Nie potrafię szczytować, czy to powód do wstydu?
Do przemyśleń o tym, jak ogromny wpływ na nasze życie zaczyna mieć jego erotyczny aspekt, skłoniła mnie wizyta w sexshopie pewnej 45-latki, która niedawno została wdową. Nie bez skrępowania przekraczała próg naszego sklepu. Wewnętrzna walka pomiędzy wstydem a pragnieniem seksualnej przyjemności wyraźnie malowała się na jej twarzy. W końcu wygrało to drugie. Kobieta weszła do środka i przyznała, że szuka pomocy w wyborze odpowiedniego wibratora. Przy półce z silikonowymi fallusami opowiadała historię swojego małżeństwa, swoich lęków i swoich pragnień. I wtedy chyba po raz pierwszy zrozumiałam, jak istotne są poruszane tam przez nas kwestie.
Prezentowane przeze mnie kolejne modele wibratorów porównywała w myślach do przyrodzenia ś.p. męża. Wciąż nie mogła się zdecydować, czy jeśli wybierze wibrator w większym niż ono rozmiarze, będzie on dla niej źródłem satysfakcji czy raczej dyskomfortu. Penis jej małżonka nigdy nie dał jej przyjemności. „Nigdy nie miałam orgazmu z punktu G. Z łechtaczki owszem, ale z punktu G nie potrafię szczytować” – zwierzała mi się kobieta. Przez wiele lat erotyczna sfera jej życia była dla niej niewystarczająca i na własną rękę szukała rozwiązania. Próbowała wielu rzeczy, przyznała się nawet do zdrady, jednak wymarzony orgazm nie przyszedł. Zaczęła więc szukać przyczyny w samej sobie, dochodząc do wniosku, że jej ciało nie jest zdolne do doświadczenia tej przyjemności. Na moje pytanie, czy rozmawiała o tym z mężem, odpowiedziała: „Naturalnie, że nie! Nie mogłabym mu przecież powiedzieć, że nie daje mi przyjemności! Byłoby mu bardzo przykro…”.
Pojawiła się w sexshopie, ponieważ okres żałoby się już zakończył, a ona chciała nadal cieszyć się swoją seksualnością.
„Pewien kolega, bardzo zresztą przystojny i pociągający, nie przestaje mnie namawiać na przeniesienie naszej znajomosci na bardziej intymny poziom. Wiem, że jest doświadczony w seksie. Chciałabym z nim spróbować nawiązać romantyczną relację, ale nie zrobię tego, bo bardzo się wstydzę, że nie potrafię mieć tego orgazmu” – wyjawiła mi.
Kobieta była w stanie odrzucić perspektywę nowego związku z interesującym ją mężczyzną z powodu kompleksu na tle reakcji własnego ciała lub ich braku. Pamiętam, że była to jedna z rozmów, które zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie.
Ta pani wyszła z sexshopu nie tylko z nowym wibratorem, ale również z wyczerpującą informacją o anatomii kobiecych części intymnych, kilkoma poradami o tym, w jaki sposób poznawać własne ciało, jakie wykonywać ćwiczenia i w jaki sposób używać wibratora, by sprawił jak najwięcej przyjemności. I przede wszystkim – z zachętą, by nie rezygnować z nowych doświadczeń z nowym partnerem.
Co miesiąc w salonie rozmawiam co najmniej z kilkoma kobietami, które pytają mnie: czy jest sposób, by nauczyć się orgazmu z punktu G? Czy to możliwe w wieku X lat? Czy to zależy od osoby partnerskiej?
Odpowiadam im zazwyczaj, że sama jestem najlepszym przykładem na to, że można przeżyć orgazm z wnętrza pochwy w każdym wieku. Przede wszystkim jednak trzeba dać sobie na niego pozwolenie, zastępując ograniczające nas przekonania takimi, które bardziej nas wspierają. Równie ważne jest nawiązanie bliższego kontaktu ze swoim ciałem.
Nie wiesz, jak wygląda Twoja wulwa? Usiądź przed lusterkiem i przyjrzyj się jej z życzliwością, bez oceniania. Dotykaj jej w różnych miejscach i sprawdzaj, jakie to wywołuje wrażenia. Próbuj różnych materiałów, faktur, różnego nacisku. Nie po to, aby przeżyć orgazm, ale po to, by poznać swoje ciało. Sięgaj głębiej w poszukiwaniu przyjemności. Bez presji, ale z cierpliwością. Niech to będą wartościowe chwile, w których dowiadujesz się czegoś o sobie. Z czułością.
Od tego warto zacząć, a ja zapraszam Was na mój kolejny felieton już w kolejną niedzielę!
Zapraszamy do czytania w każdą niedzielę! Zobacz też nasze felietony z serii STO GRZECHÓW.