Ostatni język bliskości
Seks jako poszukiwanie bliskości to jeden z tych tematów, które wszyscy czują, a mało kto umie poruszyć bez popadania w banał albo w porno-metafizykę. Bo często to wcale nie chodzi o ciało. Albo raczej: chodzi o ciało jako ostatni dostępny język. Kiedy brakuje słów, odwagi, czułości w codziennym trybie, zostaje dotyk. Skóra robi za list, który ktoś wreszcie czyta do końca. Seks bywa wtedy próbą powiedzenia: zobacz mnie. Zostań. Nie znikaj. Dotknij mnie tak, żebym poczuł/poczuła, że istnieję poza własną głową. I to jest moment, w którym robi się niebezpiecznie, bo ciało potrafi dać iluzję bliskości szybciej, niż zdąży się włączyć prawda. Orgazm nie jest dowodem relacji. Jest reakcją układu nerwowego, nie obietnicą.
Dotyk zamiast słów?
A jednak nie ma w tym nic głupiego ani wstydliwego. To bardzo ludzkie. Jesteśmy ssakami, nie projektami rozwojowymi. Czasem naprawdę łatwiej jest się rozebrać niż odsłonić. Łatwiej wpuścić kogoś między uda niż do lęku, wstydu, samotności. Seks wtedy staje się mostem. Czasem solidnym. Czasem z kartonu. Problem nie leży w tym, że szukamy bliskości przez seks. Problem zaczyna się wtedy, gdy udajemy przed sobą, że to już bliskość. Że skoro było intensywnie, to było prawdziwie. Że skoro ktoś nas dotykał, to nas widział. Najuczciwszy seks to ten, który nie musi niczego udowadniać. Nie jest transakcją, plastrem, dowodem wartości. Jest spotkaniem dwóch układów nerwowych, które na chwilę przestają się bronić. Albo przynajmniej wiedzą, że się bronią, że są w tym trybie.
Bliskość, która nie zawsze przychodzi przez seks
Bliskość zaczyna się tam, gdzie kończy się udawanie. Czasem dochodzi do niej przez seks, czasem seks ją omija szerokim łukiem. Czasem zaczyna się od zobaczenia kogoś zanim dochodzi do seksu. To wszystko jest w porządku. Nie wszystko, co przyjemne, musi być zbawcze. Nie wszystko, co cielesne, jest puste. Seks nie jest problemem. Samotność jest. A my, jak zwykle, próbujemy ją rozwiązać tym, co mamy pod ręką. Najczęściej własnym ciałem. I to wcale nie jest najgorszy pomysł. Pod warunkiem, że wiemy, czego naprawdę szukamy, kiedy gasną światła.
Czy potrafimy usłyszeć siebie? Usłyszeć siebie to wytrzymać niewygodę.
Zostać w zagubieniu z własnym ciałem. Bez skrótów.
Tekst: Hanka V. Mody
Zdjęcie: Julita Dubowska Fotografia
Orgasm gap – skąd bierze się ta nierówność
2026-01-18 @ 18:08
[…] posiada dwa razy więcej zakończeń nerwowych niż penis? Jednak heteronormatywny wzorzec seksu zrównuje go z penetracją, podczas której, bez dodatkowej stymulacji, jest w stanie szczytować […]