Nowe słowo na stare rozczarowanie
Czytam sobie z ciekawością „Miłość nie istnieje” Tomasza Szledaka i bardzo mi się podoba słowo, którego używa – heteropesymizm. Autor dowodzi, że kobiety – rozczarowane mężczyznami na wielu poziomach – wybierają samotność lub wiązanie się z innymi kobietami, o ile mają do tego inklinacje.
Sama tak postąpiłam i zgadzam się z tym, współczując szczerze moim koleżankom, które są wyłącznie heteroseksualne. Mają mniejszy wybór, a tenże nie wróży świetlanej przyszłości.
Pewnie ktoś gotów pomyśleć „jaka biedna, rozczarowana, odrzucona przez mężczyzn, zdecydowała się na kobietę”. Otóż nie, to nie był wybór „z braku laku”. To była świadoma decyzja i jak dla mnie o wiele lepsza jakościowo. Gdybym wiedziała, to, co wiem teraz, jak komunikacja z kobietą jest zwykle o wiele prostsza, współistnienie łagodniejsze, a codzienność mniej przypomina pole minowe, to bym zrobiła to dużo wcześniej. Ale na wszystko trzeba czasu i odpowiedniego człowieka.
W moim odczuciu przy kobiecie łatwiej zdjąć maskę, przestać udawać, być sobą, nie negocjować swojej tożsamości w pakiecie z czyimś ego. To moje prywatne przesłanki.
Mężczyźni, którzy nie nadążają za zmianą?
A co mówi Szlendak? Punktuje bez sentymentów: współcześni mężczyźni niechętni są do zaangażowania i posiadania potomstwa, praca jest dla nich ważniejsza niż bliskość, nie umieją rozmawiać, popadają w nałogi, a co najważniejsze, są mniej wykształceni. Przywykliśmy do patriarchalnych ról, gdzie kobieta poświęca się dla dobra rodziny, okazując tym swoją miłość i zaangażowanie, a mężczyzna utrzymuje dom. Teraz kobiety także robią kariery, uczą się, chcą coś osiągać poza potomstwem. I nie jest im łatwo wcisnąć się w rolę usłużnej żony. Nie chcą być już tylko tłem.
Problem w tym, że wielu mężczyzn nie nadąża za tą zmianą. I czują niechęć do kobiet, bo one ich po prostu odrzucają. Zamiast dostosować się do nowych warunków, mężczyźni budują w sobie nienawiść. Tak rodzi się frustracja i jawna wrogość wobec kobiet.
Relacja bez negocjowania własnej tożsamości
Seks? To już nie problem, pragnące tego kobiety bez trudu znajdą partnera do igraszek. Gorzej z realnym związkiem, który ma sens, trwałość i realne zaangażowanie oraz emocjonalną dojrzałość.
Czytam to wszystko i boję się, że przepaść będzie się pogłębiać i że nie znajdziemy miejsca na wspólny dialog.
Będąc w relacji z kobietą, już wiem, że nie chcę układać się na siłę do czyichś upodobań kosztem siebie. W każdej relacji chcę pozostać sobą. Niezmuszaną do bycia „jakąś”. Jest takie powiedzenie: „Albo masz rację, albo masz relację”. Otóż nie. Ja biorę i jedno, i drugie. I wiem już, że to nie utopia. To kwestia wyboru i odwagi, by przestać się godzić na mniej.
Ciekawi mnie, co o tym sądzicie i jakie macie rady dla kobiet i/lub mężczyzn?