Nie jestem jesieniarą. W sensie: nie jara mnie to całe leżenie pod kocykiem z ciepłą herbatką i książką. Zupełnie nie. Stanowczo wolałabym robić coś na dworze, grzać się w słońcu i pić coś zimnego – najlepiej z pływającymi w środku owocami i toną lodu. Tak. Jestem ciepłolubna. I jesień wywołuje we mnie sprzeciw.
No, ale robi coś jeszcze – zamienia mnie w lekko sentymentalną romantyczkę.
Tylko jesień. No dobrze… jeszcze trochę zima. Ale naprawdę odrobinę.
W każdym razie – wspominałam sobie wczoraj moją pierwszą książkę.
To, jaką radość czułam, gdy okazało się, że będzie wydana.
Fajne to było. Powiem Wam, że ta radość nie mija.
Teraz czuję dokładnie to samo – szczególnie że „Od stycznia będę się puszczać” jest dla mnie ważna z wielu powodów. Ale dziś nie o tym.
Miało być o tym, że: nie bójcie się. A raczej – bójcie, ale działajcie mimo strachu. Znam mnóstwo osób, które tworzą – piszą, malują, rysują, rzeźbią – i się boją.
Boją się oceny. Boją się, że ktoś ich wyśmieje, że nikt się tym nie zainteresuje.
A strach to kawał dziada. Paraliżuje. Odbiera chęć działania.
Pamiętam, jak napisałam „Tego Złego”. Pamiętam ten lęk, że nikt tego nie wyda.
A jednak się udało. Teraz wydaję kolejną książkę – i tak, znowu się boję.
Boję się, czy się „sprzeda”, czy dostanie dobre recenzje, czy Wam się spodoba.
Strach jest naturalny. Jest w nas. Ale nie warto się go słuchać.
Często na spotkaniach pytają mnie: „Jak wydałaś pierwszą książkę?”
Prosto: piszesz, poprawiasz, aż ci się podoba, szukasz wydawnictwa, które wydaje podobne rzeczy – i wysyłasz. Może się nie udać. Może zostać odrzucona.
Może nie zostać wydana nie dlatego, że jest słaba, ale dlatego, że nie wpasowuje się w profil wydawnictwa, w pomysły na przyszły rok, albo zwyczajnie – trafiła w zły moment.
I wiecie co? Tak bywa. Ale i tak wygracie. W EoS dostajemy sporo propozycji wydawniczych – na każdą staramy się odpowiedzieć.
(Ej, jeśli wysłaliście coś i nie dostaliście odpowiedzi – wyślijcie jeszcze raz. Serio. Czasem coś wpada w spam albo po prostu umyka). Nie każda propozycja pasuje do nas – czasem temat jest świetny, ale wiemy, że nie udźwigniemy go w danym momencie. Czasem wymaga dopracowania. Czasem to po prostu jeszcze nie ten czas. Ale zawsze staramy się dać pełną, uczciwą odpowiedź. Bo wiemy, jak brak informacji potrafi boleć.
Wydanie książki nie jest proste.
Napisanie jej to dopiero pierwszy etap. A jednak – warto próbować. Wysyłajcie to, co macie w szufladach. Nie wszystko musi od razu być powieścią – może akurat okaże się, że dostaniecie przestrzeń blogową?
A to u nas często dopiero początek: współpraca z redaktorem, możliwość pokazania swojej twórczości większemu gronu.
Szukamy ludzi piszących, bo szukamy różnych głosów i perspektyw.
Więc – nie chowajcie się. Nie bójcie się krytyki, bo najgłośniej krytykują zwykle ci, którzy sami nic nie tworzą. Próbujcie, wysyłajcie, walczcie ze strachem.
W świecie, gdzie AI tworzy masowo, indywidualna twórczość nabiera nowego znaczenia.
Nowej mocy.