Ktoś mądry powiedział mi niedawno, że dopasowanie się polega także na zgraniu się etapami życia…
Miłość, która nie ma szans?
Czasami spotykamy kogoś, kto wydaje się być… naszym drugim ja. I choć nie szukaliśmy_łyśmy swojej połówki, bo przecież jesteśmy całością – to ta osoba nas dopełnia tak, że to aż niewiarygodne. Niewiarygodnie piękne i przerażające jednocześnie. Porażające. To ktoś, z kim możemy rozmawiać godzinami, ale też godzinami milczeć, a jego obecność daje nam poczucie, że wreszcie znaleźliśmy miejsce, które jest naszym domem, daje nam spokój mimo wybuchów namiętności. W tej osobie odnajdujemy wszystkie nasze pragnienia, tęsknoty i marzenia, a jednocześnie dajemy z siebie to, co najlepsze, stajemy się lepszymi ludźmi. Dla niej, dla innych, dla siebie. Ta osoba to ktoś, kto nas uzupełnia. Z kim każdy dzień staje się pełniejszy i każda noc bardziej magiczna. I wszystko wydaje się takie proste – przynajmniej do momentu, gdy życie przypomina nam, że nie zawsze to, co idealne, ma swoją szansę.
Miłość to podobno siła, która nie zna granic. Czy na pewno? Czujemy to w każdym dotyku, każdym spojrzeniu, które mówi więcej niż słowa. „Widzę cię” powtarzane po tysiąckroć nie jako truizm, ale pełna głębi prawda. I wtedy pojawiają się te granice. Granice, które nie wynikają z braku uczucia, ale z tej niewidzialnej linii, którą wyznacza czas. I miejsce. Nieodpowiedni moment, nieodpowiednia pora na wszystko, co w nas płonie. Granica, której nie można przekroczyć suchą nogą. Niechby człowiek choć wpadł do kolan, ale nie, tak płytko nie będzie.
Czasem to kwestia odległości. Może jedno z nas ma już swoje życie, które nie pozwala na takie przeskoczenie do nowego, lepszego, pełniejszego. Może są zobowiązania, których nie można (nie chce się) porzucić – dzieci, rodzina, kariera, która nie pozwala na zwolnienie tempa. A może to choroba bliskiej osoby, której nie możemy (nie chcemy) pozostawić samej w najtrudniejszym momencie. Nieważne, jak silne są uczucia, życie ma swoje prawa i rzadko jest gotowe pozwolić na to, by miłość rozkwitała w jej idealnej formie tam, gdzie chcielibyśmy i chciałybyśmy ją widzieć.
I choć serce podpowiada jedno, rozsądek mówi coś zupełnie innego: „To za wcześnie”, „Nie teraz”. „Zbyt wiele się dzieje, by móc pozwolić sobie na coś, co będzie tylko naszą chwilą szczęścia”. Czasami trzeba podjąć decyzję, której nie chce się podejmować – zdecydować się na to, by pójść w inną stronę, mimo że w głębi serca czujemy, że ta druga osoba to ktoś, kto idealnie do nas pasuje i także by chciał iść z nami w jednym kierunku, gdyby tylko mógł… Nie ma nic trudniejszego niż zaakceptowanie, że mimo iż czujemy się dla siebie stworzeni_one, to nie możemy być razem, bo świat miał inne plany.
I wtedy zostaje tylko ta świadomość – tak intensywna, że aż paraliżująca – że czasami miłość nie wystarczy. Że czysta emocja, która powinna prowadzić nas do szczęścia, staje się właśnie przeszkodą. To uczucie, które nie pozwala zapomnieć, mimo że zbyt wiele rzeczy naokoło nie sprzyja tej drodze.
Chociaż miłość ma moc, nie zawsze jest w stanie przejść przez te wszystkie zapory. To ona, ta miłość, ma szansę na coś wielkiego, ale nie w tej chwili. „Może kiedyś” – to najczęściej padające słowa w takich momentach. I wtedy pozostaje jedynie poczucie, że tak bardzo chcielibyśmy czy chciałybyśmy, by to „kiedyś” nadeszło wcześniej, by wszystko wreszcie zagrało, by coś tak pięknego miało szansę trwać.
A jednak ta miłość, choć trudna i pełna niepewności, nie umiera. Zostaje w nas, trwa jako wspomnienie, które nie przestaje pobudzać wyobraźni.
Zostaje także nadzieja, którą jest droga i taoistyczna myśl, że jeśli coś nie wydarzy się tak, jak chciałeśaś, wydarzy się w sposób lepszy, niż sobie wyobrażasz. Ta ulotność, ta niemożność pełnego zjednoczenia w jednej chwili, może być kluczem do czegoś bardziej trwałego. Może to ona tworzy przestrzeń na nadzieję – że w przyszłości, w innym czasie, wszystko zagra. Może nie będziemy już tacy, jacy byliśmy – będziemy bardziej dojrzali, mniej zagubieni, bardziej gotowi na to, co naprawdę ma znaczenie, na prawdziwe życie z drugim człowiekiem. Nie tylko w kolorowym blasku tęczy, ale też na ciernistej drodze. Bo czasami w tej drodze przez życie to właśnie niedoszłe relacje, te „nie teraz”, uczą nas najwięcej o nas samych. O tym, czego naprawdę chcemy, co potrafimy docenić, co jest dla nas najważniejsze. Może gdy spotkamy się ponownie – z innymi doświadczeniami, innym spojrzeniem na świat – nasza miłość będzie mogła być pełna. A może… I choć teraz czujemy ciężar tych niewypowiedzianych słów, niedokończonych gestów i nieodwzajemnionych spojrzeń, może to właśnie daje nam przestrzeń na to, by coś mogło się wydarzyć w innym czasie. Może ten moment, który teraz wydaje się być stracony, nie jest końcem, ale tylko małym fragmentem większej historii. Takiej, w której miłość nie zostaje zmarnowana, ale oczyszcza się, dojrzewa, by pewnego dnia zaskoczyć nas czymś, czego się nie spodziewaliśmyłyśmy. Czasem najlepsze historie wymagają cierpliwości i wiary w to, że to, co z natury jest piękne, znajdzie swój moment, w którym będzie mogło zaistnieć.
A może nawet… lepiej poczekać na ten moment. Bo kto wie, jakie cuda może przynieść życie, gdy będziemy gotowi_e na miłość, która ma swoje prawdziwe szanse.
Może nie teraz. Może kiedyś.
Ale w tej nadziei leży nasza siła.
Hanka V. Mody
Autorka zdjęcia: Julita Dubowska
Krzywda w związku - dlaczego pamiętamy więcej niż powinniśmy
2025-11-28 @ 17:48
[…] rysy stają się listą. Lista staje się bronią. A miłość zamienia się w […]
Miłość bez presji – dlaczego kobiety czytają romanse gejowskie?
2025-12-17 @ 14:17
[…] oczekiwań w heteroseksualnej miłości. Czytamy o tych relacjach, bo tam możemy znaleźć miłość, która powinna być naszym ideałem. Wzajemna, równa, negocjowana i wolna od toksycznej […]