Grzech nieoddawania siebie
Autor
Miłość, która nie brzmi w tej samej tonacji
Inicjuję. Zawsze.
Nachylam się do pocałunku, a ty mnie całujesz. Krótko. Szybko. „Hej, kochanie” i już patrzysz w telefon. A ja stoję jak idiota z ustami gotowymi na więcej. Bo dla ciebie to był pocałunek na powitanie. Dla mnie to było za mało. Zawsze jest za mało.
„Chodź, przytul się” – mówię wieczorem, gdy leżymy w łóżku. „Już się wygodnie ułożyłam” – odpowiadasz. Więc ja się przesuwam. Obejmuję cię od tyłu. Wtulam twarz w twoje włosy. Całuję twoją szyję. Moja dłoń na twoim brzuchu – nie wędruje niżej, po prostu leży. Bo chcę cię czuć. Twoje ciało jest sztywne. Nie odpycha mnie, ale nie przyjmuje. Po prostu znosi. „Dobranoc” – mówisz.
Miłość, która nie brzmi w tej samej tonacji
To jest moja porcja czułości. Pięć sekund przytulenia, który tolerujesz, zanim zaśniesz. A kiedy w końcu, raz na dwa tygodnie, zgadzasz się na więcej – to nie jest to, czego szukam. Całuję cię. Głęboko, z języczkiem, tak jak kiedyś kochałaś. Ale twoje usta są bierne. Otwierasz je, ale nie odpowiadasz. Zdejmuję ci koszulkę. Twoje ręce leżą wzdłuż ciała jak u trupa. Nie dotykasz mnie. Nie gładzisz. Nawet nie podnosisz ramion, żeby pomóc. Całuję twoje piersi. Biorę sutek do ust, ssę delikatnie – kiedyś jęczałaś od tego. Teraz? Cisza. Żadnego westchnienia. Jakbym całował marmur. Schodzę niżej. Rozsuwam twoje nogi. Pamiętam, jak kiedyś sama to robiłaś, sama się otwierałaś, wygięta w łuk, błagająca.
Dotyk jako język. Cisza jako język
Teraz leżysz sztywno. Nogi rozchylone mechanicznie, z obowiązku. Całuję cię. Językiem robię to, co kiedyś sprawiało, że wbijałaś paznokcie w moje plecy. A teraz? „Mhm” oraz „Okej”. Nie jesteś mokra. Wcale. Twoje ciało nie chce mnie. „Chcesz, żebym przestał?” – pytam. „Nie, nie. Możemy… po prostu to zrobić”. Po prostu to zrobić. Jak odhaczyć punkt z listy. Wchodzę w ciebie delikatnie, badawczo. Sucha, ciasna, niechętna. Czuję, jak twoje ciało się napina, jak mięśnie kurczą się w sprzeciwie. „Popatrz na mnie” – proszę. Patrzysz. Przez sekundę. Puste oczy. Martwe. I znów odwracasz wzrok.
Kiedy ciało mówi „nie”, choć serce mówi „tak”
I czuję się obrzydliwie. Jak gwałciciel. Chociaż się zgodziłaś. Chociaż jesteś tu ze mną. Kończę szybko. Bo nie mogę tego znieść. Uciekasz do łazienki. Słyszę wodę. Długą kąpiel. Jakbyś zmywała mnie z siebie. I wracasz po pół godzinie. Ubrana w grubą piżamę – zbroję, która mówi: nie dotykaj mnie już dzisiaj. Pamiętam początek. Jak sama mnie rozbierałaś. Niecierpliwie, gorączkowo. Jak siadałaś na mnie, opuszczając się powoli, patrząc mi w oczy, szepcząc „boże, jak mi dobrze”, kierowałaś moją ręką między swoje nogi, pokazując dokładnie gdzie, jak mocno. Jak dochodziłaś, wygięta do tyłu, krzycząc moje imię, paznokciami rysując mi plecy.
Teraz? Nie pamiętam, kiedy ostatnio doszłaś. Bo nic nie chcesz. Chcesz, żeby się skończyło.
Autorka
Wiem, że to za mało.
Widzę to w twoich oczach. Ten głód. Tę rozpacz. Całuję cię. Ale dla ciebie to nie jest pocałunek. To zapowiedź. Obietnica. Zadatek na coś większego.
A dla mnie? To jest kompletny gest. Pocałowałam cię. To wystarczy. Ale dla ciebie nigdy nie wystarcza. A kiedy w końcu się zgadzam – bo wiem, że muszę, bo minęły dwa tygodnie – to nie jest to, czego ty chcesz. Ty mnie całujesz. Głęboko, z językiem. Ale ja nie odpowiadam. Otwieram usta, bo muszę, ale mój język jest martwy. Zdejmujesz mi koszulkę. A ja leżę nieruchomo. Bo jeśli zacznę cię dotykać, pomyślisz, że chcę więcej. A ja po prostu chcę, żeby się skończyło. Twoje usta na moich piersiach. Ssiesz sutki. Kiedyś to mnie podniecało. Teraz? To jest dotyk, który toleruję. Myślę: „Jeszcze to, jeszcze tamto, i będzie po wszystkim”.
Ciała, które pamiętają dawny żar – i dzisiejszą pustkę
Schodzisz niżej. I wiem, dokąd zmierzasz. Część mnie chce powiedzieć: „Nie. Po prostu wejdź we mnie i skończmy z tym”. Rozsuwam nogi. Mechanicznie. Z obowiązku. Twój język między moimi udami. Robisz to, co kiedyś sprawiało, że traciłam oddech. A teraz? Leżę. Patrzę w sufit. Liczę w myślach. Myślę o mailu, który muszę wysłać jutro. „Wszystko okej?” – pytasz. Wiem, że pytasz, bo czujesz. Czujesz, że nie jestem mokra. Że moje ciało cię nie chce. „Mhm. Możemy po prostu to zrobić”. Wchodzisz we mnie. Jest mi… niekomfortowo. Bo jestem sucha, moje ciało się nie przygotowało. Bo już nie ma takiej umiejętności.
Kiedy „tak” brzmi jak obowiązek, a nie jak zgoda
Napinają mi się mięśnie. Bezwiednie. Jak próba obrony. „Popatrz na mnie” – mówisz. Patrzę. Na sekundę. Ale odwracam wzrok. Na ścianę. Gdziekolwiek, tylko nie na ciebie. Bo jeśli spojrzę ci w oczy, zobaczysz prawdę. Że nie jestem tu. I czekam. Liczę. „Jeszcze chwila. Zaraz się skończy”. Kończysz. Ulga. Natychmiast zamykam nogi. Odsuwam się. Idę do łazienki. Włączam prysznic. Gorącą wodę. Tak gorącą, że skóra czerwienieje. Myję się. Długo. Między nogami. Uda. Brzuch. Wszędzie, gdzie mnie dotknąłeś. Jakbym chciała zmyć to uczucie.
Samotność w objęciach kogoś, kto miał być domem
Bo kiedyś byłam inną kobietą. Kobietą, która sama cię rozbierała. Która siadała na tobie, kierując tobą tam, gdzie chciałam. Która dochodziła, głośno, intensywnie. A teraz? Liczę sekundy do końca. Wracam do sypialni. Ubrana w piżamę. Długie spodnie. Bluzę z długim rękawem. Gruba warstwa, która mówi: nie dotykaj mnie już dziś. „Dobranoc” – mówię. I wiem, że za parę dni będzie to samo. Znowu będziesz pytał. I znowu się zgodzę. Bo cię kocham. Ale za każdym razem tracę kawałek siebie.
Autorzy
Niekompatybilna miłość. Ciała, które pamiętają dawny żar – i dzisiejszą pustkę
To nie jest felieton o braku miłości. To felieton o dwóch rodzajach miłości, które nie potrafią się ze sobą porozumieć. On kocha głośno. Demonstracyjnie. Dotykowo. Dla niego miłość to ciągłe potwierdzanie. Ona kocha cicho. Stabilnie. Spokojnie. Dla niej miłość to sama obecność. I żadne z nich nie jest złe. Ale są niekompatybilne. Bo dla niego jej cisza to obojętność. A dla niej jego potrzeby to zachłanność. On czuje się jak umierający z pragnienia. Ona jak źródło, które wyciśnięto do ostatniej kropli. I nie ma złotego środka. Bo jeśli ona da więcej – wypali się. A jeśli on weźmie mniej – zwiędnie.
A co jeśli twój język to dotyk, a jej język to spokój?
Nie ma odpowiedzi. Jest tylko świadomość, że kochacie się niewłaściwymi językami. Bo można kochać kogoś całym sercem – i jednocześnie czuć się samotnie obok niego. I to jest właśnie grzech nieoddawania siebie. Nie dlatego, że nie chcesz. Ale dlatego, że nie możesz dać tego, czego druga osoba potrzebuje.
I nie ma winnych. Są tylko dwie osoby, które mimo miłości – nie potrafią się wzajemnie uszczęśliwić.
Sto Grzechów
Czytasz? Daj znać na naszych socjalach!
Od Wydawnictwa EoS
Kluczowa jest rozmowa – a jeśli jest Wam z nią trudno, zgłoście się do specjalisty. Nie jesteście sami.
Bo w niekompatybilnej miłości nie chodzi o to, żeby jedno z Was oddawało siebie do końca, a drugie chowało się w ciszy.
Chodzi o to, by wreszcie znaleźć wspólny język – nawet jeśli będzie trzeba nauczyć się go od zera.
A czasem do tego potrzebna jest osoba trzecia. Ktoś, kto umie nazwać napięcie, zatrzymać lawinę nieporozumień, nauczyć Was słyszeć, a nie tylko słuchać.
Szukaj pomocy tam, gdzie możesz dostać realne wsparcie – na przykład u specjalistek takich jak: Renata Orłowska „Zaniczka”