Felieton z przymrużeniem oka, choć o całkiem poważnym temacie.
Moje dwa cycki były najbardziej irytującą rzeczą, która spotkała mnie w życiu. Serio. Najpierw, gdy miałam naście lat i zaczęły rosnąć, sprawiając, że nagle z absolutnej deski stałam się deską z wypustkami. Trauma, mówię wam. Zwłaszcza że zawsze lepiej było mi z męską ekipą, która nagle też stała się jakaś inna. Cycki zepsuły mi sporo krwi swoim spodziewanie–niespodziewanym pojawieniem. Potem dowaliły jeszcze bardziej, bo okazało się, że jedna postanowiła być wielka ja grejpfrut, druga mniejsza, jak jakaś cytryna niedorosła. Asymetria. Wiecie, podobno wiele osób je ma, ale ja mam sporą. Taką trzy-rozmiarową.
Przez ponad dziesięć lat omijałam baseny i jeziora.
Wiele, wiele lat sukienki z dekoltem były dla mnie tematem tabu.
Pierwszy s*ks uprawiałam…w koszulce. Bo wstydziłam się ją ściągnąć.
Kupowanie stanika było najgorszym dniem w roku.
Rozebranie się przy nowym kochanku za każdym razem sprawiało, że odechciewało mi się s*ksu.
Nazbieranie na operację (ponad 30 tys.) dla studentki, którą wtedy byłam, okazało się absolutnie niemożliwe.
Tak, ja i moje cycki to była jedna wielka trauma i nienawiść.
Aż nagle mi przeszło. No nie nagle: przeszło mi przez faceta. Tak, wiem. Ale czasem tak jest, że ktoś musi dostrzec w waszej wadzie zaletę, aby można było zmienić percepcję. Mi przeszło. Mam nierówne cycki i w sumie to fajne są. Inne, dziwne i niestandardowe. W świecie, który goni za i tak niedoścignionymi standardami, ich nierówność wydaje się czymś spoko.
Ostatnio poznałam dziewczynę, która ma bielactwo cipki. Przepłakała multum godzin, młode dziewczę, które dopiero zaraz odkryje, że inność może być wyjątkowa. Bo jest. I chociaż patrzymy na idealne zrobione ciała w filmach czy Instagramach – same takie/tacy nie jesteśmy. I fajnie się odnaleźć w tej „nieidealności”. Kiedyś oglądałam „Magików makijażu”, w jednym z odcinków kobieta miała znamię na całym policzku. Dzień w którym odkryła, że nie szpeci, a sprawia, że jest wyjątkowa, stał się dniem, w którym na nowo odżyła.
Może by tak spojrzeć na siebie inaczej?
Ja w każdym razie mam asymetrię i warkoczyki, tę pierwszą od zawsze, te drugie od kilku tygodni, bo potrzebowałam zmiany. A ja lubię, gdy zmiany są mocne. I srał pies to, że może mam kryzys wieku średniego. Jak mam, to cholernie mi z nim dobrze, tak dobrze, że wypiję lampkę wina przed śniadaniem na jego część.
A wy zerknijcie na siebie moim wzrokiem. Bo ja lubię nietypowości. Może Wasze wady wadami nie są?
N.D.