Grzech 8.
Ten trzeci w łóżku.
Autor
Kończę, ciężko oddycham i pierwsza myśl, jaka mi się pojawia, to nie: „przytul mnie”, tylko: „ciekawe, co nowego na Reddicie”. Leżysz obok, twoje ciało jeszcze drży, a ja już wyciągam rękę po telefon. Automatycznie. Jakby świecący ekran był nagrodą za dobry seks.
Instagram – trzy nowe lajki.
Twitter – jakaś drama.
Discord – ktoś napisał na kanale.
Ty się odwracasz. Widzę to kątem oka, ale udaję, że nie widzę. Przewracam się na bok, żeby lepiej widzieć ekran. A ty zwijasz się w kłębek i milczysz.
– Co jest? – pytam, nie odrywając wzroku od ekranu.
– Nic – odpowiadasz. I oboje wiemy, że to nie jest prawda.
Ale ja scrolluję dalej. Bo łatwiej jest patrzeć na cudze życia niż podjąć rozmowę. Łatwiej jest czytać głupie komentarze niż rozmawiać o tym, co właśnie się stało między nami.
Seks miał nas zbliżyć, prawda? Miał być tym momentem, gdy jesteśmy najbliżej siebie. Ciałem, sercem, duszą. A ja leżę pięć centymetrów od ciebie i scrolluję TikToka.
Kiedyś po seksie rozmawialiśmy. Leżeliśmy wtuleni w siebie i gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Śmialiśmy się, planowali przyszłość, dzielili marzeniami. A teraz? Teraz leżymy jak dwa ciała, które przypadkiem znalazły się w jednym łóżku.
Wiesz, co jest najgorsze? Że zdaję sobie z tego sprawę. Że widzę, jak cię ranię tym telefonem. Ale nie potrafię się powstrzymać. To silniejsze ode mnie. Jak nałóg.
Po jednym filmiku jest drugi. Po drugim trzeci. Po trzecim kolejne trzydzieści. I nagle minęła godzina, ty już śpisz (albo udajesz, że śpisz), a ja nadal wgapiam się w ekran.
Czasami myślę: „Kurwa, co się ze mną stało?”. Kiedyś po seksie chciałem tylko ciebie. Twojego ciepła, twojego głosu, twojej obecności. A teraz wystarczy mi świecący prostokąt z algorytmicznie dobranym contentem.
Może to dlatego, że bliskość jest trudna. Wymaga obecności, uwagi, emocji. A telefon? Telefon jest łatwy. Nie wymaga ode mnie nic. Tylko biernego patrzenia.
Może to dlatego, że boję się tej intymności po seksie. Bo wtedy jesteśmy najbardziej bezbronni. Wtedy możemy rozmawiać o rzeczach, które normalnie chowamy głęboko. A ja nie chcę rozmawiać. Chcę zobaczyć, co nowego na forum.
Ale tracę cię przez ten telefon. Widzę to. Za każdym razem, gdy po seksie sięgam po ekran zamiast po ciebie, tracę kawałek nas. Tracę szansę na bliskość, na rozmowę, na bycie razem.
Autorka
Leżę obok i czuję się samotna. Bardziej samotna niż wtedy, gdy jestem sama. Przed chwilą byliśmy jednością. Twoje ciało w moim, moje w twoim. Oddychaliśmy razem. A teraz leżysz pięć centymetrów ode mnie i scrollujesz telefon. I te pięć centymetrów to najdalsza odległość, jaką znam.
Przed chwilą byliśmy jednością, a teraz jestem konkurencją dla Instagrama. I przegrywam.
Próbuję – kładę ci rękę na piersi, zagaduję: „O czym myślisz?” – ale twoje „o niczym” ma podświetlenie ekranu w oczach.
Widzę odbicie ekranu w twoich oczach. To świecące, niebieskie światło, które jest teraz ważniejsze ode mnie. Patrzę na twój profil – na szczękę napięta w skupieniu, na palec scrollujący, scrollujący, scrollujący.
I myślę sobie: „Czy ja też tak wyglądam?”. Czy ja też jestem tak uzależniona od tego małego prostokąta? Czy ja też zamiast być z tobą, jestem z telefonem?
Czasami próbuję walczyć. Kładę ci rękę na piersi, próbuję zagadać.
– O czym myślisz? – pytam, choć wiem, że myślisz o tym, co widzisz na ekranie.
– O niczym – odpowiadasz i przewracasz się na drugi bok, żeby wygodniej trzymać telefon.
I to jest ten moment, gdy coś we mnie umiera. Kiedy zdaję sobie sprawę, że właśnie uprawialiśmy seks, byliśmy tak blisko, jak to tylko możliwe – a mimo to wolisz patrzeć na ekran niż na mnie.
Najgorsze jest to, że ja też po niego sięgam. Może nie zaraz, może daję ci pięć minut. Ale w końcu poddaję się. Skoro ty wolisz telefon, to ja też mogę. Skoro ty nie chcesz tej bliskości, to ja też udaję, że mi nie zależy.
I leżymy obok siebie, każde w swoim telefonie. Dwa ciała w jednym łóżku, dwie świadomości w dwóch wirtualnych światach. Razem, ale osobno. Blisko, ale tak daleko.
Kiedyś po seksie byłeś tu. Całym sobą. Przytulałeś mnie, całowałeś w czoło, opowiadałeś głupie dowcipy. Patrzyłeś na mnie tak, jakbym była najważniejszą osobą na świecie.
Wiesz, co jest najsmutniejsze? Że ten czas po seksie był moim ulubionym. Ten moment, gdy leżymy wtuleni w siebie, zadowoleni, zmęczeni, szczęśliwi. Gdy możemy pogadać o wszystkim albo o niczym. Gdy jesteśmy tylko my.
A teraz? Teraz jest nas troje w tym łóżku. Ja, ty i twój jebany telefon. I on jest chyba bardziej ekscytujący niż ja.
Czasami próbuję ci to powiedzieć.
– Może odłożymy telefony? – mówię delikatnie, żeby nie zabrzmiało jak atak.
– Za chwilę – odpowiadasz. I scrollujesz dalej.
Ta „chwila” trwa godzinę. Albo dwie. Albo do rana. A ja leżę obok i czuję się niewidzialna.
Autorzy
To nie jest felieton o technologii. To felieton o tym, jak tracimy siebie nawzajem w najprostszy możliwy sposób – przestając być obecni_e.
Ale problem nie tkwi w telefonie. Problem tkwi w tym, czego telefon stał się symbolem: ucieczki od bliskości.
Bo prawda jest taka: po seksie jesteśmy najbardziej bezbronni. Nagie ciała, otwarte serca, zdjęte maski. To moment, gdy możemy być sobą – bez udawania, bez ról społecznych, bez pancerza.
I właśnie dlatego tak wielu_e z nas ucieka w ekran. Bo bliskość jest trudna. Wymaga obecności. Wymaga prawdziwej rozmowy, prawdziwych emocji, prawdziwego bycia razem.
A telefon? Telefon jest łatwy. Nie wymaga nic. Tylko biernego scrollowania.
Ale co tracimy, wybierając ekran zamiast osoby obok? Tracimy aftercare – tę niesamowitą, intymną chwilę po seksie, która jest równie ważna jak sam akt. To moment, gdy możemy się przytulić, porozmawiać, po prostu być razem.
To nie jest fanaberia. To nie jest „ładny dodatek”. Aftercare to forma dbania o relację i o siebie nawzajem. To moment, gdy mówimy bez słów: „Jesteś ważny. Jesteś widziana. Jesteś tu, ze mną”.
A gdy po seksie pierwszą rzeczą, którą robimy, jest sięgnięcie po telefon, mówimy coś zupełnie innego. Mówimy: „To, co się stało między nami, nie było wystarczająco ważne, żeby zostać z tym jeszcze chwilę”.
Może problem nie w technologii. Może problem w tym, że zapomnieliśmy, jak być razem. Że nauczyliśmy się wypełniać każdą ciszę contentem. Że boimy się intymności bardziej niż samotności.
Co by było, gdybyśmy zostawili telefony poza sypialnią? Nie na zawsze – tylko na te piętnaście minut po seksie. Tylko na tę jedną chwilę, gdy moglibyśmy być razem. Naprawdę razem.
Co by było, gdybyśmy traktowali czas po seksie jak część seksu? Jako coś, co też wymaga obecności, uwagi, troski? Jako moment, który może nas zbliżyć bardziej niż samo pieprzenie?
Co by było, gdybyśmy nauczyli się na nowo leżeć w ciszy obok siebie? Przytuleni, bez słów, bez ekranów. Po prostu być.
Ale każda minuta scrollowania to strata. Strata aftercare – tej chwili, która jest równie ważna jak sam akt. Przytulenie. Rozmowa. Cisza – ale wspólna.
Bo może najpiękniejszy seks nie kończy się orgazmem.
Może kończy się tym, że zostajemy ze sobą.
Może najlepsza notyfikacja to nie ta na ekranie.
Może to bicie serca osoby, która leży obok ciebie.
Sto Grzechów
Ten trzeci w łóżku.
Autor
Kończę, ciężko oddycham i pierwsza myśl, jaka mi się pojawia, to nie: „przytul mnie”, tylko: „ciekawe, co nowego na Reddicie”. Leżysz obok, twoje ciało jeszcze drży, a ja już wyciągam rękę po telefon. Automatycznie. Jakby świecący ekran był nagrodą za dobry seks.
Instagram – trzy nowe lajki.
Twitter – jakaś drama.
Discord – ktoś napisał na kanale.
Ty się odwracasz. Widzę to kątem oka, ale udaję, że nie widzę. Przewracam się na bok, żeby lepiej widzieć ekran. A ty zwijasz się w kłębek i milczysz.
– Co jest? – pytam, nie odrywając wzroku od ekranu.
– Nic – odpowiadasz. I oboje wiemy, że to nie jest prawda.
Ale ja scrolluję dalej. Bo łatwiej jest patrzeć na cudze życia niż podjąć rozmowę. Łatwiej jest czytać głupie komentarze niż rozmawiać o tym, co właśnie się stało między nami.
Seks miał nas zbliżyć, prawda? Miał być tym momentem, gdy jesteśmy najbliżej siebie. Ciałem, sercem, duszą. A ja leżę pięć centymetrów od ciebie i scrolluję TikToka.
Kiedyś po seksie rozmawialiśmy. Leżeliśmy wtuleni w siebie i gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Śmialiśmy się, planowali przyszłość, dzielili marzeniami. A teraz? Teraz leżymy jak dwa ciała, które przypadkiem znalazły się w jednym łóżku.
Wiesz, co jest najgorsze? Że zdaję sobie z tego sprawę. Że widzę, jak cię ranię tym telefonem. Ale nie potrafię się powstrzymać. To silniejsze ode mnie. Jak nałóg.
Po jednym filmiku jest drugi. Po drugim trzeci. Po trzecim kolejne trzydzieści. I nagle minęła godzina, ty już śpisz (albo udajesz, że śpisz), a ja nadal wgapiam się w ekran.
Czasami myślę: „Kurwa, co się ze mną stało?”. Kiedyś po seksie chciałem tylko ciebie. Twojego ciepła, twojego głosu, twojej obecności. A teraz wystarczy mi świecący prostokąt z algorytmicznie dobranym contentem.
Może to dlatego, że bliskość jest trudna. Wymaga obecności, uwagi, emocji. A telefon? Telefon jest łatwy. Nie wymaga ode mnie nic. Tylko biernego patrzenia.
Może to dlatego, że boję się tej intymności po seksie. Bo wtedy jesteśmy najbardziej bezbronni. Wtedy możemy rozmawiać o rzeczach, które normalnie chowamy głęboko. A ja nie chcę rozmawiać. Chcę zobaczyć, co nowego na forum.
Ale tracę cię przez ten telefon. Widzę to. Za każdym razem, gdy po seksie sięgam po ekran zamiast po ciebie, tracę kawałek nas. Tracę szansę na bliskość, na rozmowę, na bycie razem.
Autorka
Leżę obok i czuję się samotna. Bardziej samotna niż wtedy, gdy jestem sama. Przed chwilą byliśmy jednością. Twoje ciało w moim, moje w twoim. Oddychaliśmy razem. A teraz leżysz pięć centymetrów ode mnie i scrollujesz telefon. I te pięć centymetrów to najdalsza odległość, jaką znam.
Przed chwilą byliśmy jednością, a teraz jestem konkurencją dla Instagrama. I przegrywam.
Próbuję – kładę ci rękę na piersi, zagaduję: „O czym myślisz?” – ale twoje „o niczym” ma podświetlenie ekranu w oczach.
Widzę odbicie ekranu w twoich oczach. To świecące, niebieskie światło, które jest teraz ważniejsze ode mnie. Patrzę na twój profil – na szczękę napięta w skupieniu, na palec scrollujący, scrollujący, scrollujący.
I myślę sobie: „Czy ja też tak wyglądam?”. Czy ja też jestem tak uzależniona od tego małego prostokąta? Czy ja też zamiast być z tobą, jestem z telefonem?
Czasami próbuję walczyć. Kładę ci rękę na piersi, próbuję zagadać.
– O czym myślisz? – pytam, choć wiem, że myślisz o tym, co widzisz na ekranie.
– O niczym – odpowiadasz i przewracasz się na drugi bok, żeby wygodniej trzymać telefon.
I to jest ten moment, gdy coś we mnie umiera. Kiedy zdaję sobie sprawę, że właśnie uprawialiśmy seks, byliśmy tak blisko, jak to tylko możliwe – a mimo to wolisz patrzeć na ekran niż na mnie.
Najgorsze jest to, że ja też po niego sięgam. Może nie zaraz, może daję ci pięć minut. Ale w końcu poddaję się. Skoro ty wolisz telefon, to ja też mogę. Skoro ty nie chcesz tej bliskości, to ja też udaję, że mi nie zależy.
I leżymy obok siebie, każde w swoim telefonie. Dwa ciała w jednym łóżku, dwie świadomości w dwóch wirtualnych światach. Razem, ale osobno. Blisko, ale tak daleko.
Kiedyś po seksie byłeś tu. Całym sobą. Przytulałeś mnie, całowałeś w czoło, opowiadałeś głupie dowcipy. Patrzyłeś na mnie tak, jakbym była najważniejszą osobą na świecie.
Wiesz, co jest najsmutniejsze? Że ten czas po seksie był moim ulubionym. Ten moment, gdy leżymy wtuleni w siebie, zadowoleni, zmęczeni, szczęśliwi. Gdy możemy pogadać o wszystkim albo o niczym. Gdy jesteśmy tylko my.
A teraz? Teraz jest nas troje w tym łóżku. Ja, ty i twój jebany telefon. I on jest chyba bardziej ekscytujący niż ja.
Czasami próbuję ci to powiedzieć.
– Może odłożymy telefony? – mówię delikatnie, żeby nie zabrzmiało jak atak.
– Za chwilę – odpowiadasz. I scrollujesz dalej.
Ta „chwila” trwa godzinę. Albo dwie. Albo do rana. A ja leżę obok i czuję się niewidzialna.
Autorzy
To nie jest felieton o technologii. To felieton o tym, jak tracimy siebie nawzajem w najprostszy możliwy sposób – przestając być obecni_e.
Ale problem nie tkwi w telefonie. Problem tkwi w tym, czego telefon stał się symbolem: ucieczki od bliskości.
Bo prawda jest taka: po seksie jesteśmy najbardziej bezbronni. Nagie ciała, otwarte serca, zdjęte maski. To moment, gdy możemy być sobą – bez udawania, bez ról społecznych, bez pancerza.
I właśnie dlatego tak wielu_e z nas ucieka w ekran. Bo bliskość jest trudna. Wymaga obecności. Wymaga prawdziwej rozmowy, prawdziwych emocji, prawdziwego bycia razem.
A telefon? Telefon jest łatwy. Nie wymaga nic. Tylko biernego scrollowania.
Ale co tracimy, wybierając ekran zamiast osoby obok? Tracimy aftercare – tę niesamowitą, intymną chwilę po seksie, która jest równie ważna jak sam akt. To moment, gdy możemy się przytulić, porozmawiać, po prostu być razem.
To nie jest fanaberia. To nie jest „ładny dodatek”. Aftercare to forma dbania o relację i o siebie nawzajem. To moment, gdy mówimy bez słów: „Jesteś ważny. Jesteś widziana. Jesteś tu, ze mną”.
A gdy po seksie pierwszą rzeczą, którą robimy, jest sięgnięcie po telefon, mówimy coś zupełnie innego. Mówimy: „To, co się stało między nami, nie było wystarczająco ważne, żeby zostać z tym jeszcze chwilę”.
Może problem nie w technologii. Może problem w tym, że zapomnieliśmy, jak być razem. Że nauczyliśmy się wypełniać każdą ciszę contentem. Że boimy się intymności bardziej niż samotności.
Co by było, gdybyśmy zostawili telefony poza sypialnią? Nie na zawsze – tylko na te piętnaście minut po seksie. Tylko na tę jedną chwilę, gdy moglibyśmy być razem. Naprawdę razem.
Co by było, gdybyśmy traktowali czas po seksie jak część seksu? Jako coś, co też wymaga obecności, uwagi, troski? Jako moment, który może nas zbliżyć bardziej niż samo pieprzenie?
Co by było, gdybyśmy nauczyli się na nowo leżeć w ciszy obok siebie? Przytuleni, bez słów, bez ekranów. Po prostu być.
Ale każda minuta scrollowania to strata. Strata aftercare – tej chwili, która jest równie ważna jak sam akt. Przytulenie. Rozmowa. Cisza – ale wspólna.
Bo może najpiękniejszy seks nie kończy się orgazmem.
Może kończy się tym, że zostajemy ze sobą.
Może najlepsza notyfikacja to nie ta na ekranie.
Może to bicie serca osoby, która leży obok ciebie.
Sto Grzechów
Czytasz? Zostaw komentarz!