Zmysłowość, która dzieje się w ciszy
Zaczyna się od kubka. Ciężar gorącej ceramiki w obu dłoniach, zanim jeszcze świt zdąży na dobre odkleić wilgotną mgłę od szyb. Para unosi się nad herbatą – nie ta z wielkich, lśniących ekspresów, tylko ta cicha, domowa, pachnąca imbirem i może odrobiną kurzu z książek.
Listopad ma to do siebie, że zagęszcza powietrze. Nie da się przez niego biec; trzeba się przeciskać.
A my jesteśmy wytresowane do biegu. Kultura każe nam być w ciągłej erupcji. Wydajność ma być eksplozją, sukces eksplozją, relaks – też najlepiej szybki i spektakularny. Nawet erotyka ma być fajerwerkiem. Osiągnięciem. Czymś, co można odhaczyć, zanalizować i zoptymalizować w ramach wieczornego „self-care’u”.
Wszystko ma być jasne, szybkie, ostre. Jak światło LED w supermarketach o dziewiątej wieczorem.
Tymczasem ciało chce inaczej.
Ciało, jeśli tylko dać mu dojść do głosu, marzy o gęstości. O powolnym zanurzaniu się w materii.
Jesień to stan ciała, nie tylko pogoda. To moment, w którym tkanki same proszą o cięższy koc. O grubszy sweter, który otula, ale też trochę drapie, przypominając, że skóra ma granice. Zmysłowość to nie jest pokaz; to jest odbiór.
Pamiętam dłonie mojej babci zagniatające ciasto na pierogi. Robiła to powoli, metodycznie. Nie było w tym nic „efektownego”. Był tylko rytm, ciepło jej dłoni oddawane mące i uporczywy zapach grzybów unoszący się w kuchni, gdzie okna zawsze były lekko zaparowane.
Całe moje dzieciństwo wraca w tym jednym obrazie: skupienie i ciepło dłoni w materii. To była czułość bez słów, erotyka codzienności.
Odebrano nam prawo do szeptu.
Szept jest nieefektywny. Szeptu nie da się sprzedać w kampanii reklamowej. Kto by kupił perfumy o zapachu „chwila ciszy, zanim woda zacznie wrzeć”?
A przecież największa zmysłowość dzieje się na marginesach. W geście zsunięcia z ramienia ramiączka swetra, nie dlatego, że ktoś patrzy, ale dlatego, że skóra chce pooddychać. W sposobie, w jaki kot przeciąga się całym ciałem, ucząc nas, że każda komórka ma prawo do przyjemności. Smaku herbaty o świcie, gdy świat jeszcze śpi i nie zdążył nam niczego kazać.
Mgła za oknem mówi: nie musisz widzieć wszystkiego naraz. Ciało mówi: nie musisz nigdzie biec.
Może największa rewolucja to pozwolić sobie na tę gęstość. Zaufać, że to, co ciche i powolne, jest tak samo ważne, jak to, co krzyczy.
Zamiast eksplozji, para unosząca się nad kubkiem. Zamiast fajerwerków, ciężar wełnianego koca na stopach.
To też jest orgazm. Tyle że rozłożony w czasie.
Foto: Julia Dubowska
Wciąż warto rozmawiać o AIDS
2025-12-01 @ 11:56
[…] warto głośno mówić o prawie do zdrowia, czułości i równych […]