Dlaczego wstyd nie chroni, tylko ucisza
Siedzi naprzeciwko mnie w gabinecie i mówi cicho, jakby ktoś mógł usłyszeć przez ściany. „Wiem, że powinnam była powiedzieć «nie». Ale… wstydziłam się”. Wstydziła się odmówić, wstydziła się, że nie chce. Wstydziła się, że będzie wyglądać na trudną, na zimną, na tę, co robi problemy. Wstyd to najskuteczniejszy strażnik cudzych oczekiwań. Nie mówi ci, czego ty potrzebujesz. Mówi ci, czego od ciebie oczekują inni. I każe ci milczeć, gdy coś w tobie krzyczy „nie”. Ale my traktujemy wstyd jak nauczyciela. Jakby był po naszej stronie. Jakby uczył nas, jak żyć lepiej, mądrzej, bezpieczniej. A on uczy nas tylko jednego: jak się ukrywać.

Wstyd nosi sukienkę w kwiaty naszej matki i granatowy garnitur ojca, ale pracuje dla społeczeństwa, dla konwenansów.
Inna dojrzała kobieta po kilku sesjach w końcu jest gotowa, aby opowiedzieć mi swoją historię wstydu. Podczas jednego z pierwszych zbliżeń usłyszała od partnera: „Jak będę robić coś nie tak, powiedz mi”. Zgodziła się i na potwierdzenie kiwnęła głową, patrząc w jego ciemne oczy. Powie. Przecież jest dorosła, przecież ma granice. Potem leżała sztywna, z rękami zaciśniętymi w pięści, ze ściśniętym gardłem i milczała. Bo wstyd szepnął: „Jeśli teraz powiesz, że ci się nie podoba, zepsujesz atmosferę. Pomyśli, że jesteś dziwna, niedotykalska i problemowa”.
Wstyd nie chroni nas przed przekroczeniem granic. Wstyd zmusza nas do udawania, że granic nie mamy.

O milczeniu, które bierze się za spokój
W pewnym sensie wstyd to najlepsza szkoła milczenia. Uczy cię być cicho, gdy ktoś przekracza twoje granice. Uczy cię milczeć, gdy czujesz ból. Każe ci olać intuicję, gdy mówi „to nie w porządku”. Bo gdybyś się odezwała, musiałabyś się skonfrontować ze swoimi potrzebami, a przecież od dzieciństwa ci wmawiano, że ich nie masz. Boisz się, że nie jesteś elastyczna, luzacka, taka jak inne.
A my tak boimy się być niewygodne. Robić aferę. Być histeryczkami.
Milczenie to nasza specjalność
Wyobraź sobie, że stoisz w zatłoczonym autobusie. Ktoś za tobą stoi zbyt blisko. Czujesz jego oddech na karku. Smród jego oddechu, przesiąkniętego papierosami i czosnkiem, wywołuje w tobie odruch wymiotny. Jesteś przekonana, że to nie przypadek. On specjalnie napiera na ciebie swoim kroczem. Czujesz, jak wypycha biodra i prawie kładzie się na tobie. To nie jest przypadek, bo czujesz rytm, intencję. I ta ręka, która jakby niechcący ociera się o twoje biodro, uda, pośladki. Jakby sprawdzała, czy będziesz milczeć.
Czujesz tak ogromny wstręt, że marzysz o tym, żeby się skurczyć i zniknąć. Pocisz sie ze strachu, dłonie masz mokre, wycierasz je o swoją sukienkę, ale za chwilę znowu są wilgotne. Czujesz strach, bo jesteś uwięziona w metalowej puszce na kółkach, otoczona obcymi, którzy patrzą w telefony. Mimo wszystko twoje myśli podpowiadają ci zdania: „A może to przez tłok? Może naprawdę nie ma miejsca? Co jeśli się mylę? Co jeśli zacznę krzyczeć, a on powie, że nic nie robił – i wszyscy będą patrzeć na mnie jak na histeryczkę?”. Więc milczysz, w głowie zaklinasz go, żeby wysiadł na następnym przystanku i żeby ci dał spokój. Próbujesz się przesunąć, dyskretnie, tak żeby nikt nie zauważył.

Milczymy, bo tak łatwiej?
A może miałaś tak: Ktoś mówi coś, co cię rani. Nie krzyczał, nie obraził wprost. Po prostu użył słów, które coś w tobie zadrasnęły. Nie umiesz powiedziec, że to cię rani, bo w myślach już odpaliłaś schemat: „Pewnie robię z igły widły. Pewnie jestem zbyt wrażliwa. Inne dziewczyny by to zniosły”. Więc milczysz, bo w pamięci masz słowa kuzynów i rodziców „beksalala”, słowa, które ciągnęły się za tobą przez całą szkołę podstawową.
A to jest ci znane? Ktoś oczekuje od ciebie czegoś, czego nie chcesz dać. To może być banał, czekolada, chipsy, coś, co bardzo lubisz, ale jesz tylko na specjalne okazje. Ten ktoś to osoba ważna, bliska, kochana. I myślisz: „Jak odmówię, będę egoistką. Będę tą złą. Będę tą, co robi problemy”.
Więc milczysz.
Jak uczono nas milczeć zamiast stawiać granice
A Wstyd kiwa głową z satysfakcją i uśmiecha sie kpiąco do Milczenia. Bo milczenie jest grzeczne. Milczenie nie psuje relacji. Milczenie nie sprawia kłopotów. Tylko że milczenie nie chroni granic. Milczenie je wymazuje. Uczono nas wstydzić się potrzeb, nie potrafimy ich rozpoznać ani wypowiedzieć.
Jako dzieci dostajemy komunikat: „Nie bądź wymagająca. Nie rób dramatu. Nie przesadzaj”. Dorośli wokół patrzą z dezaprobatą, gdy dziecko płacze, bo coś jest nie tak. „Uspokój się. Przestań. Nic się nie stało”. I dziecko uczy się, że jego odczucia to za dużo. Że problem nie leży w sytuacji, tylko w jego reakcji na sytuację. Jeśli to przeżyłaś, to chcę, żebyś wiedziała, że to nie był trening dobrego wychowania. To była tresura ukrywania potrzeb i granic. Potem dorastamy i jesteśmy zaskoczone, że nie umiemy powiedzieć „nie”. Że łatwiej jest zgodzić się na coś nieprzyjemnego, niż stawić czoła cudzemu rozczarowaniu. Że w momencie, gdy powinnyśmy stanąć w obronie siebie, stajemy w obronie cudzego komfortu.
Bo nikt nas nie uczył, że mamy prawo powiedzieć: „To dla mnie za dużo. To mnie nie satysfakcjonuje. To przekracza moją granicę”. Uczono nas, że wstyd to kompas moralny. A wstyd to tylko strażnik cudzych oczekiwań. Pomyśl, co by było, gdybyśmy zamiast wstydu miały odwagę? Wyobraź sobie świat, w którym granice nie są aktem odwagi, tylko normalnością. W którym „nie” brzmi neutralnie, bez dramatu, bez usprawiedliwiania się. „Nie chcę tego robić”. „To mnie nie satysfakcjonuje”. „To przekracza moją granicę”.
Bez „przepraszam”, bez „może przesadzam”, bez „wiem, że to głupie, ale…”.

Granice nie są atakiem. Granice są informacją.
Ale my traktujemy je jak coś, za co trzeba przepraszać. Jakbyśmy swoim istnieniem, swoimi potrzebami, swoim „nie” kogoś raniły. Jakby samo stwierdzenie „mi to nie odpowiada” było aktem agresji. A przecież nie jest. Jeśli ktoś czuje się zaatakowany twoją granicą, to nie twoja granica jest problemem. Problemem jest fakt, że ktoś przyzwyczaił się do twojego ulegania i podporządkowywania się jego potrzebom. Wstyd nie uczy nas granic. Uczy nas udawać, że ich nie mamy.
Prowadzę warsztaty i wspieram osoby w stawianiu granic. Tego nie da się nauczyć z artykułu czy książki. TO trzeba przećwiczyć na konkretnych przykładach, tych, z którymi ty masz problem. Jesteśmy różni i każdy z nas ma trudność z czymś innym. A jak zacząć? Jak nauczyć się stawiać granice? To najważniejsza praca, której nikt nie wykona za ciebie, obserwacja siebie. Zacznij od zauważenia, kiedy inni przekraczają twoje granice. Bo większość z nas nawet tego nie rejestruje. Ktoś coś mówi, robi, oczekuje – a my automatycznie wchodzimy w tryb „poradzę sobie, nie zrobię sceny, nie będę trudna”.
Wstyd – nie jest Ci potrzebny
Wstyd działa jak tłumik. Przycisza sygnał alarmowy, zanim jeszcze zdążymy go usłyszeć. Ale granice zaczynają się od tego, że najpierw POZWALASZ SOBIE je usłyszeć. Potem nazywasz. Dopiero potem komunikujesz. A wstyd? Wstyd możesz zostawić przy drzwiach. Nie jest ci potrzebny. Nigdy nie był. Bo ty nie musisz się wstydzić tego, że masz potrzeby, że masz granice, że masz prawo powiedzieć „nie”.
Powinni się wstydzić ci, którzy cię uczyli, że milczenie jest cnotą.
Jeśli ten tekst coś w tobie poruszył – nie dlatego, że był „mocny”, ale dlatego, że był znajomy – to warto się temu przyjrzeć bliżej. Tego, jak stawiać granice, nie da się nauczyć z jednego felietonu ani z listy „złotych zasad”. To proces, praktyka. Rozmowa o konkretnych sytuacjach, w których milkniesz, mimo że w środku coś krzyczy.
Podczas konsultacji i terapii pracuje się właśnie z tymi momentami: z wstydem, który odcina ci głos, z lękiem przed byciem „trudną”, z automatycznym stawianiem cudzego komfortu ponad swoim. Uczymy się rozpoznawać granice, nazywać je i komunikować – bez tłumaczenia się, bez przepraszania za swoje „nie”.
Jeśli czujesz, że chcesz nauczyć się słuchać siebie i odzyskiwać prawo do własnych granic, zapraszam do rozmowy. To nie jest praca nad byciem twardszą. To praca nad byciem obecną po swojej stronie.
Zadzwoń: 665 121 236