Dlaczego warto lubić byłe kochanki osób, z którymi obecnie się spotykasz, czyli felieton z przymrużeniem oka…
Ostatnio odkryłam fantastyczną rzecz: wiecie, że niemal każdy facet ma karton z rzeczami zostawionymi przez byłe? Takie byłe na noc, dwie noce czy dwa lata? Pudło z kosmetykami, zapomnianą suszarkę do włosów czy wakacyjną książkę?
Ja w takim kartonie wyszperałam mega fajny balsam do ciała i coś, co uratowało mi dzień, czyli lakier do włosów. Po dalszym szperaniu znalazłam m.in. cienie do powiek (nie mój kolor, ale oj tam), kilka tuszy, zalotkę i pincetę. Po przesłuchaniu kilku mężczyzn (nie, bez lampki w oczy, oni o tym opowiadają całkiem chętnie) oraz koleżanek spotykających się z innymi kobietami okazało się, że my – baby – zostawiamy (opcjonalnie zapominamy, chociaż tutaj postawiłabym znak zapytania) mnóstwo rzeczy (nawet, jak wpadamy na jedną noc).
Bielizna jest standardem – od pończoch, majtek, skarpetek po bodystockig i swetry. Tak, wiem, swetry to nie bielizna, ale nie czepiajmy się szczegółów.
Zostawiamy biżuterię (ja nagminnie gubię kolczyki), zapominamy drobnostek, chociaż może nie zapominamy ich, a raczej szukamy pretekstu, aby wrócić? Może uruchamia się w nas gniazdowanie? Znaczenie terytorium? Może ten krem do twarzy na szafce zostaje na niej celowo? Jak zapach perfum na pościeli?
Przez lata sama zostawiłam mnóstwo takich drobiazgów (tak, tak, czasem celowo), ale nigdy, ani razu nie spotkałam się z mężczyzną, który by to zrobił. Może takie drobne porzucenia dla nieporzucenia są naszą babską domeną?
Macie jakieś doświadczenia w tym względzie? Co zostawiałyście/liście? Albo co Wam zostawiano?
N.D.
Zdjęcie: Dariusz Biczyński