Zaprzyjaźnić się z audiobookiem?
Nie wiem jak wy, ale w dzieciństwie bardzo lubiłam, jak mi czytali. Człowiek sobie leży, popija kaszkę mannę z butelki, a miły głos rodzica kreuje w jego wyobraźni nowe, bajkowe światy. Żyć nie umierać. A jak się zaśnie przypadkiem, to następnego wieczoru rodzic zacznie dokładnie od tego miejsca, na którym skończył. Później uczymy się czytać samodzielnie i nie raz głos rodzica kazał mi już kończyć to czytanie i gasić światło, bo rano trzeba wstać do szkoły. Czytałam więc książkę z latarką pod kołdrą, nie mogąc się oderwać.
Książki od dziecka stanowiły dla mnie ważny element życia. Byłam wychowana wśród nich, piętrzyły się na półkach i regałach. Rodzice czytali, dziadkowie czytali, czytam i ja. Świat bez książek wydaje mi się pusty, ale też świat się zmienił, przyspieszył, odebrał część czasu na czytanie, w zamian dając inne możliwości – audiobooki!
Wiem, że są tacy, którzy twierdzą, że to nie to samo. Pewnie, że nie. Tak jak to nie to samo, gdy czytał tata lub mama, a gdy czytaliśmy sobie sami. Czy jednak coś z tego jest gorsze lub lepsze? Czy jeśli ktoś nam czyta, to nie poznajemy historii, jaką stworzył autor, nie wchodzimy w świat i myśli bohaterów_ek? Nie musimy sobie ich wyobrazić?
Książka do słuchania to nie książka?
Jakiś czas temu bardzo dużo jeździłam samochodem. Dojeżdżałam do pracy prawie godzinę w jedną stronę. To daje dwie godziny dziennie. Jakimż marnotrawstwem czasu byłoby wtedy nie słuchać książek. Tak mnie nauczyli, by wykorzystywać wolne chwile na książki. A więc słuchałam i słucham nadal. Gdy prowadzę, sprzątam czy gotuję. Mam poczucie, że wykorzystuję podwójnie swój czas, że go nie marnuję. A gdy kładę się wieczorem do łóżka, to biorę do ręki papierową książkę, wącham ją jak kiedyś, przewracam kartki i czytam, aż sama sobie mówię, że powinnam już zgasić światło, bo rano trzeba wstać i… pisać.
Audiobook to spotkanie z opowieścią w ruchu – dynamiczne, dostosowane do codzienności. Tradycyjna książka wymaga czasu, ciszy, skupienia. Może właśnie dlatego wybór między słuchaniem a czytaniem zależy od sytuacji? Są dni, kiedy marzysz o spokojnym wieczorze z książką. Innym razem wybierasz głos w słuchawkach, bo tylko tak możesz „ukraść” dla siebie odrobinę literackiego świata.
To co wolicie?
Czytać tradycyjnie, pozwalając sobie na luksus powolnego smakowania słów?
Czy słuchać, z fascynacją odkrywając, jak wiele może dodać historia opowiedziana głosem?
Audiobook czy „papier”?
Może wcale nie trzeba wybierać? W końcu literatura jest elastyczna – dopasowuje się do nas, naszych potrzeb, rytmu życia. Jedno jest pewne – zarówno słowa, jak i głosy mają moc przenoszenia nas do innych światów. A czy weźmiemy do ręki książkę, czy założymy słuchawki – to już kwestia gustu. I możliwości.
Słuchała, pisała dla Was Hanka V. Mody
*
Postaw nam kawę – wesprzyj EoS