Zauroczenie zaczyna się niewinnie
Autorka: Dominika Brych
Zebranie, jak to zebranie, ciągnęło się niemiłosiernie. Telefon zawibrował, zwiastując nową wiadomość.
„Czy masz łaskotki?”
Przyjemny dreszcz przeszedł przez jej całe ciało. Podniosła głowę znad ekranu, dyskretnie się uśmiechając. Miała swoją tajemnicę i nikt z otaczających ją ludzi nie wiedział, dokąd biegły jej myśli. Ekscytację potęgował fakt, iż jej mąż też jeszcze nie wiedział. Nie miał pojęcia, że po dwudziestu latach małżeństwa jego małżonka dała się podrywać nieznanemu mężczyźnie na jednej z internetowych grup.
Ona sama nie spodziewała się, że flirt z mężczyzną, którego nie widziała na oczy, może tak bardzo ekscytować. Czekała na jego wiadomości, długo myślała nad odpowiedzą, pisała mu wieczorem „dobranoc”.
To trwało dwa tygodnie.
Zauroczenie w psychologii – co dzieje się w naszej głowie?
Zauroczenie to w psychologii krótka, intensywna faza fascynacji, charakteryzująca się idealizacją drugiej osoby, silnymi emocjami i podnieceniem fizycznym. Mózg w tym stanie uwalnia dopaminę i oksytocynę, co przypomina stan uzależnienia, wywołując euforię i obsesyjne myśli. Zauroczenie może się przydarzyć każdej osobie, nawet jeśli jest w zdrowej, dobrze funkcjonującej, długotrwałej relacji. Tym bardziej zdarza się, gdy w domu mamy deficyty, zaniedbujemy siebie nawzajem, a nasza komunikacja ogranicza się do rozmów o liście zakupów, wyjścia do dentysty i imienin ukochanej teściowej.
Dlaczego zauroczenie pojawia się nawet w szczęśliwym związku?
Jak to jest, że gdy w domu mamy wszystko, nagle pojawia się osoba, na widok której przyspiesza nam serce, której głos powoduje galop rumaków wyobraźni? Nagle zaczynamy flirtować z kolegą z siłowni, fantazjujemy o charyzmatycznej szefowej, nie możemy doczekać się spotkania towarzyskiego, gdyż mąż przyjaciółki śnił nam się już dwa razy.
To naturalne zjawisko, że nawet będąc w szczęśliwym, monogamicznym związku, spotykamy na naszej drodze inne osoby, które będą fizycznie atrakcyjne, które będą nas fascynowały jakimiś wyjątkowymi cechami charakteru, np. zdolnościami przywódczymi, romantyczną delikatnością, władczością lub uroczym poczuciem humoru. Może też być tak, że rutyna długotrwałej relacji powoduje, iż sama świadomość flirtu z osobą trzecią wzbudza w nas ekscytację. Mamy poczucie, że robimy coś nie do końca „legalnego”, że robimy coś inaczej niż zwykle, że jesteśmy „niegrzeczni_e”. To nas pociąga. Poszukiwanie nowości i ekscytacji w życiu to przeciwieństwo ogniska domowego i bezpiecznego ciepełka, a to właśnie nowości burzą nam krew i nierzadko dopingują nas do działania. Ponadto tęsknimy za osławionymi „motylami w brzuchu”. Będąc w wieloletnim, monogamicznym związku, możemy mieć obawę, że to jest ten cudny, narkotyczny stan, którego już nigdy nie osiągniemy. Kojarzy nam się z młodością, wiosną i beztroską. Uskrzydla, dodaje energii, popycha do szaleństwa. Unikatowy koktajl hormonów i neuroprzekaźników odpowiedzialnych za zauroczenie zapewnia nadzwyczajny stan uniesienia, trudny do osiągnięcia po np. dziesięciu latach bycia razem z jednym człowiekiem. Ta biochemiczna reakcja łańcuchowa, która powoduje euforię, bezsenność, brak apetytu i obsesyjne myślenie o drugiej osobie, nie zdarza nam się z człowiekiem, którego przez lata oglądamy podczas najbardziej prozaicznych czynności życiowych. Dlatego też czasami „motyle w brzuchu” są jak Święty Graal. Na dodatek uwielbiamy czuć się dla kogoś atrakcyjni_e i dobrze raz na jakiś czas poczuć, że wzbudzamy zainteresowanie w kimś oprócz naszej osoby partnerskiej. Czy to próżność czy może zwykła ludzka potrzeba bycia zauważonym i docenionym?
Zauroczenie jako sygnał deficytów w relacji?
Natomiast trochę inaczej ma się sprawa, gdy w naszym związku są obszary, które nam umknęły. Niezaspokojone pragnienie bliskości i intymności na równi z rutyną i zaniedbaniem komunikacji w związku to powody, dla których łatwiej nam zapuścić się w bezdroża fantazji o pełnym uniesień romansie z kolegą z pracy, który zawsze docenia nie tylko naszą fryzurę, ale także profesjonalizm i kreatywność. Brak bliskości generuje tęsknotę za innymi emocjami, których możemy poszukiwać w iluzorycznym związku z koleżanką z siłowni, która zauważa naszą sumienność, regularność treningów i cięty dowcip.
Co zatem robić?
Czy nasza długotrwała relacja zmierza nieuchronnie ku końcowi?
A może mamy otwierać związek?
Może lepiej żyć w świecie iluzji pielęgnując gorące sny o przystojnym sąsiedzie?
Czy zauroczenie to już zdrada?
Chciałabym zaserwować tutaj jedną dobrą receptę, ale niestety takiej nie ma. Po pierwsze trzeba jednak wiedzieć, że okazjonalne fantazjowanie o osobach trzecich – gdy na ulicy oglądamy się za ludźmi atrakcyjnymi fizycznie, a w pracy mamy swoją ulubioną osobę, z którą zwykle flirtujemy i tańczymy całą noc na imprezie firmowej – to zjawisko całkowicie normalne.
Jednakże, czy to nie zahacza już o zdradę?
Pojęcie zdrady jest dla każdej pary inne. Dla jednych zdradą będzie trzymanie się za ręce i patrzenie w oczy, dla drugich będzie to seks, dla innych spędzanie z tą trzecią osobą większej ilości czasu niż z główną osobą partnerską i rodziną. Definicje zdrady każda para powinna sobie ustalić indywidualnie, jednakże wymaga to szczerych rozmów i nieustannej pracy nad swoją relacją.
Czy zauroczenie kiedyś mija?
Zazwyczaj mija. Kiedy uświadomimy sobie, że rozmowa na czacie z nieznajomym jest ekscytująca tylko dlatego, że go nie znamy i z nim nie mieszkamy, to poziom fascynacji może zacząć spadać. Bo on pewnie wcale nie jest taki przystojny, w domu rozrzuca skarpety za łóżkiem, a w porównaniu do naszego męża byłby fatalnym ojcem. Kiedy z naszego obiektu fascynacji zdejmiemy filtr różowych okularów, może okazać się, że człowiek jak człowiek, nic w nim szczególnego. Natomiast bardzo istotne jest, aby na trzeźwo zastanowić się, dokąd to zauroczenie ma prowadzić.
Zadajmy sobie pytanie, czy ja…
- naprawdę chcę uprawiać dziki seks na blacie kuchennym z mężem mojej przyjaciółki?
- na pewno chcę realizować fantazję o biurowym romansie z moją szefową?
- naprawdę chcę, aby nieznajomy z internetowej grupy sprawdzał, gdzie mam łaskotki?
Co zrobić, gdy zauroczenie nie mija?
A co, jeśli to zauroczenie nie mija? Nierozwiązane problemy i skupienie na iluzji prowadzą do rozpadu związku, jeśli nie zaczniemy nad nim pracy. Skupmy się na elementach, które możemy definiować jako nasze deficyty w związku i zobaczmy, czy kompensujemy je naszą fascynacją. Jeśli nazbierało się tych punktów i nie wiecie, co z tym począć, zwróćcie się do specjalisty. W końcu od tego właśnie jesteśmy.
Natomiast może się też przydarzyć, że nasza relacja funkcjonuje bardzo dobrze, jest oparta na otwartości i szczerości. Może wtedy nasza bohaterka wróci do domu i opowie mężowi o flircie z nieznajomym. Może opowie mu o emocjach, które wzbudziło w niej pytanie „Czy masz łaskotki?”. Usiądą wtedy razem i mocno trzymając się za ręce, ruszą we wspólną podróż w ekscytującą krainę nieznanego.
Kochani, więcej rozważań na temat zauroczenia i jego skutków możecie odnaleźć w Audycji369 w Radiu 357, które serdecznie polecam zarówno ja, jak i Wydawnictwo EOS, które tam gościło jesienią. Moją rozmowę z redaktorem Marcinem Klimkowskim znajdziecie pod datą 22 lutego.
Posłuchajcie, naprawdę warto.