Duchowe randkowanie
To całkiem naturalne, że szukamy ludzi, z którymi nasza dusza i ciało będą współbrzmieć w harmonii. Kompatybilnych. Pasujących. Takich, którzy patrzą na świat z podobnego miejsca. Z otwartością, uważnością, świadomością. Nic dziwnego, że dziś jednym z najważniejszych pytań na randkowych portalach nie jest już „co lubisz robić w wolnym czasie?”, tylko: „czy jesteś po terapii?” albo przynajmniej: „czy jesteś w jej trakcie?”. I to nie jest żadna moda. To znak, że świadomość naprawdę zaczyna przenikać nawet do miejsc, które jeszcze niedawno wydawały się jedynie powierzchowne. I dobrze. Bo nie chcemy już wikłać się w cudze traumy. Nie chcemy relacji opartych na projekcjach, ratownictwie, toksycznych schematach. Nie chcemy być czyimś plastrem, protezą, terapią zastępczą. To nie znaczy, że musimy być naprawieni, idealni, wiecznie uśmiechnięci i gotowi na miłość jak z reklamy.
Związki są też po to, by się wspierać
By czuć się bezpiecznie. Widzialnie. Prawdziwie. Nasz gadzi mózg potrzebuje wspólnoty – i to jest dobre. Ale żeby wspólnota była karmiąca, trzeba znać siebie. Trzeba wiedzieć, co w nas boli, i co z tym robimy, zanim zaniesiemy to komuś do łóżka, do kuchni, do życia. I powiem Wam jeszcze jedno: nadchodzi nowe. Coraz więcej ludzi czuje, że coś się zmienia. Rośnie duchowa świadomość.
Już nie kupujemy bezmyślnie starych narracji, nie chodzi tylko o pasje i poglądy, ale o rezonans dusz. Już niedługo na tych randkowych skrzyżowaniach będą padać pytania: czy jesteś przebudzony? Czy potrafisz być obecna? Czy oddychasz świadomie, kiedy kochasz? A potem powstaną nowe przestrzenie spotkań, tylko dla tych, którzy naprawdę czują. Tylko dla tych, którzy są w duchu ducha. Zobaczycie. Wspomnicie moje słowa.
A Wy – co o tym myślicie?