Grzech nieufności – kiedy miłość staje się kontrolą
Autor
Twój telefon leży na stoliku. Ekranem do góry. Świeci.
Jesteś pod prysznicem. Słyszę szum wody, twoje ciche nucenie. Mam może dwie minuty.
Sięgam po telefon. Kod? Znam go. Oczywiście, że znam. Powiedziałaś mi go dwa lata temu, „nie mam tajemnic”. Ale to nie o tajemnice chodzi, prawda?
Odblokowanie. Wiadomości. Instagram. WhatsApp. Scrolluję szybko, jakbym szukał czegoś konkretnego. Ale nie szukam niczego konkretnego. Szukam wszystkiego. Dowodu. Uspokojenia. Pewności.
Nic. Żadnych podejrzanych wiadomości, nowych imion, usunięć rozmów – sprawdzam to też, po liczbie linijek.
Odkładam telefon dokładnie tak, jak leżał. Ekranem do góry. Świecący.
Woda przestaje szumieć. Za chwilę wyjdziesz. Uśmiechnę się, zapytam „jak prysznic?”, a ty powiesz „odświeżający”.
I żadne z nas nie wspomni, że przed chwilą sprawdzałem twój telefon. Po raz trzeci dzisiaj.
Bo nie sprawdzam, żeby znaleźć. Sprawdzam, żeby się uspokoić.
Ale to nie działa. Za każdym razem, gdy nic nie znajduję, zamiast ulgi czuję tylko większy niepokój. Bo może jesteś ostrożna? Może usuwasz wiadomości? Może masz drugą skrytkę, drugą aplikację, drugi telefon?
Nieufność to choroba, która nie odpuszcza. Rośnie z każdym dniem, z każdym sprawdzeniem, z każdą chwilą, gdy nie wiem, gdzie jesteś.
„Wychodzę z koleżanką” – mówisz.
I ja kiwam głową, uśmiecham się. „Dobrze się baw.”
A potem siadam przy komputerze. Otwieram mapę – lokacja online. Widzę niebieską kropkę. Kawiarnia w centrum. Faktycznie tam jesteś.
Sprawdzam za godzinę. Nadal tam. Ulga.
Sprawdzam za dwie. Wciąż tam. A może to źle? Może to nie koleżanka? Może to on, a koleżanka to tylko wymówka?
Piszę do ciebie. „Jak tam? Dobrze się bawicie?”. Czekam na odpowiedź. Dwie minuty. Trzy. Cztery.
Gdzie jesteś? Dlaczego nie odpisujesz? Co robisz, że nie możesz odpisać?
Odpowiedź: „Super! Kawa pyszna :)” Z emotką.
Ale dlaczego cztery minuty? Co robiłaś przez te cztery minuty? Z kim rozmawiałaś?
Wracasz o dwudziestej. Uśmiechnięta, pachnąca perfumami. Tymi samymi, które zawsze nosisz, ale dziś pachną inaczej. Intensywniej. Dlaczego?
„Jak było?” – pytam.
„Fajnie, dużo gadałyśmy” – odpowiadasz.
O czym? Z kim? Dlaczego wydajesz się taka zadowolona?
Kładziemy się spać. Ty zasypiasz od razu. Ja leżę z otwartymi oczami i myślę: dlaczego tak łatwo zasypiasz? Dlaczego nie leżysz i nie myślisz o mnie, tak jak ja myślę o tobie?
Może dlatego, że masz czyste sumienie? A może dlatego, że jesteś zmęczona po spotkaniu z nim?
Rano budzę się pierwszy. Ty śpisz. Twój telefon na stoliku. Znowu sięgam. Znowu sprawdzam. Historia lokalizacji – faktycznie kawiarnia. Instagram – sprawdzam obserwujących, czy jest ktoś nowy. WhatsApp – czas ostatniego logowania: 23:47, późno jak na ciebie.
Z kim pisałaś o 23:47? Dlaczego nie ze mną?
Odkładam telefon. Patrzę na ciebie śpiącą. Piękna, spokojna, niewinna.
Albo doskonale udająca.
I nienawidzę siebie za te myśli. Nienawidzę, że zamieniłem miłość w obsesję. Że zamiast cię kochać, kontroluję. Że zamiast ufać, śledzę.
Ale nie potrafię przestać. Bo cisza boli bardziej niż prawda. Brak wiadomości jest gorszy niż najgorsze słowo.
Pytanie, które mnie zjada, brzmi nie „czy mnie zdradzasz?”, ale „czy jeszcze jesteś moja, czy tylko jeszcze nie odeszłaś?”.
Autorka
Piszesz do mnie: „Gdzie jesteś?”.
W pracy. Jestem w pracy. Jak co dzień o tej godzinie. Jak zawsze. Ale odpowiadam: „W pracy, kochanie”.
I myślę: to już trzecia wiadomość dzisiaj. Trzecia „gdzie jesteś?”, trzecie sprawdzenie.
Wracam z pracy. Witasz mnie pytaniem: „Jak minął dzień?”.
Ale to nie jest zwykłe „jak minął dzień”. To jest przesłuchanie. Słucham twoich pytań – z kim rozmawiałam, o czym, kto był na spotkaniu, kto dzwonił.
I odpowiadam. Szczegółowo. Bo nauczyłam się, że im więcej powiem, tym mniej zapytasz.
Ale to nigdy nie wystarcza.
Idę do łazienki. Zostawiam telefon w salonie – celowo, demonstracyjnie. „Nie mam nic do ukrycia, zobacz”.
Wychodzę po dziesięciu minutach. Ty scrollujesz swój telefon. Ale widzę to w twoich oczach – przed chwilą trzymałeś mój.
I nic nie mówię. Bo co mam powiedzieć? „Sprawdzałeś mój telefon?.” A ty odpowiesz „nie”, a ja będę wiedziała, że kłamiesz, a ty będziesz wiedział, że wiem.
Więc milczę. I pozwalam.
Bo może jak sprawdzisz, to się uspokoisz? Może jak zobaczysz, że nic tam nie ma, to przestaniesz?
Ale nie przestajesz. Im mniej znajdujesz, tym bardziej szukasz.
„Wychodzę z koleżanką na kawę” – mówię.
„Okej” – odpowiadasz. Za spokojnie. Za szybko.
I wiem, że sprawdzisz. Sprawdzisz lokalizację, sprawdzisz Instagram story, sprawdzisz czas aktywności na WhatsApp.
Więc siedzę w tej kawiarni i czuję się obserwowana.
Nie mogę…
- Śmiać się za głośno – bo co pomyślisz?
- Być offline za długo – bo zadzwonisz
- Zostać dłużej – bo będziesz pytał dlaczego
Wracam do domu. Pachnę kawą, perfumami, świeżością. Normalnie.
Ale widzę w twoich oczach to pytanie: dlaczego wyglądasz tak dobrze? Dla kogo się tak starałaś?
„Jak było?” – pytasz.
„Fajnie” – odpowiadam. I widzę, jak analizujesz ten jeden wyraz. Dlaczego „fajnie”, a nie „dobrze”? Co oznacza „fajnie”?
Kładziemy się spać. Ty długo nie możesz zasnąć. Czuję twój wzrok na sobie. Czuję, jak myśli wirują ci w głowie.
A rano budzę się i widzę światło ekranu – schowane szybko, gdy otwieram oczy. Znowu sprawdzałeś.
I najgorsze jest to, że przestałam się złościć. Przestałam czuć się urażona. Przyzwyczaiłam się.
To jest moje życie teraz. Życie pod mikroskopem. Każde słowo analizowane. Każdy gest interpretowany. Każda chwila nieobecności to podejrzenie.
I wiesz co? Czasami myślę: może powinnam cię zdradzić. Naprawdę. Skoro i tak mnie o to podejrzewasz. I tak mnie kontrolujesz. Żyję w więzieniu twojej nieufności.
Przynajmniej byłby powód.
Ale nie zdradzam. Bo kocham cię. Albo kochałam. Już nie wiem.
Może miłość zamieniła się w obowiązek udowadniania. Udowadniania każdego dnia, każdą wiadomością, każdą lokalizacją, każdym otwartym telefonem – że jeszcze jestem twoja.
Ale prawda jest taka: przestałam być twoja, kiedy stałam się twoją własnością.
Autorzy
To nie jest felieton o zdradzie. To felieton o tym, co się dzieje, gdy miłość przestaje być zaufaniem, a staje się kontrolą. Bo nieufność to nie decyzja. To choroba.
Zaczyna się niewinnie: „Możesz mi dać hasło do telefonu?”. Nie dlatego, że chcesz sprawdzać – po prostu, dla wygody. Dla świętego spokoju.
Ale potem następuje pierwsze sprawdzenie. „Tylko zerknę, to przecież nic złego”. I nic nie znajdujesz. Więc czujesz ulgę.
Ale ulga trwa godzinę. Może dwie. A potem znowu to uczucie w brzuchu. To napięcie. To pytanie: gdzie jest? Z kim? Co robi?
I sprawdzasz znowu. I znowu nic. Co tylko potęguje lęk – bo może jesteś ślepy? Może ona jest ostrożna? Może on umie ukrywać?
Miłość zamienia się w obsesję. Osoba partnerska w podejrzanego. Związek w śledztwo.
I najgorsze jest to, że to się nie opiera na faktach. Nie zdradzili cię, nie skłamali, nie dali powodu do podejrzeń.
Ale ty i tak podejrzewasz. Bo nieufność nie potrzebuje powodów. Tworzy je sama.
Spojrzała na kelnera? Może go zna. Uśmiechnął się do telefonu? Na pewno pisze do kogoś. Wróciła trzy minuty później? Co robiła te trzy minuty?
I tak, każdy szczegół staje się dowodem. Cisza – potwierdzeniem. Opóźnienie w odpowiedzi –przyznaniem się do winy.
A osoba kontrolowana? Zamienia się w więźnia.
Musi…
- Raportować – gdzie jest, z kim, o czym rozmawia
- Udowadniać niewinność każdego dnia
- Żyć transparentnie, bez prawa do prywatności, bez chwili dla siebie
Bo każda chwila dla siebie to podejrzenie. Każda potrzeba prywatności to „co ukrywasz?”.
I powoli, dzień po dniu, wasza miłość umiera. Nie od zdrady. Nie od kłamstwa. Od kontroli.
Bo nie można kochać kogoś, kogo się kontroluje. Miłość wymaga wolności. Wymaga zaufania. Wymaga wiary, że druga osoba wybiera być z tobą – nie dlatego, że musi, ale dlatego, że chce.
A kontrola? Kontrola to strach. Strach, że nie jesteś wystarczający, wystarczająca. Że druga strona odejdzie. Że znajdzie kogoś lepszego.
I paradoksalnie, kontrola sprawia, że ten strach się spełnia. Bo kto chce być z kimś, kto go śledzi? Kto chce kochać kogoś, kto mu nie ufa?
Może problem nie tkwi w osobie partnerskiej. Może tkwi w nas.
W tym, że nie umiemy czuć się bezpiecznie, jeśli nie kontrolujemy.
Ale prawda jest taka: bezpieczeństwo, które opiera się na kontroli, nie jest bezpieczeństwem. To więzienie dla obu stron.
Bo jeśli musisz kontrolować, żeby czuć się bezpiecznie – to znaczy, że nie czujesz się bezpiecznie. Nigdy nie będziesz. Bez względu na to, ile razy sprawdzisz telefon..
A może pytanie nie brzmi „czy mnie zdradza?”. Może brzmi: „Dlaczego nie potrafię ufać?”.
Może to nie o nim. Nie o niej. Może to o mnie.
O mojej ranie, która nigdy nie zagoiła. Przeszłości, którą projektuję na teraźniejszość. O moim lęku, który jest silniejszy niż miłość.
I może pora przestać sprawdzać telefon. Przestać śledzić lokalizację. Przestać analizować każde słowo, każdy gest, każdą ciszę.
Może pora zacząć ufać. Albo odejść.
Bo związek bez zaufania to nie jest związek. To klatka, w której oboje jesteście więźniami.
I może najodważniejsze pytanie, które musisz sobie zadać, brzmi nie: „Czy mogę mu/jej zaufać?”.
Ale: „Czy jestem w stanie komukolwiek zaufać?”.
Bo jeśli odpowiedź brzmi „nie” – to problem nie leży w drugiej osobie. Leży w tobie. I żaden telefon, żadna lokalizacja, żadna kontrola tego nie naprawi..
Może pora przestać szukać zdrady w telefonie. I zacząć szukać powodu nieufności w sobie.tką.
Sto Grzechów
Czytasz? Zostaw komentarz.
Już za tydzień wracamy z nowym felietonem z cyklu „Sto Grzechów” – tym razem uderzamy w punkt bolesny i piekielnie prawdziwy.
Tytuł? „Grzech pamięci”.
O tym, jak:
- z kłótni o jedną parę skarpetek robi się proces sądowy o cały związek
- pamiętamy wszystko – nawet to, co dawno miało nie boleć
- jak miłość zamienia się w archiwum
Będzie ostro, będzie blisko, będzie prawdziwie.
Czekajcie. Za tydzień.