Jestem wielką zwolenniczką terapii. Warto z niej korzystać, gdy potrzebujemy, jest nam źle, nie umiemy poradzić sobie z życiem i samym_ą sobą. Gdy wciąż popełniamy te same błędy. Oczywiście trzeba znaleźć odpowiedniego terapeuty_kę, ale to opowieść na inną historię. Ja dziś chciałam o książkach. Zastanawiacie się pewnie, dlaczego więc zaczęłam od terapii? Bo uważam, że książki także potrafią działać terapeutycznie. I nie, nie mówię o żadnych pseudo-poradnikach, ale o zwykłej-niezwykłej literaturze.
Jest w dobrych powieściach coś, co pozwala nam dotknąć miejsc w sobie, do których na co dzień nie mamy odwagi zaglądać.
Dają język do nazywania emocji.
Zanim w gabinecie psychoterapeuty padną słowa „jestem samotna”, „jestem wściekły”, „czuję się niewystarczająca”, czasem trzeba je najpierw przeczytać u kogoś innego. Książki uczą rozpoznawania uczuć, które bez słów pozostają tylko niejasnym ciężarem.
Pozwalają zobaczyć siebie w cudzych historiach.
Kiedy czytasz o kimś, kto przeżywa stratę, zdradę, poczucie pustki, to nagle widzisz, że nie jesteś wyjątkiem. Że to, co wydaje się w Tobie najgorsze i najbardziej wstydliwe, jest częścią ludzkiego doświadczenia.
Uruchamiają empatię – także wobec siebie.
Literatura uczy współczucia. Nie tylko dla bohaterów_ek, ale i dla własnych błędów, porażek, krzywd, które sobie zadajemy.
Są bezpiecznym polem eksperymentów.
Możesz wyobrazić sobie, jak to jest dopuścić do siebie gniew, odwagę, zazdrość, rozkosz. Możesz dotknąć tematów tabu, nie robiąc tego naprawdę. Książki to laboratorium emocji – czytasz i sprawdzasz, co z Tobą robią.
Pomagają zwolnić i zatrzymać się przy tym, co ważne.
Czasem książka działa jak pauza w codziennym biegu – przypomina, że nie wszystko trzeba natychmiast „ogarniać” i „naprawiać”. Dają poczucie ulgi.
Mogą towarzyszyć między sesjami.
Terapia to często godzina w tygodniu. Książka jest zawsze pod ręką, gdy przychodzi niepokój, tęsknota czy zwątpienie.
Pokazują, że droga do zmiany nie jest prosta.
W opowieściach bohaterowie_ki też się cofają, błądzą, upadają. I w końcu idą dalej. To daje nadzieję, że nasza własna historia nie musi być perfekcyjna, żeby była ważna.
To dlatego wracam do książek tak często, jak wraca się na kozetkę. Bo literatura potrafi być lustrem i azylem jednocześnie. Czasem lepiej niż niejeden poradnik pokazuje, jak wygląda prawda o nas samych.
I może właśnie na tym polega jej siła, że nie próbuje nas uleczyć, ale pozwala poczuć, że nie jesteśmy w swoich słabościach i pragnieniach sami_e.
Hanka V. Mody
Spotkanie autorskie w Secret Place w Warszawie
2025-12-15 @ 14:18
[…] o tym, jak odrzucić społeczne schematy i dlaczego współczesna literatura erotyczna powinna być różnorodna i ciałopozytywna. To będzie wieczór o suwerenności i sile słowa – […]