Wpisałam w Google frazę „Puszczać się” i dowiedziałam się, że ma kilka znaczeń, w zależności od kontekstu. Najczęściej używane znaczenie to: „odbyć przygodny stosunek seksualny”. Jednakże, w języku ogólnym, „puszczać się” może oznaczać także: przestać trzymać się czegoś, zacząć iść, biec lub jechać, wyruszyć w drogę.
I ja bym chciała napisać o tej drugiej części znaczeniowej. Bo kto by się tam zajmował przygodnymi stosunkami seksualnymi? Czy to jest temat na felieton? W 21. wieku to nie powinno być nawet tematem do dyskusji. Mam ochotę, to idę i się bzykam, z kim mi się podoba i jak. Byle konsensualnie i z szacunkiem. Niezależnie od płci. Nie ma o czym dyskutować, nie ma się nad czym pochylać i bulwersować się też nie trzeba. Wiadomo, że ludzie są różni i mają różne potrzeby i popędy. Niezależnie od płci. Serio, w tej materii nie różnimy się tak bardzo. To po prostu nuda, zajmować się potrzebą równie naturalną, jak oddychanie. To po pierwsze, a po drugie, to wstyd zaglądać komuś do majtek bez jego zgody. Zgoda jest ważna. Świadoma zgoda. Pamiętajcie, proszę. Ważne jest pytanie i ważna jest szczera odpowiedź na dany moment. Dbajmy w seksie, niezależnie, czy jest jednorazową przygodą, czy w wieloletniej relacji, o swoje i innych bezpieczeństwo i komfort. Pamiętajcie też, ze zgoda może być cofnięta w każdym momencie. Szanujcie to. I to dla niektórych też jest o „puszczaniu się”, ale tym metaforycznym, muszą puścić stare przyzwyczajenia i wyobrażenia. To nie jest proste.
No i właśnie, ja bym chciała o tej drugiej części znaczenia sławnego „puszczania się”. O przestaniu trzymania się czegoś. Zazwyczaj w życiu trzymamy się tego, co wydaje nam się proste i bezpieczne. Czegoś, co znamy. Bardziej ze strachu. Mówi się, że powinnyśmy wyjść ze strefy komfortu, ale gdy przebywamy w czymś ze strachu przed nieznanym, przed czymś, nad czym nie mamy kontroli, to czy naprawdę jest to nasza strefa komfortu? To taki modny wytrych, ta „strefa komfortu”, ale jak się tak zastanowić, to czy naprawdę w niej jesteśmy? Chodząc do pracy, która nas męczy, mieszkając w za ciasnym mieszkaniu albo będąc w za ciasnym związku? To jest ten nasz komfort? Albo gdy chcemy coś zrobić, cokolwiek, iść na przykład na zajęcia plastyczne dla dorosłych, tylko coś nas powstrzymuje, wstyd, że nie powinniśmy, bo nie umiemy malować, choć dusza się wyrywa. I jednak tego nie robimy. To jesteśmy w strefie komfortu czy nie?
Myślę, że bardziej komfortowe byłoby zrobić czasem trudny, czasem przerażający krok w przód i wylądować w miejscu dla nas o wiele bardziej komfortowym. Gdzieś, gdzie czujemy, że żyjemy, że jesteśmy u siebie. Może pójść na zajęcia z ceramiki, może kupić dom na wsi wiele kilometrów od swojego miejsca zamieszkania, może założyć rodzinę, która, choć z wieloma obowiązkami, będzie dawać przestrzeń i bezpieczeństwo, a może odejść ze związku, który tylko na pierwszy rzut oka jest dla nas. A może spełniać marzenia seksualne lub o skakaniu ze spadochronem. I wtedy to będzie nasza strefa komfortu, bo będziemy czuć, że robimy to, czego naprawdę pragnie nasza dusza.
O tym dla mnie jest „puszczanie się”. O zaprzestaniu trzymania się tego, co nam nie służy, o robieniu odważnych kroków. O braku lęku i wierze, że nie trzeba wiedzieć, co jest za zakrętem. Wystarczy iść tam z zaufaniem i miłością.
Butik erotyczny Tabu69 a książka o seksualności
2025-11-24 @ 16:05
[…] też o słowach, które od lat używa się jak bata. „Puszczalska” to jedno z nich. Słowo zardzewiałe, śmierdzące wstydem, którym przez dekady okładano […]