Mateusz Bartkowiak to specjalista leczenia przedwczesnego wytrysku u mężczyzn, edukator seksualny, twórca metody TOM, certyfikowany trener oddechu. Człowiek wielu talentów! Jest naszym partnerem merytorycznym oraz autorem dystrybuowanej u nas w sklepie książki pt. “Od 30 sekund do ∞ – metoda TOM”, czyli publikacji o tym, jak za wcześnie nie kończyć w łóżku. Ta książka jest dla mężczyzn*, ale my, dziewczyny z EoS, powiemy Wam jedno: nie tylko. Bo ona zmienia też postrzeganie tego tematu u kobiet – partnerek, kochanek – i każdego, kto interesuje się tematem cielesności i seksualności.
Hanka Mody: Twoja metoda TOM stawia na samoświadomość, oddech, cielesność – bez leków i „magicznych pigułek”. Dlaczego to podejście jest Ci bliskie?
Mateusz Bartkowiak: Odpowiedź jest prosta – tylko w ten sposób można trwale, bez ryzyka nawrotów, pozbyć się problemu z brakiem kontroli nad momentem ejakulacji. Proces musi zawierać zarówno elementy edukacji psychoseksualnej, która „leczy” perspektywę własnej seksualności, jak i techniki cielesne, które można stosować podczas każdego zbliżenia.
Można powiedzieć, że nie tyle jest to podejście dla mnie bliskie, ale raczej tożsame z moją historią. Przechodziłem świadomie cały proces, osiągając finalnie pełną kontrolę nad reakcjami ciała.
H: Przedwczesny wytrysk często bywa przedstawiany jako „problem”, który trzeba szybko naprawić. A Ty podchodzisz do tego z dużo większą czułością i uważnością. Co jest według Ciebie źródłem tego zjawiska i jak zmienia się życie mężczyzny, gdy zaczyna nad nim pracować świadomie?
M: Jeśli mężczyzna chce się nauczyć, jak nie kończyć szybko, to nie może poszukiwać szybkiego rozwiązania. Takie podejście powoduje presję zadaniową i jest dużą przeszkodą w procesie odzyskiwania sprawności seksualnej. Nie ma jednoznacznych źródeł, które można dopasować do każdego mężczyzny, poza jednym – brakiem zbalansowania układu nerwowego. Biorąc to pod uwagę, od razu rzuca się w oczy fakt, że dzięki metodzie TOM i procesowi balansowania układu nerwowego wpływamy na poprawę ogólnego dobrostanu. Świadoma praca z metodą TOM poprawia zarówno życie seksualne mężczyzny, jak i poziom jego codziennego funkcjonowania.
H: W EoS często mówimy o tym, że seksualność nie musi być „wyczynowa”. Jak widzisz współczesne wyobrażenia o męskości i seksie? Z czym najczęściej zmagają się mężczyźni, z którymi pracujesz?
M: Mamy potężny kryzys samooceny.
Ciągła walka o bycie jak najbardziej męskim wg wciąż funkcjonującego stereotypu wykańcza mężczyzn.
Media społecznościowe bombardujące pięknem i sprawnością w każdym calu, porno, rywalizacja, potrzeba bycia tym nieugiętym i odpowiedzialnym… A seks ma być zawsze idealny, partnerka osiągnąć orgazm i najlepiej jakby szczytowanie odbyło się w tym samym momencie. To tak nie działa, a przynajmniej nie wtedy, kiedy obie (lub więcej) osoby partnerskie nie mają świadomości, że seks to nie performance, tylko intymne zbliżenie ciał i energii. Jak widzisz, jest tego wiele i ten ciężar, w głównej mierze spowodowany brakiem edukacji, jest ogromny. Coraz większa presja, coraz niższa samoocena. W tym przypadku, co nas nie zabije, to nas poturbuje jeszcze bardziej.

H: Czy masz poczucie, że mężczyźni są odcięci od własnych ciał – i że to wpływa na ich seksualność? Jak odzyskać kontakt z ciałem, gdy latami było się od niego odciętym?
M: Całkowicie! Pokaż mi, ilu mężczyzn aktywnie dba o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne? Ilu mężczyzn praktykuje jogę albo jakąkolwiek inną formę ćwiczeń stretchingowych, ilu medytuje, ilu pracuje ze świadomym oddechem? Niewielu… A teraz ilu mężczyzn, zamiast świadomie spojrzeć na swój stan psychofizyczny, ucieka w alkohol, narkotyki, seks?
Zdecydowanie więcej…
Szybka gratyfikacja lub uśmierzenie bólu poprzez jakiekolwiek używki czy po prostu niezdrowe rutyny to najkrótsza droga do całkowitego odcięcia się od swojego ciała. Uwierz mi, jak ktoś przez lata funkcjonuje w destrukcyjnym schemacie, to powrót do siebie i odzyskanie połączenia z ciałem nie jest łatwy. W sumie to jest po części odpowiedź na poprzednie pytanie – to jest ogromna część pracy, jaką wykonuję z mężczyznami.
H: Twoja metoda opiera się m.in. na pracy z oddechem. Dlaczego właśnie oddech? I co zmienia się, gdy mężczyzna zaczyna oddychać „świadomie”?
M: To jest najpiękniejsza część. Każdy z nas jest wyposażony w narzędzie, dzięki któremu może regulować napięcie w ciele, uwalniać emocje, poprawiać jakość snu, aktywować energię, poprawiać koncentrację, regulować układ hormonalny i gastryczny i otrzymać wiele innych dobrodziejstw. Rodzimy się z pierwszym wdechem i umieramy z ostatnim wydechem. Mamy do tego narzędzia dostęp przez całe życie. Oddychamy około 20-25 tysięcy razy na dobę, zatem mamy ogromne pole do popisu co kilka sekund, aby dbać o siebie.
Osobiście, dzięki świadomemu oddechowi przeszedłem ogromną transformację w życiu i zostałem trenerem i terapeutą oddechu, aby pomagać innym w podobnej drodze.
W obliczu zaburzeń seksualnych poprawny wzorzec oddechowy jest niebywale istotny. Jak wspominałem wcześniej, główne zaburzenia seksualne zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet, powstają w momencie, kiedy nasz autonomiczny układ nerwowy jest rozregulowany. Autonomiczny, czyli działa poza naszą świadomością. I tutaj wchodzimy w oddech, czyli jedyny klucz, którym możemy się dostać do drzwi układu nerwowego i aktywnie na niego wpływać. Jestem totalnym fascynatem pracy z oddechem. Dzięki wiedzy z zakresu męskiej fizjologii, działania układów wewnętrznych i ich wpływu na erekcję i ejakulację, mogłem dostosować odpowiednie techniki oddechowe do nauki kontroli nad wytryskiem i poprawy jakości wzwodu. Dzięki pracy z oddechem na co dzień możemy pozbyć się trwale męskich zaburzeń seksualnych, a poprzez doraźne techniki oddechowe zarządzać reakcjami ciała podczas stosunku. Ach, o tym to mógłbym chyba kolejną książkę napisać 🙂
H: W Twojej historii jest także wątek doświadczeń z planu filmów dla dorosłych. Co dała Ci ta praca i jak wpłynęła na Twoje spojrzenie na seksualność?
M: To był poligon doświadczalny, na którym zdobyłem praktyczne doświadczenie. Wiem, że może to dziwnie zabrzmieć, ale właśnie dzięki tej przygodzie, dzięki tej kilkuletniej pracy, jestem chyba najbardziej doświadczonym praktykiem wśród teoretyków. Każdą teorię odnośnie męskiej seksualności mogę poprzeć lub odrzucić poprzez praktyczne doświadczenie.
Poza samymi fizycznymi doświadczeniami w okresie tych kilku lat pracy w branży produkcji filmów dla dorosłych doświadczałem również zmian relacyjnych, będąc wtedy w romantycznym związku.
Od monogamicznego związku, przez poligamię, otarcie się o poliamorię, po związek otwarty. Podczas tej przygody doświadczyłem, jaki wpływ ma instrumentalne traktowania ciała i seksu na psychikę, zarówno męską jak i kobiecą, którą obserwowałem w relacji. Jestem już prawie dwa lata po zakończeniu tej prawie 5-letniej przygody i mówię całkowicie otwarcie zarówno o blaskach, jak i o cieniach tych doświadczeń. Dzięki nim mogę śmiało o sobie powiedzieć: jestem jednym z najbardziej doświadczonych edukatorów seksualnych i terapeutów.
H: Metoda TOM może być realizowana samodzielnie, ale czy może też pomóc w relacjach? Czy poprawa kontroli nad ciałem wpływa na jakość relacji partnerskiej?
M: To jest główny cel. Zaburzenia seksualne pojawiają się w relacjach i to właśnie nad tym pracujemy – aby seks był przyjemny, aby nie sprawiał, że mężczyzna po stosunku odczuwa cierpienie. Metoda TOM to nie tylko nauka o fizycznych technikach kontroli nad reakcjami seksualnymi, ale także program edukacyjny pomagający w uzyskaniu szerszej perspektywy na seksualność, akceptacji swojej indywidualności i swoich możliwości. Jestem ogromnym zwolennikiem teorii GES – Good Enough Sex. Takie podejście jest zawsze dobre i poprawia jakość relacji.
H: Język, którego używasz – bez wstydu, z wiedzą i lekkością – jest rzadko spotykany w rozmowach o seksie. Jakie słowa chciałbyś usłyszeć częściej w męskich rozmowach o seksualności?
M: „Jestem całkowicie ok taki, jaki jestem” – takie słowa akceptacji własnej seksualności są rzadkością. Nie wiem, co bym chciał jeszcze usłyszeć, ale na pewno nie chciałbym więcej słyszeć o wyimaginowanych sprawnościach macho. To do niczego nie prowadzi.
Cały czas mamy w sobie mnóstwo wstydu, a rozmowy, takie prawdziwe rozmowy o seksualności, odbywają się szeptem.
Staram się to przełamać i pokazać, że seksualność jest z nami od poczęcia i nie da się jej oddzielić. Jest to naturalna część naszego życia, więc nauczmy się o niej rozmawiać z lekkością i szczerością.

H: Co dla Ciebie znaczy „misja edukacji seksualnej”?
M: Bardzo pragmatycznie – moją misją jest edukowanie mężczyzn z zakresu fizjologii i umiejętności psychoseksualnych. Ale uwielbiam też opowiadać kobietom o męskiej seksualności, bo tutaj jest jeszcze więcej do zrobienia. To, co wynosi każdy z nas ze szkoły, z podwórka czy z kościoła, to nie wiedza o seksualności…
Chcę dołożyć swoją cegiełkę do poprawy życia seksualnego każdego i każdej z nas.
Seksualność i stereotypy
H: Czy zauważasz zmiany w podejściu mężczyzn do własnej seksualności na przestrzeni ostatnich lat?
M: Tip, top, tip, top…. Tak, zauważam i mam nadzieję, że to się rozkręci. Na razie stawiamy malutkie kroczki, ale jest ich coraz więcej. Mężczyźni zaczęli organizować spotkania i festiwale świadomościowe, czyli aktywności, które jeszcze do niedawna możnaby uznać za „niemęskie”. A właśnie tam powstaje „nowa męskość”. Tam mężczyźni zaczynają szczerze rozmawiać ze sobą i otwierać się na wiedzę i zmiany.
H: Jakie stereotypy dotyczące męskiej seksualności uważasz za najbardziej szkodliwe i jak można je przełamywać?
M: Tutaj mam swojego absolutnego faworyta, czyli to, że mężczyzna w obliczu podniecenia seksualnego jest zero-jedynkowy. To najbardziej szkodliwy mit, który jest powielany nawet w książkach znanych seksuologów. Zrozumienie tego, że my mamy układ nerwowy, który wpływa na układ hormonalny i sercowo-naczyniowy, to podstawa, aby zrozumieć, że mężczyźni potrzebują tak samo gry wstępnej i pobudzenia jak kobiety. Oczywiście, mężczyzna może mieć wzwód bez wysokiego poziomu pobudzenia seksualnego, ale w tym momencie nie odczuwa połowy przyjemności z doznań. To jest bardzo obszerny temat, który popieram wiedzą fizjologiczną i psychologiczną.
H: Jakie znaczenie ma dla Ciebie edukacja seksualna w kontekście budowania zdrowszych relacji i społeczeństwa?
M: Bez edukacji seksualnej jest ciężko o satysfakcjonujące relacje w obliczu zbliżeń. Bez satysfakcjonujących zbliżeń trudno jest utrzymać zdrową relację partnerską. Jak relacja partnerska jest niesatysfakcjonująca, to nasza wibracja ledwo co szybuje nad chodnikiem. Z problemami w relacji ciężko nam się funkcjonuje w społeczeństwie. Ot co.
Męska seksualność
H: Wciąż słyszymy, że erotyka to „literatura dla kobiet”. A przecież seksualność nie zna płci. Czy uważasz, że mężczyźni potrzebują innego języka, innych historii o ciele i przyjemności niż te obecne w głównym nurcie?
M: To jest ciekawe pytanie i w sumie dobrze, że na mnie trafiło. Moja odpowiedź: nie wiem. Sam nigdy nie zgłębiałem literatury erotycznej i nie mogę się o niej szczerze wypowiedzieć.
H: Czego mężczyźni uczą się o kobiecej seksualności z mediów, a co odkrywają dopiero w prawdziwej bliskości? Co najczęściej ich zaskakuje?
M: Mimo że pracuję z mężczyznami, ciężko jest mi się wypowiadać w sposób ogólny i generalizujący mężczyzn. Myślę, że o prawdziwej kobiecej seksualności mężczyźni mogą się dopiero nauczyć w relacji z kobietą. To, co tworzą media, mogę porównać do tego, co widzimy na ekranie w filmach dla dorosłych – bajki dalekie od tego, co jest w prawdziwym życiu. W prawdziwej bliskości najczęściej odkrywamy brak oczekiwań i potrzebę ciepła i intymności. To może być zaskakujące, że od tego trzeba wyjść, a dopiero potem można rozszerzać wachlarz doświadczeń. Najpierw zbudowanie zaufania, a potem rodeo;) To z pewnością powinny wiedzieć kobiety o mężczyznach: że my też tego potrzebujemy. I tutaj rodzi się pytanie – czy w mediach gdziekolwiek jest pokazane, że trzeba dbać o bliskość w obie strony?

H: Czy pracując z mężczyznami, zauważasz u nich gotowość do słuchania kobiet? Do przyjęcia, że kobieca seksualność może wyglądać zupełnie inaczej niż to, co pokazują filmy dla dorosłych?
M: Gotowość jest, a teraz potrzebny odpowiednio dobrany, nieoceniający, empatyczny przekaz. I po raz kolejny muszę odwrócić sytuację i powiedzieć, że również kobiety potrzebują usłyszeć, że seksualność u mężczyzn nie tylko może wyglądać inaczej, ale po prostu wygląda inaczej niż w filmach dla dorosłych. Jednak cały czas funkcjonuje mocno zakorzeniony schemat u mężczyzn, że kobieta musi być „dobrze zerżnięta”, aby miała przyjemność…. Niestety, tutaj jest co robić. Gorzej, że jest wiele kobiet, które też promują takie podejście, utwierdzając mężczyzn w tym, że muszą być drwalami.
Koniec końców i tak dochodzimy do tego, że bez podkładu zrozumienia i bliskości taki mocny i ostry seks może być fajny, ale nie na dłuższą metę.
H: Masz jakieś książki – erotyczne lub psychologiczne – które Cię poruszyły lub które poleciłbyś mężczyznom jako punkt wyjścia do odkrywania swojej seksualności?
M: Myślę, że dobrymi książkami są pozycje Metz i McCarthy „Sztuka bycia twardym” oraz „Coping with premature ejaculation”. Są to pozycje łączące wiedzę medyczną z życiowymi historiami. Całość oparta jest na modelu GES – zresztą chyba oni są twórcami tego modelu. To od strony technicznej, aby zrozumieć męską fizjologię.
Do końca roku 2026 zostanie wydana książka o męskiej seksualności, której będę współautorem. Myślę, że to będzie najciekawsze z opracowań, jakie mogę już teraz polecić w czasie przyszłym dokonanym.

H: Czasem mamy wrażenie, że mężczyźni uczą się seksu „dla niej” – by zadowolić, przedłużyć, nie zawieść. Ale czy nie chodzi o coś więcej – o wspólną, autentyczną przyjemność bez presji? Jak to osiągnąć?
M: Bingo – to nie tylko Wasze wrażenie, to nasza rzeczywistość. Z tego wynika też problem z samooceną, o której mówiłem wcześniej. Nie skupiamy się na tym, co najistotniejsze w seksie, na wspólnej drodze do przyjemności. Tutaj jest albo skupienie na sobie albo na niej, a brakuje skupienia na samym doświadczeniu. Wszystko wychodzi z fantazji, a ona jest idealna tylko w głowie. A w życiu – ile ludzi, tyle zmiennych podczas każdego zbliżenia.