–
Opowiadanie „W obiektywie” autorstwa Annah Viki M.
Teks pochodzi z antologii opowiadań erotycznych „Dziewięć wypraw na granice” i przeznaczone jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Opowiadanie zawiera wątek BDSM.
To historia dwóch kobiet: charyzmatycznej fotografki i modelki, która dopiero uczy się patrzeć na siebie bez wstydu.
Między nimi rośnie pragnienie. Cicha elektryczność. Dotyk, który wydarza się jeszcze zanim dojdzie do spotkania ciał.
***
„W obiektywie”
– Uśmiechnij się, broda w dół, patrz na niego, jakby jutra miało nie być – komenderowała Kaśka, ale na te słowa dziewczyna skrzywiła się.
– Koniec, to nie ma sensu, idźcie stąd. – Kaśka nie wytrzymała.
Gdy para wyszła, kobieta podeszła do małego czarnego stolika, wyciągnęła z paczki leżącej na nim papierosa i podpaliła go, zaciągając się głęboko.
– Co za kompletny brak profesjonalizmu – prychnęła i przejechała dłonią po czarnych krótkich włosach. W jej plecaku rozdzwonił się telefon. Wciągnęła jeszcze raz dym do płuc i zgasiła resztę papierosa w popielniczce stojącej na parapecie.
Spojrzała na wyświetlacz. Oczywiście, Anka już dzwoni – pomyślała i uśmiechnęła się ironicznie.
– Jeśli dzwonisz, żeby mnie opierdolić, to się wypchaj – zaczęła Kaśka na dzień dobry.
– Wywaliłaś ludzi z sesji, a ja jej potrzebuję do kolejnego numeru.
– To sobie przyjdź i zrób tę sesję! Ja z nimi nie będę pracować. Mam jutro trochę czasu, jeśli znajdziesz profesjonalnych modeli, to możemy się dogadać. – Kaśka podeszła do okna, przeciągnęła dłonią po czerwonej cegle na ścianie i spojrzała za okno. Sypał śnieg. Usłyszała w słuchawce jęk Anki.
– Wiesz, że jesteś trudna?
– Ale jestem dobra w tym, co robię, dlatego się postarasz. – Nie czekała na odpowiedź, tylko od razu się rozłączyła. Współpracowała z Anką od lat, wiedziała, że się postara i wyśle jej tu innych lepszych modeli. Anka doceniała umiejętności Kaśki, która była znaną fotografką w świecie mody. Nie musiała bić się o zlecenia. A to właśnie dlatego, że nie godziła się na bylejakość. Miała czterdzieści dwa lata i wyrobione nazwisko.
– Kaś – usłyszała głos Magdy, swojej asystentki. Odwróciła się w stronę drzwi. Magda w czerwonych, skórzanych, obcisłych spodniach i czarnym golfie wyglądała obłędnie. Kaśka przełknęła ślinę.
– No co tam?
– Chyba kończymy na dziś, co? Poszłabym już. – Magda uśmiechnęła się swoimi karminowymi ustami, wiedząc, że to na Kaśkę zadziała.
– Idź, baw się dobrze w weekend i widzimy się w poniedziałek.
– A ty nie pracuj za dużo. – Magda podeszła do kobiety, pachniała głębokimi, piżmowymi perfumami, pocałowała Kaśkę w policzek i wywinęła się na pięcie.
– Może nie będę… – powiedziała Kaśka, choć nikogo już nie było. Podeszła do wielkich, drewnianych, rozsuwanych drzwi. Pstryknęła wyłącznikiem światła i ze studia przeszła do części mieszkalnej. Specjalnie tak to wszystko urządziła, żeby nie musieć jeździć do pracy. Lubiła ten swój loft. Zdjęła czarne spodnie i czarną marynarkę. Została w czarnych majtkach i białym t-shircie, pod który nie zakładała stanika. W pomieszczeniu było przyjemnie ciepło. Nie zapalała świateł. I tak było jasno. Latarnie sączyły do środka ciepłą poświatę, która rozlewała się na meblach i drewnianej podłodze, a ta skrzypiała, gdy Kaśka szła w stronę kuchni, by nalać sobie czerwonego, wytrawnego wina.
Pół godziny później pisk domofonu przeciął przyjemną ciszę.
– Co jest, do cholery? – Kaśka skrzywiła się i podeszła do domofonu. Na wyświetlaczu ujrzała twarz młodej kobiety. Blondynka uśmiechała się niepewnie. Za nią stał jeszcze bardziej zagubiony chłopak. Już teraz mogła stwierdzić, że on nie wyjdzie dobrze na zdjęciach. To pewnie byli ludzie od Anki, jej zleceniodawczyni nie lubiła czekać, działała jak błyskawica, gdy była bardzo spięta.
– Wejdźcie – rzuciła do słuchawki i nacisnęła przycisk. Za chwilę oboje już stali przed jej drzwiami. Otworzyła im, pesząc ich swoim nieformalnym strojem.
– D-dzień dobry… – wybąkała dziewczyna, a chłopak tylko lekko skinął głową. – Pani Ania… – zaczęła młoda, ale Kaśka nie dała jej dokończyć.
– Wiem, wiem. – Zaprosiła ich gestem dłoni do środka i pociągnęła łyk wina. – Szybko was ściągnęła.
– Akurat byliśmy w redakcji – cichym głosem odpowiedziała dziewczyna, ale zaraz dodała nieco pewniej: – Bardzo chciałam panią poznać.
Kaśka zatrzymała się i odwróciła. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jest tylko w bawełnianych majtkach, ale miała w dupie konwenanse. Nie epatowała przecież zbytnio nagością. Na plaży byłaby zdecydowanie bardziej rozebrana. Właściwie rozebrana byłaby zupełnie, bo lubiła plaże nudystów i opalać się nago. Uważała, że ludzie robią zbyt dużo ceregieli w temacie ciała. Pozbawiają je, a zatem i siebie, możliwości swobodnej ekspresji.
Ciało jest nie tylko narzędziem, ale też świątynią i tak powinno być traktowane, a nie uciskane gorsetami, niewygodnymi stanikami i przykrywane, chowane, zawstydzane.
Wstyd nie jest w repertuarze emocji, z którymi się rodzimy. Wstyd jest nam wdrukowywany, wmawiany, jest to uczucie umowne, kulturowo wpajane nam od dziecka. Sączy się dzieciom do głów teksty takie jak nie dotykaj!, nie pokazuj!, tak nie można!, wstydź się!, mama się będzie za ciebie wstydzić!, że też się nie wstydzisz?! No i później się w s t y d z i m y. Kaśka postanowiła wymazać wstyd ze swojego życia już kilka lat temu. Nie zamierzała ukrywać tego, co czuje, myśli, czego potrzebuje, kogo kocha, a z kim się tylko pieprzy bez miłości. Nie zamierzała się też wstydzić swojego ciała. Za dużo miała zgryzot w życiu, by jeszcze to ją zajmowało. Konsekwentnie więc dążyła do celu. Mówiła głośno o swoim bezwstydzie, gorsząc tym innych.
Teraz zawstydzała dziewczynę, wgapiając się w nią. Wypatrzyła na jej twarzy kilka piegów. Nos miała mały, zgrabny, a usta wąskie, delikatne, ledwie zarysowane. Oczy były rozmytym błękitem, chłodem poranka. Na chłopaka nawet nie spojrzała.
– Tam jest studio. – Wskazała ręką przesuwane drzwi. – Zaraz do was przyjdę. – Odwróciła się i zniknęła w sypialni, gdzie wygrzebała białe spodnie z cienkiej bawełny, wygodne jak druga skóra, żeby już ich nie męczyć tą swoją nagością. Zresztą musiała skupić się na pracy, nie na gładkiej fakturze swoich szczupłych ud.
*
A jednak chłopak dawał radę. Nijaki w rzeczywistości, przed obiektywem nabierał wyrazu i podkreślał wyrazistość dziewczyny. Był jednocześnie tłem, ale też opoką, skałą, o którą mogły rozbijać się emocje tej młodej. A emocji było w niej bez liku. Kaśka widziała je przez obiektyw, jak pojawiają się w jej ruchach, ale też oczach. Widziała mrugnięcia, przymrużenie powiek, rzęsy. Widziała też oddech unoszący pierś i usta drgające w prawie niewidzialnym uśmiechu. Drgała jej też broda od z trudem ukrywanych emocji. Między piersiami zaperlił się pot. Kaśka podkręciła ogrzewanie. Skórę młoda miała napiętą, białą, prawie przezroczystą. Można było odnieść wrażenie, że wystające kości obojczyka przebiją się przez nią. I wtedy Kaśka mogłaby ją ratować. Pobiegłaby po wódkę, bo nic więcej nie miała do dezynfekcji, i lała na skórę, na której nagle pojawiłaby się czerwień.
Mogłaby z niej zlizywać później tę słodycz dosmaczoną procentami, aż by przestało się sączyć, a młoda uśmiechałaby się do niej z wdzięcznością. Kobieta potrząsnęła głową na te myśli, które ją dopadły z zaskoczenia. Cóż za dziwaczne fantazje.
– No dobra, dzieciaki, kończymy, możecie zaczynać imprezowanie – rzuciła do nich i położyła aparat na stoliku przy ścianie. Rozciągnęła zmęczone plecy i dopiła wino z kieliszka, które goryczką przyjemnie spłynęło po gardle.
Wysłała Ance SMS-a, gdy wyszli: – „Będzie coś z tego”. I uśmiechnęła się, gdy zaraz doszło niecierpliwe piknięcie SMS-a zwrotnego. Czuła wręcz to napięcie: „Jesteś najlepsza!”. Miała ochotę odpisać, że wie, ale już sobie darowała. Poszła dolać sobie wina, po drodze znów ściągając spodnie. Lubiła takie wieczory, zmęczona pracą, sama dla siebie, z winem, z widokiem za oknem i ciszą wokół. Do środka docierał jedynie szum miasta. Lubiła go, otulał ją swoim bezpieczeństwem, a jednocześnie był od niej odległy. Już dawno temu wybrała, że chce tak żyć. Wtedy gdy Iza chciała z nią zamieszkać i mieć wspólnego kota, ale Kaśka się wystraszyła. Jednak nie zwyczajnie się wystraszyła. Wpadła w stan lękowy, dostała palpitacji serca.
Kochała Izę, była jej ulubioną osobą, chciała z nią być. Ale mieszkać chciała sama. I broniła tej niezależności jak niepodległości. Sercem własnym, szalejącym. Za tę wolność zapłaciła utratą Izy. Odeszła, a później się wprowadziła do Marleny, chyba tak miała na imię ta dziewczyna…, Kaśka dowiedziała się od ich wspólnych znajomych. Widocznie Iza tego potrzebowała bardziej niż Kaśki, a Kaśka swojej przestrzeni bardziej niż Izy. To nie znaczy, że rozstanie nie bolało. Bolało, całe ciało ją bolało. A później już coraz mniej i mniej, aż przestało. Ale wtedy właśnie Kaśka postanowiła, że nie będzie już więcej ranić ani siebie, ani innych.
I jasno powiedziała, że chce relacji, ale bez zobowiązań, bez wchodzenia sobie w życie z butami, bez związku ze związkiem, za to z emocjonalną bliskością i przyjaźnią jak najbardziej. Podjęła tę decyzję świadomie. Oczywiście miała ona swoje konsekwencje, bo nie wszyscy byli w stanie temu sprostać i czasem odchodzili. A czasem wpadali tylko na raz i znikali. Jeśli było warto, to Kaśka się z tego cieszyła, delektowała się tą chwilą. Czasem przeżywała rozstania, ale była na to gotowa. Po prostu od początku zakładała taką możliwość. Przyzwyczaiła się do tej niewygodny, do trudnych emocji wiążących się ze stratą. Praktykowała stratę, jak w wierszu Elizabeth Bishop, jej ulubionym. Wiedziała, że wszystko mija. I już się z tym pogodziła.
Znów zadźwięczał domofon. Zdziwiła się. Spojrzała na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła dwudziesta trzecia. Kto to mógł być o tej porze?
Twarz młodej wypełniła ekran domofonu. Jak ona w ogóle miała na imię? Nie spytała przez całą sesję. W jej myślach była po prostu „Młodą”. Nie miała więcej niż dwadzieścia pięć lat i była bardzo eteryczna. Kaśka nie pytała, czego chce, tylko, uśmiechając się pod nosem, po prostu ją wpuściła i poczekała, aż wejdzie na górę. Była pewna, że młoda zaraz powie, że czegoś zapomniała, ale tak naprawdę to Kaśka była pewna, że ta leciała na nią i szukała pretekstu, by coś się między nimi wydarzyło. Fotografka jeszcze nie wiedziała, czy tego chce. Wprawdzie, owszem, ta dziewczyna działała na jej zmysły, jednak nie była pewna, czy nie będzie z tego komplikacji. Młoda była zbyt emocjonalna. No i jakby nie było, połączyła je praca.
– Przepraszam, podejrzewałam, że jeszcze pani nie śpi, a chyba zostawiłam tu książkę. To znaczy, musiała mi wypaść z plecaka. Nie jest moja, muszę ją oddać do biblioteki.
– Do biblioteki? Wypożyczasz książki z biblioteki? – Kaśka podniosła brew. Była miło zaskoczona. Gestem dłoni wpuściła dziewczynę do środka.
– Pewnie, lubię czytać na papierze, a nie muszę od razu wydawać pieniędzy. – Dziewczyna przeszła obok i od razu ruszyła w stronę pracowni. Kaśka nie zatrzymywała jej.
– Mądre. I co czytasz?
– Teraz Nigdy, nigdy, nigdy Linn Stromsborg. – Młoda schyliła się pod stolik, a po chwili wyprostowała, trzymając w ręku książkę. – O, jest! To o dziewczynie, która nie chce mieć nigdy dzieci. – Uśmiechnęła się do Kaśki.
– Nie wszyscy muszą mieć… – wtrąciła Kaśka. – Tym bardziej teraz, gdy świat chyli się ku upadkowi.
– Tak myślisz? – Dziewczyna przekręciła głowę. – Ojej, przepraszam, czy naprawdę tak pani myśli?
– Daj spokój z tą panią, Kaśka jestem – wyciągnęła rękę do młodej.
– Wiem, jestem zafascynowana twoimi zdjęciami. Dagmara – przedstawiła się.
– A więc, Dagmaro, jeśli nie masz nic innego do roboty w piątkowy wieczór, to zapraszam cię na lampkę wina. – Kaśka podjęła decyzję, że chce zanurzyć się w tym błękicie i we wszystkim co Dagmara jej zaoferuje. A czuła, że może być tego naprawdę wiele. Dziewczynie od razu zaświeciły się oczy, a Kaśka poczuła dreszcz sunący po plecach, pośladkach, udach aż do palców stóp. Zdała sobie sprawę, że wciąż jest w majtkach, a Dagmara zdawała się nie zwracać na to uwagi.
– Chętnie. – Uśmiechnęła się tak promiennie, niewinnie, dziewczęco, że Katarzyna poczuła ucisk w żołądku. Na razie postanowiła go ignorować.
– Chodź. – Kiwnęła głową i ruszyła w stronę kuchni, dziewczyna szła za Kaśką, spoglądając na jej pośladki i uda. Kaśka wychwyciła to kątem oka.
– I naprawdę uważasz, że dla naszej planety nie ma już nadziei? W sumie… mi też tak się wydaje. Czytałam tetralogię Mai Lunde, w której przedstawia swoją wizję świata dotyczącą wcale nie tak dalekiej przyszłości. Myślę, że to jest bardzo prawdopodobne, że nic dobrego już ludzkość nie czeka. Głód, susze, powodzie, przeludnienie. To się już dzieje.
– No to masz odpowiedź. Dużo czytasz. – Kaśka pokiwała z uznaniem głową i wyjęła drugi kieliszek. Do obu nalała wina.
– Staram się, modeling to praca dodatkowa, chcę zostać psychoterapeutką, obecnie studiuję psychologię kliniczną.
– To nie powinnaś czytać jakichś psychologicznych pozycji?
– Też, ale psychoterapeuta powinien mieć szeroką wiedzę ogólną, jak ma pracować z ludźmi. No a nade wszystko po prostu to lubię. Więc czytam dla relaksu. – Tak dla potwierdzenia, wzięła z dłoni Kaśki kieliszek i podeszła do regału, na którym piętrzyły się najróżniejsze książki. – Widzę, że też lubisz – klasnęła w dłonie, ucieszona jak dziecko.
– Tak, ale nie wpadłam na pomysł z biblioteką, muszę to przetestować.
– Koniecznie, polecam. – Dagmara wzięła łyk wina. – Mmmm, ale to jest dobre! – Było w niej tyle młodzieńczego zachwytu, świeżości, która pociągała Kaśkę.
– Dlaczego zainteresowały cię moje zdjęcia?
– Bo mimo że jest to sztuka użytkowa, jest w nich głębia, pasja, potrafisz opowiedzieć emocje.
– Opowiedzieć emocje… – Kaśka powtórzyła za nią i pokiwała głową, zamyślając się na chwilę. Kołysała się lekko z kieliszkiem w dłoni. – Czy emocje są dla ciebie ważne? – Spojrzała na Dagmarę, ta przygryzła leciutko wargę i się zaczerwieniła, co Kaśka przyjęła z zadowoleniem. Zastanawiała się, co mogą sobie dać.
– Tak. – Skinęła głową Dagmara. – Czasem czuję, że mnie nie ma, znikam, gdy nie mam emocji. Dlatego lubię modeling, wtedy na zdjęciach widzę, że jednak jestem.
Kaśka doskonale wiedziała, co to znaczy.
– Musisz mocniej poczuć, by w ogóle wiedzieć, że żyjesz? – bardziej stwierdziła, niż zapytała.
Rumieniec na twarzy dziewczyny powiększył się, co wystarczyłoby Kaśce za odpowiedź, ale dla potwierdzenia uzyskała jeszcze ruch głową.
– Poczekaj, pokażę ci, jaka jesteś teraz, chcę tej twojej naturalności. Albo nie, nie czekaj, pij swoje wino i po prostu bądź. – Kobieta pobiegła po aparat. Gdy z nim wróciła, Dagmara kołysała biodrami w rytm melodii sączącej się z głośników. Kaśka przyłożyła oko do wizjera aparatu, złapała dziewczynę w kadr i pstryknęła zdjęcie. A później kolejne i jeszcze jedno. Dagmara rozchyliła lekko usta i oblizała językiem wargi. Te usta, blade, wąskie, pociągały Kaśkę. Miała ochotę złapać je zębami. W końcu odrzuciła aparat i podeszła do Dagmary.
Ta zatrzymała się, złapana w ciemne spojrzenie Kaśki, i czekała na to, co się wkrótce wydarzy. A wydarzyć się miało wiele. Kaśka miała się już o to postarać. By to młode ciało zadrżało pod jej dotykiem i by jego właścicielka chciała wrócić do niej po więcej. Zatrzymała się tuż przed dziewczyną. Na tyle blisko, by czuć bijące od niej ciepło, jednak jej jeszcze nie dotknęła. Kobiety patrzyły sobie głęboko w oczy. Kaśka wyczuwała przepływającą między nimi dwiema energię. Dagmara zaczęła się kręcić. Widać było, że jest to dla niej nowa i stresująca sytuacja. Stać w bezruchu, w takiej intymności. Kaśka pomyślała, że się nad nią zlituje, jednocześnie podkręcając atmosferę, i nachyliła się do ucha dziewczyny, szepcząc delikatnym tonem głosu słowa bardziej drapieżne niż delikatne.
– Bardzo na mnie działasz, chciałabym wzbudzić u ciebie dzikość, która czai się pod twoimi powiekami, aż cała drżysz z emocji… Dostrzegam to, twoja skóra wręcz faluje pod moim spojrzeniem. Jeśli pozwolisz, będę cię pieprzyć do utraty tchu, mocno, tak jak lubisz, żebyś poczuła.
Kiedy skończyła, musnęła opuszkiem palca skórę na ramieniu Dagmary, aż ta podskoczyła, więc przesunęła dłoń na jej szyję i bez ostrzeżenia złapała mocno. Oczy dziewczyny zrobiły się okrągłe z zaskoczenia. Tego się nie spodziewała. Kaśka puściła, a Dagmara jęknęła. Tak, niewątpliwie była podniecona. Kaśka zauważyła, że młoda zaciska uda. To był znak, że płynęła w niej już fala rozkoszy. Na Kaśkę także działała ta gra zmysłów. Dlatego jej dłoń zjechała niżej i chwyciła sterczący przez koszulkę sutek. Potarła go delikatnie, musnęła palcami, a potem złapała mocno, ścisnęła i wykręciła. Dagmara wciągnęła powietrze. Kaśka puściła i znów delikatnie pogładziła drobną pierś dziewczyny, aż ta wypięła się w jej stronę, chcąc więcej. Ale Kaśka się odsunęła, uśmiechając tajemniczo.
– To co…? Jesteś pewna, że chcesz tu dziś ze mną zostać?
– Tak – powiedziała pewnie i szybko Dagmara.
Kaśka pod skórą poczuła płonące pragnienie, które przeniosło się na jej powierzchnię pod postacią mrowienia. Delikatna muzyka krążyła wokół nich i ona także zamieniła się w tej chwili w delikatność. Rozbierała Dagmarę powoli, bez pośpiechu, odkrywała ją dla siebie i syciła zmysły widokiem delikatnego, szczupłego ciała. Ta młoda dziewczyna była zjawiskowa ze swoją jasną skórą i ciemnymi włosami.
– Poczekaj – powiedziała Kaśka i sięgnęła po aparat leżący nieopodal na stoliku. I zaczęły grę. Dagmary dłonie na szczupłych udach, rozchylone wargi, dłoń sunąca po skórze w górę, uda zaciśnięte na niej. Kaśka pstrykała zdjęcie po zdjęciu w uniesieniu. Uśmiech, a zaraz powaga, oczy zamglone, jęki zduszone. I śmiech. Dagmara zaczęła się śmiać bez skrępowania, jakby to ją otworzyło, a może wręcz przeciwnie, może ta scena ją zawstydziła i próbowała to uczucie zagłuszyć. Obiektyw ślizgał się po jej ciele, by zatrzymać tę chwilę na zawsze. W końcu Katarzyna zapragnęła dotknąć znów Dagmary, nacieszyć się jej gładkością. Odłożyła sprzęt i wyciągnęła ręce w kierunku dziewczyny, która także pachniała odurzająco, świeżo, delikatnie. Kaśka dotykała delikatnej skóry na obojczyku, musnęła zaledwie piersi i złapała Dagmarę w pasie, po czym zjechała dłońmi na jej biodra. Dagmara skórę miała chłodną i lekko wilgotną.
Kaśka postanowiła sprawdzić, czy ta wilgoć także jest między jej nogami. Nie zawiodła się. Wargi Dagmary, która chętnie rozłożyła przed nią nogi, były nabrzmiałe i śliskie od pożądania. Dagmara odrzuciła głowę do tyłu. Kaśka złapała ją za kark i przyciągnęła do siebie. Odnalazła jej usta i wpiła się w nie z całą mocą, przygryzając i ssąc jej dolną wargę. Zwarły się w tym pocałunku, Dagmara znalazła drogę do Kaśki i objęła ją, przyciągając mocniej do siebie, przyciskając do swojego spragnionego ciała. Po chwili Kaśka poczuła, jak tamta przejeżdża paznokciami po skórze jej pleców pod koszulką i zamruczała zadowolona. Oderwała się od Dagmary i pociągnęła ją przez salon do sypialni. Tam szybko ściągnęła z siebie majtki i koszulkę i położyła się na łóżku, wyciągając ręce do dziewczyny, dając tym samym do zrozumienia, żeby także się położyła, a ta zrobiła to bez wahania i znów odnalazły swoje usta w zachłannym tańcu. Kaśka ssała język Dagmary, by zaraz przenieść się na wargi i przygryzać je lekko. Dziewczyna nie pozostawała kobiecie dłużna, badała językiem jej usta. Katarzyna tym razem złapała całą pierś Dagmary i ścisnęła tak, że tamta pisnęła. Kaśka poluźniła, szybko obróciła się i usiadła okrakiem na Dagmarze, przygważdżając ją do łóżka. Dłonie położyła na piersiach dziewczyny i oparła się, sprawiając, że tamta poczuła się lekko unieruchomiona. Kaśka nachyliła się do ucha dziewczyny i przygryzła mocno jego płatek. Nie była delikatna.
– Sprawię dziś, że poczujesz, że istniejesz. Ślady, jakie zostawię, będą ci przypominać o tym wszystkim jeszcze przez kilka dni. Ale zawsze możesz to przerwać, używając słowa bezpieczeństwa. Migawka. Zrozumiałaś? – Dagmara pokiwała głową, Kaśka czuła drżenie jej ciała pod sobą. Była pewna, że to emocje, które wywoływała.
– To powtórz natychmiast.
– Migawka – wyjęczała dziewczyna.
– Dobrze. – Kaśka pokiwała głową, puściła piersi dziewczyny, pogładziła ich miękką skórę i bez ostrzeżenia uderzyła w jedną z nich.
– Aaaa – wyrwało się Dagmarze.
– Pamiętaj o słowie bezpieczeństwa i przerwę to, co robię – przypomniała jej na wszelki wypadek i ponownie uderzyła. Skóra na piersi dziewczyny się zaróżowiła. Kaśka znów wzięła zamach, lecz tym razem uderzyła otwartą dłonią w policzek dziewczyny, aż tamtej łzy pojawiły się pod powiekami.
– Płacz, możesz płakać, taką też ciebie chcę. Nagą, zapłakaną, bezbronną, oddaną. Pokaż mi swoje emocje, nie wstydź się – powtarzała jej, gładząc płaski brzuch Dagmary, by po chwili, zupełnie niespodziewanie, uderzyć ją w pierś i poprawić w policzek. Gdy przestawała, gładziła dziewczynę delikatnie, podniecając się jej drżeniem i strachem. Ten był doskonale widoczny, powodował na ciele dziewczyny dreszcze, gdy Kaśka uderzała. To zapewne było gorsze niż sam ból: chwila ulgi, po której wiadomo, że nastąpi kolejne uderzenie. Tym razem jednak Kaśka nie biła, złapała sutek i zaczęła znów go wykręcać, drugi ssąc i liżąc.
– Aaaaaa!! – Dagmara krzyczała w spazmach rozkoszy, wiła się pod Kaśką i jęczała. Po policzkach spływały jej łzy, rozmazując tusz, co Kaśka przyjęła z satysfakcją. Czuła, że sama jest cała mokra z podniecenia. Kaśka ugryzła jeszcze dziewczynę obok sutka, zostawiając czerwony ślad swoich zębów, i przerwała słodkie tortury. W zamian całą dłoń przycisnęła do twarzy Dagmary, przekręcając lekko jej głowę i wciskając w poduszkę. Dziewczyna poddała się temu bez oporu.
– Jak nie będziesz mogła mówić, to odklep trzy razy – rzuciła Kaśka, a następnie rozłożyła drugą ręką szeroko nogi dziewczyny.– Ależ ty jesteś napalona. – Potarła jej mokrą cipkę. – Cała śliska. Pewnie chciałabyś, bym cię zerżnęła, hmm? – mówiła, jednocześnie wkładając w nią palce. Dagmara drgnęła, jęknęła i wypięła biodra.
– No ładnie, lubisz to – stwierdziła i włożyła w dziewczynę mocno trzy palce, po czym zaczęła nimi szybko posuwać w przód i w tył, jednocześnie pocierając łechtaczkę kciukiem, a gdy tamta tylko próbowała zaciskać uda w spazmach rozkoszy, blokowała łokciem i warczała: – Szerzej.
Dagmara poddawała się jej prowadzeniu jak lalka i to podniecało Kaśkę coraz bardziej. Potrzebowała zaspokojenia, ale najpierw chciała jej orgazmu. Zmieniła tempo, zwolniła trochę, jednocześnie nie przestając drażnić łechtaczki. Dłoń znów przeniosła na sutek i potarła, by zaraz go ścisnąć. Z gardła Dagmary wydarł się spazmatyczny krzyk, szarpnęło nią, a Kaśka na dłoni poczuła skurcz mięśni oraz ciepłą ciecz, która wytrysnęła z cewki dziewczyny silnym strumieniem. To nie był mocz, Dagmara miała kobiecy wytrysk, tak zwany squirt. Kaśka uśmiechnęła się szeroko zadowolona, że udało jej się doprowadzić kochankę do takiego podniecenia i jednocześnie rozluźnienia. Puściła powoli sutek, poczekała, aż spazmy i skurcze ustaną i wycofała dłoń. Dziewczyna lekko kwiliła, łzy ciekły jej po policzkach. Kaśka położyła się obok niej, zagarnęła do siebie i przytuliła. Tamta objęła ją chętnie rękoma i trwały tak, aż Dagmara się uspokoiła.
– Czy mogę zrobić ci teraz zdjęcie? Bardzo chciałabym cię taką uwiecznić. Zapłakaną, rozmazaną, zerżniętą, spełnioną i szczęśliwą – zapytała, gładząc Dagmarę po włosach.
– Tak… – wymruczała Dagmara. Kaśka odsunęła się od niej delikatnie, wyplątała z objęć i naga poszła po aparat, po drodze wycierając dłoń o udo.
I znów pstryk, i oddech tej małej, tusz rozmazany po policzku, oczy tak niebieskie jak niebo w letni dzień. Kaśka pstrykała i pstrykała, uwieczniając zaczerwienione sutki, zbliżając na odcisk własnych zębów na skórze, na miejsca, które za jakiś czas obsypią się siniakami. I linię bladych warg. W końcu się nasyciła, przynajmniej na chwilę, i wróciła w objęcia kochanki. Położyła się na plecach, a Dagmarę przyciągnęła do własnego brzucha. Dziewczyna leżała tak z głową na niej, kreśląc kółka na udzie Kaśki i powodując tym u niej coraz większe podniecenie. Kobieta w końcu nie wytrzymała, złapała ją mocno za włosy, pociągnęła ją za nie do góry, i gdy ta na nią spojrzała, powiedziała:
– A teraz ty zrobisz mi dobrze, mała. – I przesunęła jej głowę tam, gdzie chciała ją mieć. Rozłożyła szeroko nogi.
Dagmara zachłannie przywarła ustami do skóry jej ud, całowała i lizała, kierując się wyżej, aż natrafiła na kępkę czarnych, przystrzyżonych włosków. Rozwarła wargi cipki Kaśki palcami i zatoczyła językiem kółko wokół łechtaczki, by zacząć ją lizać długimi, chciwymi pociągnięciami. Spijała łapczywie wszystkie soki, a było ich dużo. Kaśka mruczała zadowolona. Uwielbiała młode dziewczyny liżące jej kobiecość.
– Włóż palce do środka – zakomenderowała i Dagmara posłuchała. Teraz już miała wystarczająco doznań. Dziewczyna oddawała się temu, co robiła, z pasją. Drażniła łechtaczkę językiem i pocierała mocno wnętrze waginy, drugą zaś ręką drapała paznokciami uda Kaśki, co dodawało kolejnych bodźców. Kaśka otworzyła oczy i zobaczyła wypięty w górę zgrabny tyłek dziewczyny. Żałowała, że nie ma aparatu, ale długo nad tym się nie zastanawiała, ponieważ uderzyła w nią fala rozkoszy. Szarpnęła się w spazmatycznym skurczu, wygięła ciało w łuk i opadła, lecz Dagmara nie przestawała na nią nacierać, wprawiając swą kochankę w coraz większy dygot.
Kaśka postanowiła jednak przejąć sprawy z powrotem w swoje ręce. A może bardziej uda. Wywinęła się kochance i pchnęła ją na plecy. Dziewczyna wydawała się zaskoczona, ale Kaśka nie dała jej się nad tym długo zastanawiać. Usiadła jej okrakiem na twarzy, przygważdżając ją w tej pozycji, i zaczęła ocierać się o nią, drapiąc delikatną skórę odrastającymi włoskami i zmuszając dziewczynę do zajęcia się jej nabrzmiałą, ociekającą sokami podniecenia cipką. Dagmara zrozumiała i wystawiła język, zlizując zachłannie całe to podniecenie. Łechtaczka Kaśki reagowała na najmniejszy dotyk, język Dagmary zahaczał o nią raz po raz, a Kaśka ruszała biodrami w przód i w tył, ściskając twarz udami, galopując do kolejnego orgazmu. Dagmara miała mokrą twarz od soków Kaśki, dusiła się lekko, ale nie przestawała łapczywie jeść kochanki. Ten widok wprawił Kaśkę w zachwyt. Poczuła prąd przeszywający jej ciało, pełznący od szyi po kręgosłupie, wślizgujący się między pośladki i dopadający jej spragnionej cipki. Krzyknęła, długo i przeciągle, gdy prąd dotknął łechtaczki i rozpłynął się po całym ciele.
Kaśka nie wiedziała, kiedy się kończy jeden, a zaczyna kolejny orgazm. Krzyczała i błagała o litość, jednocześnie pragnąc więcej. W końcu Dagmara zwolniła, a Kaśka opadła wycieńczona na posłanie, ciągnąc dziewczynę za sobą. Pocałowały się, zwarły usta w namiętnym pocałunku i Kaśka mogła poczuć swój smak na języku Dagmary. Wtuliły się w siebie mocno, słuchając cichych dźwięków muzyki dochodzącej z drugiego pokoju.
*
Świt zastał je nagie, zmęczone i wyciszone. Kaśka przeciągnęła się z zadowoleniem. Dagmara niechętnie oderwała się od niej.
– Pokażesz mi, gdzie łazienka?
– Jasne, o tam. – Kaśka wskazała ręką czarne drzwi. – Czyste ręczniki są w szafce. Weź i korzystaj z tego, czego ci potrzeba.
– Dziękuję. – Dagmara uśmiechnęła się z wdzięcznością i odeszła, kołysząc lekko biodrami.
Kaśka wstała, wciągnęła na siebie majtki i koszulkę na ramiączkach i udała się do kuchni, gdzie zajrzała do lodówki.
– Przepraszam, mogę ci zaserwować na śniadanie wino i stary chleb. – Uśmiechnęła się do Dagmary wchodzącej do kuchni. – Nic więcej nie mam. Muszę ogarnąć zakupy.
– Nie szkodzi, nie jadam rano, no i muszę lecieć, obiecałam dziś pomóc bratu w lekcjach.
– No, no, jestem pod coraz większym wrażeniem.
Dagmara zrobiła krok do przodu w stronę Kaśki, ale się zawahała, nie wiedząc, czy powinna. Kaśka to zauważyła i wyciągnęła do niej ręce, dziewczyna wpadła w jej objęcia z wielką radością. Kaśka poczochrała ją po włosach, pocałowała w czubek głowy, wciągając jej słodki zapach.
– Przyjdź za kilka dni, pokażę ci zdjęcia – powiedziała.
– Na pewno przyjdę. – Uśmiechnęła się z radością Dagmara.
Obie były w dobrym humorze przez cały dzień. Dagmara, gdy pomagała bratu, a Kaśka, gdy z aparatem chodziła po mieście i obrabiała dla Anki zdjęcia z sesji.
„Dziewięć wypraw na granice” – Zamów
Czytaj dobrą darmową erotykę.
Zapraszamy również do zakupu niesamowitego albumu z sensualnymi aktami autorstwa Dariusza Biczyńskiego – album „Niedopowiedzenia” już w sprzedaży!