Nieraz zdarzyło mi się zastanawiać, co tak naprawdę smakuje lepiej – seks czy jedzenie? Czasem wydaje mi się, że kulinarny orgazm potrafi być równie satysfakcjonujący, co ten seksualny. Przecież oba te doznania mogą być równie intensywne i – co tu dużo mówić – równie orgazmiczne.
Może to dlatego, że te przyjemności zawsze rozgrywają się na wielu poziomach – smaku, zapachu, dotyku, wyglądu. Seks i jedzenie są tak podobne – wymagają zmysłów, zaangażowania, fantazji.
Jedna z moich bohaterek literackich uważa, że osoby, które nie potrafią czerpać radości z jedzenia, mogą być mało kreatywne w łóżku. Prawda to czy krzywdzący stereotyp?
A jak to jest u Was? Czy jedzenie bywa dla Was erotyczne? Może stanowi element gry wstępnej? Czy zgadzacie się z moją bohaterką, że brak pasji do jedzenia przekłada się na brak fantazji w łóżku? Ciekawi mnie, jak podchodzicie do tych połączeń. A może macie swoje ulubione „kulinarno-erotyczne” triki?
Dajcie znać, czy dla Was seks i jedzenie to dwa różne światy, czy jednak mają coś wspólnego. Bo ja wciąż mam wrażenie, że te dwie przyjemności czasem spotykają się w jednym punkcie – tam, gdzie zaczyna się prawdziwa pasja.
ㅤ
Tekst: Hanka Mody
Autorka zdjęcia: Julita Dubowska Fotografia