„Powinieneś się wstydzić.”
„Nie rób tego, bo wstyd.”
„Wstyd mi za ciebie.”
Ile razy to słyszymy? Od rodziców, nauczycieli, znajomych, społeczności, w jakiej żyjemy. Wstyd – jedyna emocja, z którą się nie rodzimy. Taki prezent od świata. Ale wiecie, co? Ja nie chcę takich prezentów.
Wstyd to kajdany, które zakładają nam inni, żeby lepiej nas kontrolować. Bo wstyd to strach – strach przed tym, „co ludzie powiedzą”, przed niedopasowaniem, odrzuceniem i w końcu samotnością. To narzędzie do uciszania naszego wewnętrznego „ja”.
Ale prawda jest taka, że wstyd to emocja, którą się w nas wdrukowuje. Nie przychodzimy na świat z poczuciem wstydu. Noworodek nie boi się swojej potrzeby, swojego ciała, dotyku. To społeczeństwo wmawia nam, że mamy być „jacyś”. Grzeczni. Ciche. Odpowiedni. I trzymać rączki na kołderce, i nie fantazjować, i za nic nie mówić o swoich potrzebach. Szczególnie tych erotycznych. Bo seksualność, bo przyjemność, bo ciało – trzeba się wstydzić. Jesteśmy cieleśni, proszę państwa. Ciało jest naszym domem. To w nim się budzimy, śnimy, czujemy i doświadczamy świata. To dzięki niemu wchodzimy w kontakt z otoczeniem, smakujemy, dotykamy, kochamy. Ale ciało to coś więcej niż biologiczna maszyna, która pozwala nam funkcjonować. Jest opowieścią – naszą osobistą, niepowtarzalną historią zapisaną w każdej bliźnie, zmarszczce, pieprzyku, w każdym napięciu mięśni i drżeniu. Jest świątynią, którą trzeba szanować, a więc także dbać o jej potrzeby. To my jesteśmy naszym ciałem. Często zawstydzanym i wyszydzanym. A zastanawialiście_łyście się kiedyś, jakby to było, gdyby nie nauczono nas się wstydzić?
Wyobraźcie sobie świat, w którym nasze ciała nie byłyby powodem do ukrywania, osądzania, do kontroli. Świat, w którym nikt nie powiedziałby Wam, że „tak nie wypada,” że coś jest „za dużo,” „zbyt odważne” albo „niemoralne.” W takim świecie ciało byłoby wreszcie tym, czym być powinno – przestrzenią, w której nie boimy się żyć, oddychać, czuć i… pragnąć.
W takim świecie erotyka przestałaby być tematem tabu. Nie udawalibyśmy, że nas nie dotyczy, nie spuszczałybyśmy wzroku na widok nagości. Przyjemność nie byłaby grzechem, tylko naturalnym wyrazem naszej ludzkiej natury. Mówilibyśmy o tym, co nas podnieca, co nas kręci, co nas fascynuje – bez poczucia winy, że nasze pragnienia są niewłaściwe.
Dotykałybyśmy swoich ciał z czułością, bez pośpiechu, bez wstydu, odkrywając każdy zakamarek jak mapę, która prowadzi do skarbów.
Nie wstydzilibyśmy się pytać, eksperymentować, odkrywać. Byłoby miejsce na fantazje, na wspólne odkrywanie granic, na radość płynącą z dzielenia się sobą z drugą osobą. S*ksualność przestałaby być polem walki o to, kto „może” i „powinien,” a stałaby się przestrzenią, gdzie jesteśmy równi – wolni, by być sobą.
Bez wstydu przyjemność mogłaby być pełna. Mogłybyśmy doświadczać jej całą intensywnością, zamiast wyłączać ją w połowie, bo „a co, jeśli to nie wypada?” Czy potraficie sobie to wyobrazić? Całkowitą wolność bycia sobą w każdej chwili?
To nie jest utopia. To mogłoby być naszą rzeczywistością. Bo wstyd to tylko konstrukcja. Maska, którą możemy zdjąć. Kiedy zaczniemy kochać siebie – ciało, umysł, pragnienia – wstyd przestanie mieć nad nami władzę.
A wtedy? A wtedy żyjemy. Całym sobą, nie tylko połową.
Nie chcę się wstydzić swojej przyjemności.
Nie chcę się wstydzić swojej nagości – fizycznej i emocjonalnej.
Nie chcę wstydzić się tego, że żyję po swojemu – a nie tak, jak ktoś mi kazał.
Wstyd nie chroni. Wstyd nie buduje. Wstyd nie daje skrzydeł. To wolność od wstydu sprawia, że zaczynamy latać.
A Ty? Jak długo pozwolisz wstydowi trzymać Cię w ryzach? Pomyśl o tym. Dziś jest dobry dzień, żeby powiedzieć: „Pieprzyć to.”
Zdjęcie: Julita Dubowska Fotografia
Seksualność kobiet a podwójne standardy społeczne
2025-12-17 @ 15:15
[…] względu na wszystko, pamiętaj, że seksu nie musisz się wstydzić. Bez względu na to, czy to masturbacja, seks w monogamicznym związku czy przypadkowe orgie, nie […]