Nie kręcą mnie sześciopaki, złote karty kredytowe, sportowe fury, w których czujesz się tak, jakbyś szorowała dupą po asfalcie, ani wstęp do loży VIP na Stadionie Narodowym. Nie żeby było w tym cokolwiek złego, ale to nadal tylko… scenografia. Podczas gdy tym, co pobudza mózg do produkcji super-siódemki hormonów, odpowiedzialnych za pożądanie i przyciąganie jak z praw Newtona (dla przypomnienia lub odnotowania: testosteron, estrogeny, progesteron, oksytocyna, wazopresyna, dopamina, fenyloetyloamina), są proste kwestie z życiowego scenariusza oraz zachowania wpisane w codzienne didaskalia. Takie zwyczajne, rzucane bez wysiłku i teatralnej pozy. Słynne wśród tiktokowej generacji „Napisz, jak dojedziesz” lub „Co ci przywieźć z Maczka?” można do nich śmiało zaliczyć!
I tak, wiem, że wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej poturbowani_e, chodzimy z plecaczkami traum, nierzadko pokoleniowych, a w kwestii rozpoznawania i komunikowania stanów emocjonalnych stawiamy pionierskie kroki. Może nawet bywamy – w efekcie tych starań – przeterapeutyzowani_e. Jednak nie mam wątpliwości, że warto podążać tą ścieżką, bo niczego nie potrzebujemy do życia bardziej niż zdrowych relacji.
Nasze ciała takich relacji wręcz pragną! Sygnalizują nam to błogością, spokojem, rozluźnieniem, które czujemy w towarzystwie człowieka, który potrafi w prawdziwy dialog (nie zaś motylami w brzuchu, które nam do niedawna wmawiała popkultura, wrzucając nas tym samym pod pociąg związków z toksykami).
Czysto teoretycznie…
Spotykamy osobę, która wykazuje szczere zainteresowanie naszym bytem, chce wiedzieć, jak się czujemy i jasno informuje o swoim samopoczuciu, bez spiny i owijania w celofanik grzeczności, nie boi się oznajmić: „Mam dziś chujowy dzień, przełóżmy spotkanie na jutro” albo też „przerosło mnie twoje analizowanie, pozwól, że nabiorę do tego dystansu i wtedy wrócimy do tematu”. Jak ja to szanuję! Tego się w ogóle nie da nie szanować! Podobnie jak sytuacji, w której słyszymy „Sądzę, że nie jest nam ze sobą po drodze” zamiast bycia ghostowaną przez niedojrzałego człowieka. Boli mniej i nie zostawia złudzeń.
Przecież takie zachowania nie wymagają posiadania IQ mistrzów sudoku. Dlaczego zatem trudniej o nie niż o miejsce parkingowe w sobotę? Co więcej, jeśli ziewamy w odpowiedzi na ziewanie innych ludzi wokół, to znaczy, że jesteśmy do nich biologicznie zdolni, ponieważ nasze neurony lustrzane funkcjonują jak należy. Korzystajmy z nich, do cholery! Obojętnie, czy budujemy z kimś więź na najbliższe 5 minut, jedną noc czy 13 lat. Róbmy to dobrze, a nawet lepiej.
Zakochujmy się w kimś, kto pamięta, że nie lubimy, jak się nam przerywa lub jak się z nas coś siłą wyciąga, niczego nie wymusza szantażem, nie bierze nas na litość, potrafi przepraszać bez „ale”, nie udaje, że wszystko rozumie, troszczy się o nasz komfort psychiczny, nie działa bez zgody, nie dewaluuje naszych uniesień, nie próbuje nas naprawiać lub ciosać według własnych wyobrażeń. Bo inteligencja emocjonalna to nie tylko miękka umiejętność, ale też twarda waluta w świecie dobrych, pożądanych relacji. Również tych napędzanych czystym pożądaniem. Przy takich personach bowiem wszystkie nasze strefy erogenne rozpalą się jak girlanda z żarówkami nad letnią sceną plenerową.
Zła wiadomość jest jednak taka: jeśli się w tym rozsmakujemy, już nigdy nie zadowoli nas ktoś, kto mówi „uspokój się”, „przesadzasz” lub „nie chce mi się tego tłumaczyć”. Z drogi świadomości nie ma już odwrotu.
Znacie to powiedzenie: „Wiesz, co jest naprawdę seksi? Głęboka rozmowa!”. To ona pobudza nasz najpotężniejszy narząd seksualny, czyli mózg, a ten reaguje na słowa tak samo mocno jak na dotyk. Każdy neurolog to potwierdzi! Im bardziej uważne i intymne to nasze gadanie, tym silniejszy fizyczny magnetyzm. Ile znacie historii, w których magia zaczęła się od banalnego „Powiedz mi, o czym marzysz”? No, to piszcie swoje!