Emocje w rozmowie – nie takie proste
Autorka: Hanka V. Mody
Ostatnio miałam trudną rozmowę. Musiałam się do czegoś przyznać. Do własnych słabości. Do czegoś, co, w moim odczuciu, nie powinno mieć miejsca. No a skoro wyznaję zasadę szczerości, prawdy i komunikacji, to trzeba było usiąść i rozmawiać. Miałam rozmawiać z osobami, którym na mnie zależy. A jednak…
Usiadłam, oni spojrzeli i… Poczułam się jak na przesłuchaniu. Naga przed tłumem. Reflektory na mnie. Narozrabiałaś, to się teraz spowiadaj. Zacisnęłam pięści, zęby i całe ciało. Chciałam się schować. Byłam gotowa zniknąć. Na pewno nie mówić. A oni czekali…
I nagle cała ta piękna idea komunikacji… rozsypała się jak cukier.
Mówimy: „trzeba rozmawiać”. Jakby rozmowa była drzwiami, które wystarczy otworzyć. A potem siadasz naprzeciw drugiego człowieka i nagle twoje ciało robi coś zupełnie innego niż twoje dobre intencje.
Brzuch się zaciska.
Ramiona idą w górę.
Oddech płytki, jakbyś właśnie miała się przed czymś bronić.
Jeszcze nic nie powiedziałaś, a twoje ciało już wie. Wie, że to może zaboleć. Że możesz zostać niezrozumiana. Że coś się może posypać.
I wtedy zaczyna się teatr komunikacji
Bo ja wiedziałam, co powinnam zrobić. Powinnam mówić. Nazwać. Wziąć odpowiedzialność. Tylko moje ciało miało na ten temat zupełnie inną opinię. Moje ciało mówiło: uciekaj.
Albo: powiedz cokolwiek, byle szybciej mieć to za sobą.
Albo jeszcze lepiej: powiedz to tak, żeby nie bolało.
Żeby nie było aż tak prawdziwe.
Zrozumiałam coś, czego nie uczą na żadnych warsztatach komunikacji. Że szczerość nie polega na tym, że mówisz prawdę.
Tylko na tym, czy jesteś w stanie ją powiedzieć, nie zdradzając siebie po drodze.
Bo można powiedzieć wszystko. Naprawdę wszystko. I dalej się ukrywać. Za spokojnym tonem, za „ogarnięciem”. Za zdaniami, które brzmią dojrzale, ale nie drżą.
A ja tam siedziałam i drżałam.
Nie uciekać? To dopiero wyzwanie
I może pierwszy raz nie chodziło o to, żeby powiedzieć to dobrze. Tylko żeby w ogóle zostać. Nie uciec, nie zamknąć się.
Nie zamienić siebie w wersję ” do przyjęcia”.
Tylko powiedzieć, nawet jeśli głos się łamie:
„to jest trudne i ja się teraz boję”.
Bo może rozmowy o emocjach nie polegają na tym, że umiemy mówić.
Może polegają na tym, że nie uciekamy z własnego ciała, kiedy ktoś na nas patrzy.
I to jest ten moment, w którym komunikacja przestaje być techniką.
A zaczyna być odwagą.