Las w Węsiorach ma w sobie jakąś pradawną ciszę, niepokojącą i kojącą jednocześnie. Może to tylko imaginacja podyktowana bliskością tajemniczych kręgów, ale niespotykana energia krąży wokół. Kamienne kręgi nie mówią słowami, ale czuję, jak milczą w mocy.
Postanawiamy, ja, i ona, moja czarownica, ta, która czuje bardziej, ta, która czyta mi w myślach, że najpierw idziemy nad jezioro. Woda, to ona mnie woła od dziecka. Daje spokój, ukojenie. Z jeziora dochodzi zapach glonów i starych drzew. Jego wody nabrzmiałe są od wspomnień. Wiele widziały. To tu kumuluje się energia. W wodzie.
Siadamy, by rozpalić ogień i budzi się we mnie jakaś dzikość. Patrzę jej w oczy, w nich jest łagodność, ona jest, po prostu, i uśmiecha się czule. Ja krążę wokół, moje adhd nie pozwala mi usiedzieć na miejscu. Z zachwytem patrzę na strzelające iskry, by zaraz przenieść wzrok na taflę drgającą od wewnętrznego życia. Wiedźma się przeciąga, oddycha. Jestem jej tarczą, ochroną, nie czuję tyle, co ona, umiem to od siebie odbić. Otulam ją sobą. Wpatrzona w ogień, czuję, jak moje wnętrze rozluźnia się dokładnie tak, jak jej ramiona, gdy pozwala się objąć. W tej ciszy nie trzeba rozmawiać. Mówią ciała. Mówią trzaski płonącego drewna. Mówi mech, który przyjmuje każdy ciężar, i ciepło, które płynie między nami bez pytania.
Zamykam oczy. Gdy je otwieram, słońce jest już niżej, cienie dłuższe. Czuję drżenie – może to ziemia oddycha, a może ja dopiero teraz naprawdę zaczynam.
Już czas. Zbieramy się więc i idziemy do kamieni. Zdejmuję buty, by poczuć ziemię. Chcę, żeby dotyk był prawdziwy. Każdy krok pomiędzy kamieniami i na nich wydaje się inny niż poprzedni – jakby prowadził mnie nie do przodu, ale głębiej. W siebie. W to, co zapomniane, przemilczane, wyparte. Kręgi milczą, ale ja już wiem, jak z nimi rozmawiać – ciałem. Kładę się i… jestem. Moje ciało przestaje drgać, domagać się, szukać. Jest, a ja z nim, i z kamieniami, duchami, tym, co wokół. I nagle wiem. Że jestem częścią tego wszystkiego – lasu, wody, kręgów i jej. Że ciało to nie tylko miejsce czucia, ale także pamiętania. Że natura nie leczy – ona po prostu przypomina, kim jesteśmy.
Może właśnie o to chodzi w całej tej magii – żeby wracać. Do siebie. Do ciała. Do ziemi, która pamięta więcej, niż myślimy.
Na końcu nie czeka żadna odpowiedź. Tylko spokój. Tylko ciało, które wreszcie przestaje się bać, że czuje.
Hanka V. Mody