Trzymam ręce na kierownicy i warczę. Jestem okropnie bluzgającym kierowcą. Wiecie, to ta chwila, gdy mogę sobie poprzeklinać w samotności i nikt nie wie. I tak klnę pod nosem: ty cip*! I łapię się na tym, że to w sumie… powinien być komplement.
Bo przecież (prawie) wszyscy ją lubią. Jest miękka i twarda jednocześnie. Jest nieziemsko wytrzymała. Rozciągliwa. A jednocześnie sprawia całe morze radości. Fajna jest ta cip*. Więc w sumie wyzwisko jest bez sensu, bo jakie to wyzwisko, gdy nazywam kogoś czymś, co tak uwielbiam?
Ale no właśnie. Ty KUTASI*! – zasada jest ta sama.
Trzymałam te ręce na kierownicy i chichotałam, a później zrobiło mi się smutno. Bo nie chcę, aby cip* była przekleństwem, wyzwiskiem i czymś używanym w negatywnym znaczeniu. Cip* nie jest słaba, nie jest beznadziejnym „kierowcą”. Kojarzy się źle, bo z kobiecością, ergo ze słabością. A przecież cip* to twardzielka. Jest w stanie dużo z siebie dać, dużo wziąć, dużo przetrwać.
Nasz język tak często zmienia, wypacza i niszczy tak piękne słowa. Dziś ja sobie pobędę cip*.
I tyle.
N.D.
Grafika: Justyna Kowalska