Autorka: Dominika Brych
Good enough sex
Opowiem Wam dzisiaj historię pewnego seksu…
W zasadzie to wcale o tym nie myślała, a na pewno nie fantazjowała o tym w ciągu dnia. Zwykle ma zbyt wiele na głowie, a poza tym prawie nigdy jej się to nie zdarzało, nawet jak miała dwadzieścia lat.
Jednakże tego dnia zaplanowała sobie w kalendarzu. „22:00 seks” – czarno na białym. Nie to, że miała ogromną ochotę, ale po prostu miała świadomość, że dawno tego nie robili, ponieważ ciągle byli zmęczeni, chodzili późno spać, mieli dużo na głowie. Prowadzenie firmy, praca, dom, dzieci, siłownia, przeziębienia… mogłaby tak wymieniać w nieskończoność, ale nie o to przecież chodziło.
Powolność jako luksus dorosłych ludzi
Wiedziała, że chce z nim iść do łóżka, bo lubiła ich więź. Kochała czuć się pożądana, chciała być dotykana, zależało jej na tym, aby byli blisko. Trochę było to na zasadzie zadbania o relację, ale nie można było tego mylić ze zmuszaniem się do seksu i poświęcaniem się dla męża. O nie! Ale z pewnością nie był to spontaniczny wybuch pożądania palącego jak pożoga.
Dom ogarnięty, laptop wyłączony, dzieci śpią. Była gotowa wskoczyć pod kołdrę. Jeszcze nic nie czuła, nawet krztyny podniecenia, ale co zaplanowane, to zaplanowane.
Seks w kalendarzu to nie koniec romantyzmu
Jego ręce znały ją doskonale. Uczył się jej ciała od lat i za każdym razem zdumiewała go jej miękkość. Cierpliwie masował skronie, pocierał zarostem kark, głaskał uda. Czekał cierpliwie.
Ona przeganiała z głowy natrętne myśli o zakupach, dzieciach, zebraniach, wizycie teściowej. Już nie irytowały jej tak, jak kiedyś. Teraz wiedziała, że są normalne i należy je po prostu odpuszczać. Powoli coraz bardziej skupiała się na dotyku. Nie oczekiwała niczego, ale też nie miała zamiaru niczego hamować. Liczyła się tylko niespiesznie rodząca się przyjemność.
Koncentrowała się na znajomym zapachu ulubionych świec. Płynęła na falach znanych melodii, które zazwyczaj puszczali podczas wspólnych wieczorów tylko we dwoje. Jej głowa znała ten kontekst, był bezpieczny i mózg wiedział, że prowadził on do przyjemności.
Kiedyś przejmowała się, że jest blisko orgazmu, ale nie może dojść. Dzisiaj odrzucała takie natrętne myśli i skupiała się na czuciu. Wiedziała, że nie musi szczytować, żeby było dobrze. Wiedziała też, że im więcej „nie musi”, tym więcej samo do niej przychodzi.
Seks jako przestrzeń odpoczynku
Nie przejmowała się też włosami na nogach, krostką na brodzie i zmarszczkami w kącikach oczu. Już nie uważała, że jej fałdka na brzuchu jest zła i niedobra. To wszystko było błahostką. Liczyło się tylko ciepło ich ciał, delikatna skóra jej piersi i jego twarde opuszki palców. Nie było czasu, tylko oddechy i powolność. Uważność na wzajemne reakcje, długie patrzenie w oczy, uchwyt tak mocny, że na co dzień wstyd było o taki prosić.
Sięgnęła po wibrator, który przyłożyła do łechtaczki. Jego palce wypełniały ją i poruszały się, zabierając ją na szczyt. Pozwoliła sobie na ten orgazm. Odłożyła na bok wszystkie troski, zmartwienia, opinie oraz obowiązki i pozwoliła sobie się puścić. Rozkosz, która ją uderzyła, była obezwładniająca, a ona dalej jej się poddawała, przepuszczając przez siebie kolejne fale.
Idąc do łazienki, zobaczyła, jak wielka była plama po jej squirtingu, natomiast mąż uśmiechał się jak kot po zjedzeniu miski śmietany.
I taka to była historia pewnego seksu. Jednakże, czego możemy się z niej nauczyć?
Uważność zamiast fajerwerków
Po pierwsze, mit spontanicznego seksu możemy włożyć sobie między bajki. Umawianie się na wspólne wieczory, wpisywanie sobie seksu w kalendarz to wcale nie jest śmierć romantyczności. To zabieg, który oznacza dbanie o relacje. Skoro wpisujemy sobie w plan dnia jogę, fryzjera czy wyjście z dziećmi na basen, to równie dobrze możemy tam wpisać planowany romantyczny wieczór. Oznacza to, że nasza osoba partnerska jest dla nas tak samo ważna, jak inne punkty dnia. Ponadto do takiej randki możemy się szykować, czekać na nią albo pisać do siebie pieprzne wiadomości.
Czyż nie robiliśmy tak, będąc w fazie randkowania i zakochania?
Seks jako praktyka relacyjna, nie obowiązek
Po drugie, mit spontanicznego pożądania wyrzucamy do kosza jeszcze szybciej niż to pierwsze, niszczące relację przekonanie. Standardowa wiedza na temat pożądania mówi, że ono po prostu się pojawia, np. w trakcie pracy, w trakcie spaceru, pojawiają się myśli związane z seksem i dana osoba nabiera ochoty na aktywność seksualną. Takie zjawisko nazywane jest pożądaniem spontanicznym. Natomiast pożądanie responsywne jest reakcją na bodźce i działania. Pojawia się ono w odpowiedzi na przyjemność w odróżnieniu od spontanicznego, które jest oczekiwaniem przyjemności. Badania wskazują, że kobiety w swoim odczuwaniu dzielą się mniej więcej po połowie. Nic więc dziwnego, że nasza bohaterka o seksie w ciągu dnia nie myśli. To jest naturalne. Natomiast wiedza o tym, że jej pożądanie może pojawić się w odpowiedzi na bodźce sprawia, że jest ona otwarta na propozycje. Natomiast jej partner już od dawna wie, że fakt, iż to on zwykle jest inicjatorem seksu, wcale nie jest niczym złym. Znajomość mechanizmu pożądania i znormalizowanie pożądania responsywnego zdjęło z pary poczucie winy i wyrzuty sumienia.
Zgoda, która oddycha
Kolejnym ważnym punktem jest świadomość obojga, że w każdej chwili może się pojawić „nie, ja jednak nie mam ochoty, po prostu się poprzytulajmy” i to też jest zupełnie w porządku. To bardzo ważne, aby wszystkie strony szanowały zarówno swoją zgodę, tudzież jej brak, jak i zmianę decyzji.
Kochani moi, historia pewnego seksu pokazuje, że seks nie musi być wyjątkowy, spontaniczny z fajerwerkami czy zawierający wymyślną ekwilibrystykę. Satysfakcjonujący seks może być wystarczająco dobry. Niekiedy będzie to szybki numerek, czasami nie będzie czasu ani ochoty na orgazm, innym razem będzie długi i powolny. Jak dzieci wyjadą do dziadków na nocowankę, to może będziecie mieli przestrzeń i ochotę na eksperymenty.
Będzie różnie. Może się zdarzyć, że coś nie wypali, że się nie zgracie albo rozminą się Wasze oczekiwania. Jednakże kluczowe jest to, żeby rozmawiać przed, po, a czasami także w trakcie. Czytajcie mądre książki, słuchajcie podcastów, oglądajcie wartościowe konta edukacyjne. Rozwijajcie się razem, kierujcie się ciekawością i wzajemnym zrozumieniem, a może się przydarzyć, że ten zwykły, zaplanowany, niczego niezapowiadający seks doprowadzi do jednego z największych orgazmów w Waszym życiu.
Wystarczy sobie pozwolić.