#puszczamsię
Ale zupełnie nie tak, jak myślisz…
Kiedyś, gdy wypowiadano zdanie „ona się puszcza”, natychmiast przed oczami stawał nam obraz kobiety ocenianej, wytykanej palcami, napiętnowanej. To słowo pachniało wstydem, pogardą i moralizatorskim spojrzeniem społeczeństwa. „Puszczanie się” było obelgą wymierzoną w kobiecą wolność, seksualność i odwagę bycia sobą.
Dziś chcę je odzyskać. Chcę nadać mu nowe znaczenie. Bo „puszczanie się” może być najpiękniejszym, najbardziej wyzwalającym aktem, jakiego kobieta dokona w swoim życiu. I wcale nie chodzi o to, żeby sypiać, z kim popadnie (chyba że chcesz, to absolutnie Twój wybór, jeśli tylko nie krzywdzisz tym drugiej osoby). Chodzi o to, żeby puszczać… to, co nas więzi, uwiera, hamuje, oddala od samych siebie.
Puszczanie siebie wolno – coraz dalej od wstydu i oczekiwań
Przez lata uczono nas kontrolować każdy aspekt naszej egzystencji. Nasze ciało – bo przecież musi być szczupłe, gładkie, jędrne, „instagramowe”. Nasze emocje – bo złość to histeria, smutek to słabość, a radość w nadmiarze to brak klasy i ogłady. Nasze życiowe decyzje – bo sąsiadka patrzy, teściowa „wie lepiej”, a w ogóle to co sobie ludzie pomyślą…
I tak żyjemy, w klatce. Może nawet złotej, bo często same ją sobie wyściełamy miękkimi prospołecznymi wymówkami: „jeszcze nie teraz”, „tak wypada”, „nie chcę nikogo skrzywdzić” (często kosztem krzywdy własnej).
Puszczanie się w moim rozumieniu to odwaga wzięcia nożyczek i przecięcia siatki oczekiwań.
To akt zaufania – do siebie, do życia, do tego, że nie musimy wszystkiego kontrolować, żeby było NAM dobrze.
Puszczanie schematów – koniec z „muszę”
Ile razy w ciągu dnia używasz słowa „muszę”? Muszę iść do pracy. Muszę zrobić obiad. Muszę być miła, ładna, uśmiechnięta. Muszę iść na jogę, bo to zdrowe i trendy. Muszę pić wodę, bo skóra wiotczeje. Muszę odzywać się tak, żeby nie wyszło, że jestem „zbyt jakaś” (tu możesz wstawić swoje najczęściej używane określenie).
W tym „muszę” dusimy się bardziej niż w najciaśniejszych jeansach.
A gdyby tak spróbować czegoś innego? Zatrzymać się i zapytać: „Czy naprawdę muszę? A może chcę? A może wcale nie?”. To jest właśnie puszczanie schematów – pozwolenie sobie na życie w zgodzie ze sobą, nie z checklistą świata iluzji. Świata, który poza serduszkiem na insta za schematycznie ładną fotkę, życia nam nie zwróci, ani nawet nie wzbogaci. Nijak.
Puszczanie kontroli – bo życie i tak ma swój plan
Nie jesteś menedżerką wszechświata, choć czasem każda z nas ma ku temu zapędy. Znasz to? Układamy plany, strategie, terminy. Chcemy mieć gwarancję: bezpieczeństwa, miłości, sukcesu. I gdy coś idzie inaczej, wpadamy w panikę.
Puszczanie kontroli to nie rezygnacja z odpowiedzialności. To przyjęcie i akceptacja tego, że nie wszystko zależy od Ciebie. Możesz zrobić swoje, ale potem pozwolić światu działać. To świadomość, że błędy są częścią drogi, a nie dowodem na porażkę. I że nierzadko „przez przypadek” wychodzi znacznie lepiej niż według planu.
Puszczanie ludzi – gdy relacja boli bardziej niż cieszy
Jednym z najtrudniejszych „puszczeń” w życiu jest puszczenie ludzi, którzy nie są dla nas. Przyjaciółki, które karmią się naszymi porażkami. Osoby partnerskie, które nie potrafią kochać bez warunków. Rodzinne schematy, które trzymają nas w roli „tej grzecznej”, „tej zawsze dostępnej”… co dopiszesz do tej wyliczanki?
Puszczenie nie oznacza nic złego, choć bywa naprawdę trudne. Oznacza miłość – do siebie. Oznacza uznanie, że nie jesteś drzewem, nie musisz wzrastać tam, gdzie Cię zasadzono. Zresztą jeśli wzrastasz, to jeszcze super, ale co, jeśli marniejesz?
Puszczanie perfekcjonizmu – bo nie musisz być idealna
Powiedz to ze mną. Na głos. Nie muszę być idealna. Serio, spróbuj. Jak brzmi? Trochę dziwnie? Jeśli całe życie słyszałyśmy, że mamy być najlepsze: w pracy, w domu, w łóżku, w macierzyństwie, w wyglądzie, w spełnianiu cudzych oczekiwań, to tak, na początku będzie dziwnie.
Puszczenie perfekcjonizmu to zgoda na bycie wystarczającą. To odwaga pokazania się bez filtra – w pracy, w relacjach, w social mediach. To świadomość, że Twoja wartość nie zależy od tego, czy masz płaski brzuch, czy umiesz robić francuskie makaroniki, ba! Może nawet klasyczny makaron to nie jest zadanie dla Ciebie. I wiesz, co? (To) NIC. Po prostu i aż.
Puszczenie ciała – niech tańczy, kocha, żyje
Jest jeszcze jedno „puszczanie się”, które chcę Ci zaproponować: puszczenie swojego ciała wolno. Nie po to, żeby spełniało cudze oczekiwania, ale żeby było Twoje. Żebyś mogła w nim mieszkać bez wstydu.
Pozwól mu jeść, kiedy jest głodne. Tańczyć, kiedy gra muzyka. Kochać, kiedy pragnie. Przestań traktować je jak projekt czy rzeźbę, a zacznij jak przyjaciółkę. Z empatią. Bo każda empatia zaczyna się od siebie. Jeśli masz jej tonę do innych, a zero do siebie, to nie empatia – to poświęcenie, niskie poczucie własnej wartości i temat na terapię. Nie, nie dlatego, że to teraz trendy, ale dlatego, żeby w końcu zrobić coś DLA SIEBIE. Poznać swoje potrzeby, reakcje, utulić niepowodzenia.
Dlaczego warto się puszczać?
W puszczaniu się jest życie. W kontroli – napięcie. W schematach – powtarzalność i iluzja bezpieczeństwa.
Kiedy puszczasz (się lub coś uwierającego), odzyskujesz siebie. Nagle czujesz, że oddychasz pełniej, że Twoje „tak” znaczy „tak”, a „nie” znaczy „nie”. Pojawia się przestrzeń – na marzenia, na spontaniczność, na radość, która nie potrzebuje uzasadnienia.
Więc puszczaj się, człowieku! Puszczaj myśli, które Cię duszą. Puszczaj ludzi, którzy nie potrafią Cię kochać. Puszczaj plany, które nie są Twoje. Zacznij od puszczenia brzucha, robiąc fotkę;) Niech to będzie symbolem. Niech puszczanie stanie się Twoją codzienną mantrą. Bo paradoks polega na tym, że kiedy puszczasz, dzieje się magia. Ta tylko Twoja.
Aleksandra Lehmann
Aleksandra to głos, który przebija się przez szum poradników i coachingu w pastelach. Z humorem, czułością i ogromną wiedzą mówi o tym, co boli, uwiera, i co często skrywamy pod warstwami wstydu.
Jej obecność przy tej książce to znak, że „puszczanie” – oczekiwań, masek, stereotypów – może iść w parze z mądrością, autentycznością i troską o siebie.
Zapraszamy do zapoznania się z książką „Od stycznia będę się puszczać” Natalii Dziadury – zmysłową, błyskotliwą i bezkompromisową opowieścią o kobiecej wolności, ciele, relacjach i iluzjach, które dobrze znamy.