Kobieca moc czy nowy patriarchat? O duchowości, która szkodzi
Pseudorozwojowe hasła próbują mi udowodnić, że gdy wrócę do „kobiecej mocy”, to facet zaraz rzuci wszystko i padnie mi do stóp.
Nie wiem jak Wy, ale mi się od razu pięści zaciskają na takie pierdololo. Jak dla mnie to taki patriarchat opakowany w ślniący papierek. I w ogóle to co to jest ta sławna kobieca moc? Jakoś nikt nie tłumaczy. W każdym razie jak to czytam to od razu mam wrażenie, że zrzuca się na kobietę ciężar dbania o relację. On się nie zmieni, jeśli ty… Bla, bla, bla. Piękna i bestia w wydaniu duchowości. Jak się postarasz, to bestia zmieni się w księcia. A potem to już wiadomo… Długo i szczęśliwie. Stare przekonania w nowych bajkach. Bo to są bajki, bullshit serwowany samotnym kobietom, które nie są szczęśliwe tam, gdzie są. Ja bym wolała im powiedzieć, że nie zawsze dostaje się od życia to, czego się chce i jak się z tym pogodzą, to może zacznie być fajnie.
No ale lecimy dalej. Ogłoszenia takie twierdzą, że gdy wrócę do tej swojej mitycznej i mistycznej energii, to uruchomię w facecie chęć zdobywania. Świetnie. Czyli facet nie myśli, tylko ma gdzieś przycisk, który go uruchamia? Jak rzecz? Przedmiot, nie podmiot? To obraźliwe i dla kobiet, i dla mężczyzn. Serio.
Pseudorozwój relacji – kiedy duchowość obarcza winą kobiety
Ta cała kobieca moc jako narzędzie obsługi mężczyzny może i brzmi dla kogoś emancypacyjne, ale to działa dokładnie odwrotnie. Stara rola w nowym kostiumie – bądź miękka, eteryczna, kobieca, taka akurat, nie za bardzo, to może zasłużysz na jego uwagę. Księcia zaklętego w bestię.
A więc cały ciężar relacji znów jest na kobiecie. Jak jest źle, to nad sobą pracuj. Jak on się oddala – wróć do swojej energii. A jak Cię nie widzi i nie jest czuły, jakbyś chciała? No widocznie coś z Tobą nie tak.
I to niby jest co? Rozwój? Nie, to praca nad związkiem przypisana jednej osobie. To chęć pokazania kobiecie, jaka ma być, żeby ten sławny „on” ją chciał.
To ja wam coś powiem. Zdradzę tajemnicę, bo może nie wiecie. Zdrowa relacja polega na tym, że DWIE DOROSŁE osoby biorą odpowiedzialność za swoje emocje, zachowania i gotowość do bliskości.
I naprawdę falowanie biodrami i praca z „kobiecą mocą” nie ma tu nic do rzeczy. To żaden rozwój, to przerzucanie odpowiedzialności na kobietę.