Oczy, które błądzą
Mówimy sobie, że jesteśmy tylko dla siebie. Że nie patrzymy na innych – jesteśmy jak konie z klapkami na oczach, ustawione wyłącznie na jedną osobę. Tyle że to kłamstwo. Bo patrzymy. Prawda? Wszyscy się zgodzicie, że patrzymy. Na basenie, w saunie, w szatni, na siłowni. Udajemy ślepych_e, a w środku kipimy od porównań, zazdrości i pożądania. To grzech, którego nikt nie chce nazwać, ale jest bardziej powszechny niż może się wydawać.
Autor
Idziemy razem na basen i udaję, że patrzę tylko na ciebie. Ale kurwa, jak można nie patrzeć?
Ta blondyna w czerwonym kostiumie ma takie pośladki, których dodatkowo nie zakrywa prawie żaden materiał. Tamten facet przy brzegu wygląda jak grecki bóg – każdy mięsień napięty, brzuch jak tarcza. A ja siedzę obok ciebie i gram ślepego.
Ale widzę, że ty też patrzysz. Twój wzrok wisi na tyłku gościa z tatuażami, gdy wychodzi z wody. O sekundę za długo. O ułamek zbyt namiętnie. Udajesz, że poprawiasz włosy, a ja wiem, że podziwiasz jego ciało.
W szatni jest jeszcze gorzej. Faceci rozbierają się bez wstydu, a ja siedzę skulony, zakryty ręcznikiem jak chłopak po pierwszej nocnej polucji. Obok stary z penisem większym niż mój. W tym wieku i nadal taka armata, Boże kochany. Chyba patrzę ułamek za długo. To nie tak, że podziwiam, ale Boże, jaki sprzęt – czy taki byłby dla ciebie lepszy?
Ty pewnie też masz swoje piekło w damskiej szatni. Te wszystkie laski z piersiami jak z katalogu, pupami jak rzeźbione w marmurze. I zakładam się, że patrzysz. Że porównujesz. Że zastanawiasz się, czy ja wolałbym ciebie czy je.
W saunie jest najgorzej. Wszyscy nago, wszyscy spoceni, a ja siedzę i patrzę w sufit. Liczę deski. Skupiam się na oddechu. Przecież nie będę się gapił na obce cycki, kiedy ty siedzisz obok. No nie wypada. Robię wszystko, żeby nie zobaczyć tego, co wisi koło mnie. Bo co by było, gdybyś zauważyła, że patrzę? Co by było, gdyby ktoś pomyślał, że jestem zboczony?
Ale czy to zboczenie? Czy zauważanie, że ktoś ma piękne ciało, to grzech? Czy nie zerkamy ciągle na innych? Czy nie podziwiamy ich, nie porównujemy się z nimi?
Może problem nie w tym, że patrzymy. Może problem w tym, że udajemy, że nie patrzymy. Że robimy z naturalnego instynktu coś wstydliwego i zakazanego. A może gdybyśmy przestali się wstydzić, moglibyśmy popatrzeć razem? Pokazać sobie nawzajem to, co widzimy, zamiast ukrywać tę kwestię jak jakiś brudny sekret. Oczywiście nie mówię tu o bezczelnym gapieniu się na ludzi i sprawianiu im dyskomfortu. Chodzi o wstyd, o rozmowę, o prawdę.
Autorka
Wchodzimy do sauny i mówię sobie, że będę patrzeć tylko w ścianę. Ale wystarczy, że brunetka zdejmuje ręcznik, a moje oczy same lecą. Ma piersi jak z photoshopa – jędrne, pełne, idealnie symetryczne. I kurwa, zazdroszczę. Ale jednocześnie myślę: jakby to było je dotknąć? Poczuć, czy są tak jędrne, jak wyglądają. Czy moje dłonie zmieściłyby się w całości? I w tym momencie czuję, że nie wiem już, czy bardziej chcę być nią, czy obok niej.
Nieopodal facet z klatą, która wygląda, jakby ją ktoś wyrzeźbił dłutem. I wszyscy siedzimy udając, że jesteśmy zen, ale w każdym się gotuje. Każdy ukradkiem zerka. Niektórzy na ułamek sekundy, inni na dłużej.
Starsza pani też. Ten młody chłopak wciąż zerka na piersi laski naprzeciwko, a ja? Udaję, że nie widzę. Ale widzę. I czuję to w brzuchu.
W szatni porównania są nieuniknione. Ta ma cycki, których ja nigdy nie będę miała. Tamta ma brzuch, o jakim marzę. Jeszcze inna pupę, która wygląda jak reklama fitnessu. I ja, która niby się przebieram, ale ukradkiem podglądam. Oceniam. Zazdroszczę.
Na siłowni jest jeszcze gorzej. Patrzę na faceta, jak podnosi sztangę. Mięśnie pleców napinają się tak, że aż wilgotnieję. I myślę: dlaczego mój facet tak nie wygląda? A potem mam do siebie pretensje, że w ogóle tak pomyślałam.
Ale czy naprawdę to grzech? Czy zauważenie pięknego ciała jest zdradą? Gdy widzę obraz w galerii, mogę go podziwiać. Dlaczego przy człowieku mam udawać, że jestem ślepa?
Najgorsze jest to, że nie przyznam się tobie. Że widzę, jak patrzysz na blondynkę i zamiast się wkurwić, myślę: tak, ma świetne piersi. I co z tego? Bo ja też patrzę. I też chcę być zauważana.
Gdy byliśmy wczoraj na basenie, gdy wychodziłam z wody, zauważyłam, że ten przystojniak patrzy na mnie. Na mój tyłek, ten nieidealny, za duży, za nijaki. Ale on patrzył. Czułam to, że dosłownie obserwuje każdy mój ruch. I wiesz co? Było mi z tym dobrze. Nie dlatego, że chciałam go uwieść. Ale dlatego, że zostałam zauważona. Doceniona. Widziałam w jego oczach, że jestem atrakcyjna. Grzech pychy, być może. Ale czy naprawdę taki szkodliwy?
Autorzy
To nie jest felieton o zdradzie. To felieton o oczach, które rzekomo nie widzą. O tym, że każdy z nas patrzy, ale wstydzi się tego przed partnerem_ką.
Czy naprawdę, kiedy idziemy razem do muzeum, mamy udawać, że widzimy tylko jeden obraz? Że cała reszta to pustka? Absurd. A jednak w relacjach robimy dokładnie to samo.
Może problem nie w tym, że patrzymy na innych. Może problem w tym, że przestajemy patrzeć na siebie nawzajem w ten sam sposób. Bo cudze ciała traktujemy jak dzieła sztuki, a partnera_kę jak tapetę w salonie.
Może rozwiązanie jest proste. Może trzeba przestać wstydzić się własnych oczu. I zamiast udawać ślepych, zacząć dzielić się spojrzeniami. „Zobacz, jakie ma ciało.” „Spójrz, jaka jest piękna.” I to nie tak, że ty mi się nie podobasz, po prostu doceniam innych i to jest okej.
Bo grzech nie leży w tym, że widzimy. Grzech leży w tym, że udajemy, że nie widzimy.
Sto Grzechów
Czytasz? Zostaw komentarz!
Grzech nieufności – kontrola w związku
2025-11-21 @ 09:29
[…] które mnie zjada, brzmi nie „czy mnie zdradzasz?”, ale „czy jeszcze jesteś moja, czy tylko jeszcze nie […]