Wystawa, która zostaje pod skórą
Na piasku nie zostają ślady idealnych stóp. Zostają wgłębienia, krawędzie, czasem odcisk kamyka. I tak właśnie było na tej wystawie – prawdziwie.
Wernisaż wystawy „„Ciało” autorstwa Grzegorza Witta w Klubie Bunkier poruszył mnie bardziej, niż się spodziewałam. I nie było to poruszenie wyłącznie estetyczne. To było doświadczenie – cielesne, osobiste, poruszające głęboko ukrytą potrzebę widzenia siebie autentycznie. Bez wygładzania. Bez filtra. Bez lęku.
Te zdjęcia nie są cukierkowe. Widać na nich każde wgłębienie, każdy włosek, każdą niedoskonałość. I właśnie dlatego są piękne. Bo są prawdziwe. Bo pokazują ciało nie jako obiekt do oceny, ale jako przestrzeń – zamieszkaną, z historią, z emocją.
Mam swoje dwa ulubione kadry – jeden jest absolutnie hipnotyzujący. Czarno-białe światło gra z fakturą skóry jak z rzeźbą – wydobywa linię brzucha, obojczyka, napięcie ciała i jego delikatność jednocześnie. Nie widzimy twarzy – to zdjęcie nie jest portretem konkretnej osoby, ale ciała jako takiego. Ciała jako formy. Jako przestrzeni doświadczenia.
Najbardziej porusza ten moment zawahania światła – cień pod sutkiem, błysk na żebrach, zagłębienie pod brzuchem. To obraz, który nie kusi erotyzmem w oczywisty sposób, ale właśnie przez to staje się bardziej zmysłowy. Prawdziwy. Ludzki.
To zdjęcie opowiada o wrażliwości. O cielesnej obecności. O tym, że nasze ciała nie muszą się uśmiechać ani pozować, by mówić. One mówią sobą.
Wystarczy patrzeć uważnie.
Drugi kadr mówi o oddaniu. O zanurzeniu w sobie. O zaufaniu ciału na tyle, by pozwolić mu przyjąć pozycję, która odsłania wszystko – a jednocześnie wciąż coś ukrywa.
Patrzymy na stopy, które zwykle są pomijane. Część ciała najbardziej uziemiona, rzadko gloryfikowana – a tutaj stają się centrum. Są pierwszym planem. To one prowadzą, to one przyjmują uwagę. I przez to – odzyskują godność.
Postać zgięta w pół, jak w głębokim skłonie, przypomina gest pokory, ale też powrotu do siebie. Tu nie ma wstydu, nie ma konieczności „pokazania się” z najlepszej strony. Jest za to siła. Zawarta w ciężarze ramion, w miękkiej krzywiźnie pleców, w gładkiej linii włosów.
To zdjęcie jest jak cicha modlitwa do własnego ciała. Jak moment, kiedy po długim czasie znowu je czujesz – naprawdę. I już go nie oceniasz. Już nie pytasz, czy jest wystarczająco „ładne”. Bo ono po prostu jest. I to wystarcza.
Wszystkie fotografie na wystawie nie krzyczą. One szepczą. Pozwalają na siebie patrzeć bez wstydu. Wystawa „Ciało” to hołd dla cielesności.
Jako masażystka i pisarka wiem, że to w ciele mieszkają nasze emocje. To przez nie przepływa historia. Ciało to nie tylko narzędzie przeżywania przyjemności, ale też głos, którym można pisać – jeśli tylko odważymy się go słuchać. Dlatego cieszę się, że Wydawnictwo EoS objęło tę wystawę patronatem. Bo to, co robimy – nasze książki, teksty, opowieści – też są o ciele. O powrocie do siebie. O pisaniu z brzucha, nie z głowy. O rozkoszy bez wstydu.
W EoS od początku mówimy: ciało to dom, ciało to nośnik opowieści. Nie tylko erotycznych – choć i te są dla nas ważne – ale także opowieści o pamięci, o bliskości, o byciu. Patrząc na zdjęcia Witta, poczułam, że ten przekaz się uzupełnia. Bo jego kadry też są jak rozdziały – o akceptacji, o obecności, o intymności, która nie musi być seksualna, żeby była prawdziwa.
W czasach, gdy ciało wciąż musi się tłumaczyć – ze swojego wieku, koloru, faktury, orientacji, ekspresji – taka wystawa to akt czułego oporu. Przeciwko wygładzaniu, poprawianiu, ukrywaniu. A także przypomnienie, że można patrzeć na ciało bez pożądania, ale z czułością. Bez oceny, ale z uważnością.
Wystawę można oglądać jeszcze przez dwa miesiące w Klubie Bunkier w Gdańsku. I warto – nie tylko dlatego, że to estetyczne przeżycie, ale dlatego, że to zaproszenie do bycia bliżej siebie.
Wierzę, że ciało nie potrzebuje tłumaczenia. Potrzebuje obecności. Potrzebuje światła, które nie ocenia. I spojrzenia, które nie kłuje.
Bo ciało to pierwszy alfabet, którym się posługujemy.
To z niego wypływają opowieści. Z napięcia mięśni, ze ściśniętego gardła, z drżenia rąk.
Dlatego potrzebujemy takich wystaw. Nie po to, żeby podziwiać formy. Ale żeby nauczyć się siebie.
Nie po to, żeby oceniać. Ale żeby zobaczyć. Poczuć. Zadać sobie pytanie: gdzie ja jestem w swoim ciele?
Jeśli potrzebujesz pretekstu do tej rozmowy – ze sobą, z kimś bliskim – idź na tę wystawę.
Jeśli potrzebujesz oddechu – idź.
Jeśli potrzebujesz czegoś, co nie mówi „patrz, jakie piękne ciało”, tylko „poczuj, czym to ciało dla Ciebie jest” – idź.
Wystawa „Ciało” Grzegorza Witta czynna jeszcze przez dwa miesiące w Klubie Bunkier (ul. Olejarna 3, Gdańsk).
Wstęp wolny. Idź, zobacz, poczuj.
Hanka V. Mody
Fot. Marcin Nowak


















2025-04-10 @ 19:37
Świetnie się czyta, odwiedzę wystawę!