różnorodne eksponaty: starożytne amulety płodności, średniowieczne ryciny, urządzenia erotyczne o bliżej nieokreślonym zastosowaniu oraz te, których zastosowanie jest nader jasne, a także filmy z epoki, w której rewolucja seksualna zaczęła rozbijać tabu. I choć poszczególne elementy przyciągają uwagę, muzeum jako całość wydaje się… chaotyczne.
Brakuje tu wyraźnego porządku narracyjnego, jakby ktoś postanowił wypełnić przestrzeń wszystkim, co udało się znaleźć w temacie erotyki, nie dbając o spójność czy głębsze przesłanie. W rezultacie miałam wrażenie, że przemieszczam się między przypadkowymi eksponatami, które same w sobie mogłyby być ciekawe, ale w tej aranżacji tracą swój potencjał.
Na przykład, wystawa poświęcona kinu erotycznemu – choć interesująca – nie wprowadza kontekstu kulturowego. Zamiast zrozumieć, jak zmieniało się podejście do cielesności w sztuce filmowej, miałam poczucie, że oglądam kolekcję wyrwanych z historii fragmentów. Zabrakło mi pogłębienia, przemyślenia, tego „czegoś”, co mogłoby sprawić, że opuszczę muzeum z nową perspektywą. Ale na pewno można wpaść w zadumę nad ludzką pomysłowością w kwestiach zaspokajania się.
Czego tu brakuje?
Muzeum Maszyn Erotycznych w Pradze ma potencjał, ale wydaje się, że ten potencjał pozostaje niewykorzystany. Brakuje spójnej narracji, która mogłaby opowiedzieć o erotyce jako o czymś więcej niż tylko zbiorze ciekawostek. Bo przecież erotyka to nie tylko śmieszne gadżety czy kontrowersyjne ryciny. To opowieść o ludzkiej intymności, o ewolucji naszych potrzeb, o tym, jak seksualność jest kształtowana przez kulturę, religię i społeczne normy.
Miałam nadzieję na miejsce, które zmusi mnie do refleksji i pokaże, jak różnorodna i złożona jest historia ludzkiej seksualności. Tymczasem wyszłam z poczuciem niedosytu. Rozczarowanie muzeum erotyki – smutne, prawda?
Dlaczego mimo wszystko warto tam zajrzeć?
Mimo swoich wad, muzeum erotyki ma pewien urok. Dla osób, które dopiero zaczynają zgłębiać tematykę ludzkiej seksualności, może być ciekawą przygodą. To również miejsce, które wywołuje uśmiech – niektóre eksponaty są naprawdę zabawne i zaskakujące. Jeśli macie ochotę na lekką, nieco chaotyczną podróż po zakamarkach ludzkiej natury – warto tam zajrzeć. A wychodząc, możecie zawsze skoczyć na kufel czeskiego piwa i przemyśleć, co tak naprawdę mogłoby się znaleźć w takim muzeum.
Praga natomiast pozostaje miastem zuchwałym, które nie boi się dotykać tematów tabu.
- Erotyczne zniewolenie.
- Szklane dildo.
- Fotel erotyczny.
- Maszyna do klapsów.
- Gablota z eksponatami.
- Zabawka erotyczna.
- Maszyna do seksu.






