Napisałam sobie Ciebie…
Stworzyłam go literami, ale nie od razu. Ba! Nawet nie idealnego. Stworzyłam go takiego, aby się zakochać. Dałam mu pakiety wad i zalet, uśmiech, który w książkach nazywany bywa „szelmowskim”, ale dałam też powagę. Dobudowałam do tego małe zwyczaje: gesty, drgnięcia i rytuały. Dobudowałam je tak mocno, że stały się jego. Siła kreowania, prawda?
Przykryłam jego niedociągnięcia moimi fantazjami, podbudowałam go tak, że błyszczał. Och, wiem, że zakochacie się na chwilę w tym błysku, w jego oczach, bo spojrzy na Was tak, jak nie patrzył żaden mężczyzna. Bo nic nie obieca, ale gdy dotknie waszych ust, będziecie chciały więcej, będziecie ufały, będziecie wiedziały, że dmuchnie na iskrę, która jest w Was i spali świat na chwilę.
I nieważne, że potem zostanie popiół — będziecie chciały tego ognia.
Dobrze go zrobiłam, trochę jak grzech. A my, cóż, każda z nas czasem chce grzeszyć. Och, będziecie wiedziały, że jest błędem, ale czy świat zawsze musi składać się z właściwych decyzji?
Napisałam sobie Ciebie. Pisałam Cię długo, nakładałam moje kreacje na niedoskonałości, podbijałam to, co ciekawe, tworząc opowieść. Bo mam taki dar. A może przekleństwo? W moich oczach, słowach i… literach stałeś się tym, kim nigdy byś nie był. Idealnie nieidealny, bo nawet gdy popiół padał na ziemię, robił to tak, że świat na chwilę wstrzymywał oddech. Talent. Owszem, mam talent do tego, by nadpisywać.
Będziesz się pojawiał i znikał na kartach, a one będą tęsknić, będą miały nadzieję, że znów się pojawisz. I chociaż będziesz tym „złym” wyjściem, one będą miały nadzieję, że jednak wybierze Ciebie. Bo umiem w słowa. Bo umiem tworzyć mężczyznę tak, by dało się w nim zakochać, mimo że z jego ust pada: „nie zakochaj się we mnie”. Umiem sprawić, by zakochiwały się w moim wyobrażeniu. Ba, sama czasem się w nim zakochuję. Zakochałam. Tylko… napisałam sobie Ciebie.
Nie pojawił się w styczniu, nie — może w lutym. Przyszedł, gdy była pora, pojawiał się, chociaż nie powinien. Czasem tak jest, prawda?
Ciekawa jestem, czy jak ja kiedyś — czy i Wy zakochacie się w Marku.
Ciekawe, jaką decyzję podejmiecie… i gdzie Was zaprowadzi. I czy zrozumiecie Idę. A przynajmniej: czy wybaczycie jej błędy, błędy, które tak często podejmujemy, bo kochamy? Bo zakochujemy się w swoim wyobrażeniu? W swojej samotności?
Zapraszam: książka „Od stycznia będę się puszczać” jest już w przedsprzedaży…
A ja — cóż. Ja znów stworzę kogoś, w kim nie sposób się na chwilę nie zakochać. Tak już mam. Talent, przekleństwo? Kto wie.
Napisałam sobie Ciebie, a może… nadpisałam kogoś?