Trudna komunikacja w seksie
Przychodzę dzisiaj do Was z pytaniem, a mianowicie, co, według Was, jest najtrudniejsze w seksie. I zanim popłyniecie wzrokiem po kolejnych linijkach tekstu, to proszę zatrzymajcie się nad tym pytaniem i szczerze do niego podejdźcie. To taka rozkmina idealnie wpisująca się w noworoczne rozprawki o tym, jakie postanowienia zmienią nasze życie na lepsze oraz bardziej efektywne.
Już? Pomyślane?
Cóż mogłoby być najtrudniejsze? Może seks analny? Albo otwarcie związku? Pozycja „napięta cięciwa”? Czy może pierwsze uderzenie pejczem?
Otóż zaskoczę Was moimi wnioskami, gdyż według mnie, najtrudniejsza w seksie jest rozmowa. Szczera, prawdziwa, głęboka rozmowa o potrzebach, poziomie zainteresowania czy fetyszach albo ich braku. Ale także ta podstawowa komunikacja, która sprowadza się do pytania „czy masz ochotę dzisiaj?”.
Z czego wynikają trudności w sferze, która jest nam tak bliska? Przecież rozmawiamy codziennie, ale jednak rozmowa o naszej intymności okazuje się dla nas czasami najtrudniejszym wyzwaniem.
Dlaczego rozmowa o seksie budzi lęk?
Po pierwsze dlatego, że boimy się wstydu i oceny, a przecież w naszym cudnym kraju zawstydzanie seksualnością jest na porządku dziennym. Od dziecka w przestrzeni publicznej słyszymy przekazy „ten to jakiś niewyżyty seksoholik musi być”, „zobacz, ubrała się jak dziwka”, „ma już ósmego partnera jak jakaś nimfomanka”, a nawet w szkole wyzywanie się od „pedałów”, „zboczeńców” i „szmat” było oczywistością, z którą nikt nie dyskutował. Takie doświadczenia oceny na tle seksualnym nauczyły nas, że bycie cnotliwą i niezainteresowaną w seksie jest bezpieczne, a wszelkie ponad standardowe zainteresowania wiążą się z ryzykiem. I mimo że mężczyźni są ogólnie rzecz biorąc łagodniej oceniani w obszarze seksualności, również wstydzą się w łóżku wielu rzeczy i tak samo jak kobiety nie mają wpojonych zdrowych modeli komunikacji.
Kiedy więc stajemy w obliczu konieczności rozmowy na temat naszej seksualności wykraczającej poza tradycyjnego „misjonarza” przy zgaszonym świetle, dopada nas strach. Jest to obawa przed oceną, odrzuceniem, brakiem zrozumienia czy akceptacji. Jednakże, z kim rozmawiać na te tematy, jeśli nie z naszą najbliższą osobą, ukochaną bądź ukochanym? Boimy się, że jeśli odsłonimy nasze brzuszki, nasze najdelikatniejsze miejsca, które jednocześnie często kwalifikujemy jako najmroczniejsze zakamarki naszej duszy, a nasza bliska osoba nas odrzuci, to będzie wtedy bolało niemiłosiernie.
Wstyd i zawstydzanie seksualnością
Druga ważna rzecz: wiele i wielu z nas ma przeświadczenie, że coś jest z nami nie tak, że nasza seksualność nie jest w normie, a to, co odczuwamy lub co robimy, jest nie takie, jak trzeba. W tym przypadku nie to, że boimy się oceny, ale sami i same dla siebie jesteśmy największymi krytykami, a skoro już się tak traktujemy, to tym trudniej nam o tym mówić. Jakże ogromnym wyzwaniem jest powiedzieć drugiej osobie, że „ chyba jestem oziębła, bo w ogóle nie myślę o seksie”, „mam problemy z szybkim dochodzenie, jestem mało męski”, „ciągle proponuję tobie seks i dużo o nim myślę, więc jestem niewyżytym agresorem” lub „mam ochotę, żebyś mnie ostro wziął od tyłu na kuchennym stole, jestem jakąś dziwką”. Nasze doświadczenia ostrej oceny seksualności w połączeniu z brakiem merytorycznej wiedzy powodują nasz krytycyzm i lęk, które prowadzą do problemów z otwartą rozmową.
Brak umiejętności komunikacji potrzeb
Po trzecie, słabo sobie radzimy w komunikacji. Zwykle rzucamy oceniające, atakujące komunikaty w stylu „bo ty nigdy nie wyrzucasz śmieci”, „ty zawsze odmawiasz seksu”, „ty nigdy nie wychodzisz z inicjatywą”, „ty myślisz tylko o seksie”. Natomiast nikt nas nigdy nie nauczył, że dobrze jest rozmawiać komunikatami o swoich potrzebach. Ba! Nikt nas nie nauczył rozpoznawania potrzeb i tego, że w ogóle mamy do nich prawo. I może wiele i wielu z nas już się uczy, żeby mówić „potrzebuję, abyś regularnie wynosił śmieci, bo mam odczucie, że za dużo prac domowych jest na moich barkach” lub „jest dla mnie ważne, abyś czasami to ty inicjowała randki z seksem, ponieważ mam wrażenie, że ci się narzucam i seks ze mną nie jest dla ciebie ważny”, ale nadal często tkwimy jeszcze w przekonaniu, że w dobrym związku seks powinien dziać się sam, a dograne pary nigdy się nie kłócą.
A to przecież nieprawda!
Seks jako proces, nie coś oczywistego
Seks nie dzieje się sam. O nim trzeba rozmawiać, na niego trzeba się umawiać, a relacja to nie jest umowa na całe życie, ale proces ciągłych zmian, w których możemy czynnie uczestniczyć, obserwując je i komunikując osobie partnerskiej. Poza tym, te rozmowy nie zawsze będą łatwe i wcale nie muszą być! Nawet posiadając wyższe umiejętności komunikacyjne, możemy mieć słabszy dzień i zapędzić się w ocenie, zagubić w złości czy w braku zrozumienia. I jak już wiemy, że rozmowa zabrnęła w bardzo nieciekawe rejony, to chwała nam, że to zauważamy. Wtedy zróbmy krok do tyłu. Złapmy dystans. Weźmy trzy oddechy. Uff…
I zacznijmy jeszcze raz. Posłuchajmy, co ta druga osoba ma do powiedzenia. Za zasłoną ocen i pretensji są jakieś potrzeby i lęki. My też je mamy. Usłyszeć, zaopiekować, przytulić, a może nawet poszukać rozwiązań.
Brzmi łatwo? Wcale nie jest łatwe, to jest niesamowicie trudne. I nie muszą to być rozmowy o otwieraniu związku ani o korkach analnych. Może to być rozmowa o tym, jak chcecie spędzić najbliższy piątkowy wieczór, bo w jednej głowie była książka i kakao, a w drugiej seks na kanapie przed telewizorem, gdy dzieci zasną. Proza życia.
Miłego rozmawiania!