Rozkosz to moment, kiedy świat na chwilę przestaje się kręcić w swoim absurdalnym tempie i daje Ci odetchnąć. A może sam_a sobie to dajesz? To nie musi być nic spektakularnego. Czasem rozkosz to język ciała, rozluźnienie mięśni, uśmiech na widok słońca przedzierającego się przez leśną gęstwinę, smak truskawek na języku przypominający dzieciństwo, zapach końca zimy. Czasem to zachwyt nad widokiem czy melodią. Czasem to szept, a czasem krzyk.
Rozkosz jest zgodą na to, by puścić kontrolę. By pozwolić sobie na bycie całkowicie tu i teraz, bez „muszę”, „powinnam”, „co ludzie powiedzą”. Rozkosz jest wtedy, kiedy nie jesteś trybikiem w mechanizmie, tylko pulsującym, czującym istnieniem.
Rozkosz jest cholernie rewolucyjna. Bo w świecie, który ciągle cię goni, ona wymaga odwagi, by powiedzieć: teraz ja, teraz moje ciało, teraz moje czucie.
Z tą myślą o rozkoszy, która nie boi się być rewolucją, wyruszyłam na festiwal w Poznaniu, by sprawdzić, jak inni ją opowiadają i praktykują.
Festiwal „Rozkosz” odbył się w miniony weekend i nie mogło zabraknąć na nim Wydawnictwa EoS. Tym bardziej, że sporo tam było o cielesności, literaturze i sztuce, a nasza Justyna Kowalska została zaproszona jako prelegentka do panelu Literatura Rozkoszy, który prowadził przezabawny i niezwykle elokwentny Jacek Stramik. Z Justyną w rozmowie wzięła udział Marta Dzido, której pisarstwo wyznacza nam kierunek dobrej literatury erotycznej i Anna Artwich ze swoją błyskotliwą wiedzą. Rozmowa była tak intrygująca i pasjonująca, że 45 minut okazało się za mało i przeniosła się ze sceny w festiwalowe zakamarki.
A co się tam działo poza tym? Działo się wiele – wykłady, prelekcje, panele, warsztaty, a także pokazy i sztuka. Ja zaczęłam festiwal od warsztatu pisarsko-zinowego. Jako pisarki nie mogło mnie tam zabraknąć. I nie żałuję, bo zina jeszcze nigdy nie robiłam, a teraz mam już pierwszego na swoim koncie. Dziewczyny prowadzące skutecznie pobudziły moją ciekawość i kreatywność. Spotkałam na warsztacie inną przesympatyczną pisarkę – Dominikę Brych, która na festiwalu miała swoje stoisko.
Wieczorem czekał na nas w Kinie Muza pokaz filmów wybranych głównie przez Agę Szreder. Był to pokaz z gatunku Postporn. Szczególnie urzekła mnie kategoria filmów ekoseksualnych, które przypominają nam czym jest natura i jak możemy z nią współistnieć. Duże poruszenie wywołał we mnie film Agi Szreder z nią w roli głównej, który był dla mnie pięknym kobiecym manifestem. Sama Aga okazała się nietuzinkową i ciepłą osobą, a śniadania w jej towarzystwie także były za krótkie.
Piątek zakończył się wzruszeniami.
W sobotę i niedzielę było wiele wykładów wartych zobaczenia. I chociaż menopauza jeszcze mnie nie dotyczy, to wkrótce niewątpliwie będzie, więc z zaciekawieniem wysłuchałam rozmowy Magdaleny Świderskiej z Alicją Długołęcką, która to przypomniała mi, by traktować siebie i swoje ciało z czułością. Wielką przyjemność sprawił mi także panel o psychodelikach i zobaczenie w nim Macieja Lorenca, który jest mi w ostatnim czasie drogowskazem.
No a później, później to było rozkoszne Afterparty, a na nim hipnotyzująca muzyka i wiele pełnych pasji rozmów z fantastycznymi ludźmi.
No i oczywiście sensualne pokazy. Największe wrażenie zrobiła Betty Q, która pozostawiła mnie, oraz osoby mi towarzyszące, z gęsią skórką na ciele. I o to chodzi. Jej ruchy były jak zaklęcie – ani na chwilę nie można było oderwać wzroku, a cisza między dźwiękami mówiła więcej niż słowa. Powiadam Wam – gdy tylko będziecie mieli okazję zobaczyć ją na żywo, nie żałujcie grosza.
Pomiędzy występami na scenie błyszczała Agata Ptak – osoba z niesamowitym poczuciem humoru, błyskotliwym jak brzytwa.
Na parkiecie pulsowała różnorodność – tańce splatały się z rozmowami, ktoś śmiał się głośno, ktoś inny szeptał coś do ucha nieznajomej osoby. Czułam, że to przestrzeń, gdzie każdy mógł być sobą, bez masek, a bas wibrował tak, iż miałam wrażenie, że moje serce tańczy razem z podłogą. Było w tym coś więcej niż impreza – jakbyśmy wszyscy na chwilę znaleźli się w świecie, gdzie rozkosz jest oczywista i niepodważalna.
W niedzielę nasze przebodźcowanie sięgnęło momentu krytycznego, ale i tak pojawiłyśmy się na kolejnych panelach. No bo jak mogła nas ominąć rozmowa o ekoseksualności i rozkoszy bez barier? Nie mogła. Niestety nie mogłyśmy zostać do końca, bo pociągi, osoby partnerskie, psy, dzieci i króliki czekały na nasze powroty.
Wróciłyśmy więc naładowane dobrą energią, pomysłami, planami, projektami i postanowieniem, że za rok także musimy się pojawić na Rozkoszy.
Chciałybyśmy szczególnie podziękować organizatorkom festiwalu – Magdalenie Świderskiej – założycielce Centrum Seksuologii Pozytywnej Amori oraz Marcie Brzezińskiej i Agacie Ptak – założycielkom feministycznego i queerowego sklepu erotycznego Lula Pink, a także Julii Bilarzewskiej – psycholożce, seksuolożce, terapeutce.
Dziewczyny, zrobiłyście kawał dobrej roboty, serdecznie Wam gratulujemy i dziękujemy za wspaniałe przyjęcie nas na festiwalu. Czułyśmy się zauważone, docenione i zaopiekowane. Atmosfera, jaką stworzyłyście, oraz możliwość przebywania w tak różnorodnym i otwartym środowisku sprawiła, że było… Rozkosznie.
Wracałam z poczuciem, że ta rozkosz, o której pisałam na początku, naprawdę może być rewolucją – wspólną i cielesną.
Podsumowała dla Was Hanka V. Mody









