Leszek Miller uznał kiedyś, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. Z upływem lat zmienił zdanie i uznał, że prawdziwy mężczyzna nigdy nie kończy. Ja uważam, że kończy, oczywiście, ale robi to z klasą. Co to dla mnie oznacza? Że przychodzi, mówi “Dziękuję, było miło (albo nie), nie będziemy się więcej spotykać, bo…” – i tu podaje powód. Oczywiście rzecz się tyczy także kobiet, ale większe mam doświadczenia jednak z mężczyznami, żadna kobieta na razie mnie w ten sposób nie potraktowała, a koleżanki też opowiadają raczej o chłopakach. Ba, koledzy opowiadają o tym, jak próbują skończyć różne relacje. Jeden się ostatnio zdziwił, jak mu powiedziałam, że może powiedzieć po prostu prawdę, po tym, gdy uznał, że chce zrobić to „miło i kulturalnie”. Tak, prawda też może być miła i kulturalna. Nawet powinna. Dlatego wybaczcie, że nie będę poprawna i nie potraktuję tym razem wszystkich równo.
Nie piszę o ogóle, piszę o tym, co widzę, wierzcie mi, nie widzę wszystkiego i wszystkich. Ale z tego, co widzę, to faceci to tchórze. Serio. Do tego, żeby zakończyć relację, to trzeba mieć przysłowiowe “jaja”. Stanąć przed kimś, powiedzieć prawdę i jeszcze przyjąć na klatę trudne emocje, które mogą się pojawić po drugiej stronie. Ale chłopaki często nie umieją w emocje, ani czyjeś, ani w swoje. A takie rozstania to są właśnie emocje, żal, łzy, czasem oskarżenia. I oni wolą unikać. Ghosting – modne słowo. Więc mężczyźni lubią po prostu zniknąć, schować głowę w piasek i udawać, że ich nie ma, nic się nie stało. Trzęsą przy tym portkami w strachu przed konfrontacją. Ale mają też drugą strategię, tę niby „miłą i kulturalną”. Równie obrzydliwa co pierwsza, ponieważ druga strona nie bardzo wie, o co chodzi. A to właśnie strategia na „domyśl się”. Odzywają się trochę mniej, trochę inaczej. A czasem – z wyrzutów sumienia i nieumiejętności mówienia „nie” oraz ponieważ (i to jest hit i śmiech na sali!) “nie chcą ranić” – uaktywniają się bardziej. I osoba po drugiej stronie, zamiast dostać jasny komunikat, z którym będzie mogła sobie radzić mniej lub bardziej (ale to już jej problem), zupełnie nie wie, na czym stoi. Zaczyna sobie coraz mniej ufać, bo przecież raz druga strona mówi tak, a raz siak, i „może ma ciężki dzień”. Och tak, lubimy się przecież oszukiwać. No i przecież mamy nadzieję, że jakby nie chciał, to by powiedział, prawda? Otóż nie. Tak prosto nie będzie. Mało który facet jest na tyle odważny, by podziękować i zakończyć. Wiją się, lawirują i kłamią. I to w moich oczach jest słabe, małe i obrzydliwe, nawet jeśli tłumaczą to sobie swoją jakże wrażliwą naturą na krzywdę innych 😉 Albo milczą, bo milczenie jest prostsze. Idą zwyczajnie na łatwiznę, nie szanując drugiej strony. Dlatego zgadzam się z Leszkiem M.: Pokaż, czy masz “jaja” na końcu, bo na początku to każdy potrafi.
A Wy jakie macie doświadczenia w temacie?
H. M.