Słowa zakazane… ale tylko w twojej głowie
Autor.
Leżymy obok siebie po wszystkim, a ja słyszę tylko twój oddech i stukot zegara na ścianie. Cisza. Zawsze ta pieprzona cisza. Nie lubię jej.
Wiesz, co chciałbym ci powiedzieć w trakcie? „Jesteś moją dziwką!” Spojrzeć ci głęboko w oczy, kiedy jesteś pode mną i powiedzieć to pewnym głosem. Ale nie powiem. Nigdy nie powiem. Bo zaraz potem musiałbym tłumaczyć, że nie uważam cię za taką na co dzień, że to tylko gra, zabawa rolami. Że w łóżku chcę mówić rzeczy, których nigdy nie pomyślałbym na co dzień. Że słowa to tylko słowa, ale czy ty byś to zrozumiała? Ludzie rozchodzili się przez mniej wulgarne słowa. Ryzyko jest za duże.
Czasami, gdy jesteś pode mną, otwierasz usta, jakbyś chciała coś powiedzieć, ale tylko wzdychasz. A ja myślę: „Kurwa, powiedz coś. Cokolwiek”. Powiedz, że jest ci dobrze. Albo źle. Powiedz, żebym szybciej cię pieprzył. Albo żebym zaczął lizać. Powiedz mi, że jestem twój! Albo że chcesz więcej, że jak przestanę, to mnie zajebiesz, bo chcesz dojść.
Ale ty milczysz, trochę wzdychasz, a ja milczę i też wzdycham… i uprawiamy seks jak dwie nieme osoby, które boją się zepsuć magię dźwiękiem.
Wyobrażam sobie czasami, że mówisz mi, co mam robić. Nie delikatnie, nie uprzejmie. „Dotykaj mnie tam”, „Mocniej”, „Nie przestawaj”. Wyobrażam sobie, że krzyczysz moje imię w momencie, gdy dochodzisz. Nie szepcesz, nie wzdychasz – krzyczysz. I sąsiedzi słyszą, i jest mi z tym dobrze.
Ale najwięcej wyobrażam sobie, że mogę ci powiedzieć rzeczy, których nigdy nie powiem. Że jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką widziałem. Że gdy cię dotykam, czuję się jak król świata. Że chciałbym cię pieprzyć przez całą noc i budzić się w przy tobie każdego ranka. Albo między twoimi udami.
Zamiast tego mówimy:
– Dobrze ci?
– Tak, a tobie?
– Mmm, tak…
I to wszystko. Jak rozmowa kwalifikacyjna na stanowisko kochanka.
– Co robimy źle? – pytam siebie, patrząc na twoje zamknięte oczy.
Może to, że nie mówimy tego, co myślimy. Że boimy się słów bardziej niż dotykania. Że w łóżku jesteśmy niemowami, parą, która rozmawia tylko ciałami.
Chciałbym móc ci powiedzieć, że gdy wchodzę w ciebie, czuję się kompletny. Że twoje ciało to jedyne miejsce na świecie, gdzie czuję się u siebie. Że kocham cię tak bardzo, że czasami chcę być z tobą brutalny – nie żeby ci zrobić krzywdę, ale żeby pokazać, jak bardzo cię pragnę.
Ale słowa to zakazane terytorium. Niebezpieczna kraina, gdzie można za dużo powiedzieć albo za mało zrozumieć.
Więc milczymy. I pieprzymy się w ciszy, jakbyśmy się bali, że słowa mogą zburzyć to, co mamy. A może właśnie brak słów burzy to, co moglibyśmy mieć.
Autorka
Patrzę na niego, gdy śpi i zastanawiam się, czy kiedykolwiek będę mogła powiedzieć mu to, co naprawdę myślę podczas seksu.
„Pieprz mnie mocniej”. To są trzy słowa, które krążą mi w głowie za każdym razem, gdy jest we mnie. Trzy proste słowa, które nigdy nie przejdą przez moje usta. Bo co pomyśli? Że jestem zbyt wulgarna? Że nie jestem tą miłą dziewczyną, którą poznał?
Ale kurwa, dlaczego mam udawać miłą w łóżku?
Chcę mu powiedzieć, że gdy liże mnie, jest za delikatny. Że może być bardziej zachłanny, bardziej głodny. Że nie jestem z porcelany i nie pęknę, gdy będzie robił to mocniej. Chcę krzyczeć, a nie szeptać. Chcę mówić brudne rzeczy, a nie tylko wzdychać. Chcę się wypiąć i powiedzieć: „Weź swoją sukę”, ale nie mam tyle odwagi.
Chciałabym mu powiedzieć: „Jesteś mój”, gdy jest we mnie. Chciałabym móc krzyknąć: „Nie przestawaj!”, gdy czuję, że za chwilę dojdę. Chciałabym mu powiedzieć, że jego ręce na moim ciele to najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu przytrafiła.
Zamiast tego mówię: „Mmm”, „Tak”, „Dobrze mi”. Jak jakaś jebana aplikacja z podstawowymi odpowiedziami.
Najgorsza część? To, że wiem, że on też chce coś powiedzieć. Widzę to w jego oczach. Otwiera usta, jakby miał zamiar, a potem tylko ciężko oddycha. I ja myślę: „No dalej, powiedz coś. Cokolwiek”.
Czasami wyobrażam sobie, że mówi mi, że jestem jego dziwką. I nie jestem oburzona – jestem podekscytowana. Bo to oznaczałoby, że w łóżku mogę być kimś innym niż na co dzień. Że mogę być jego wszystkim, na wszystkie sposoby.
Ale on się boi, ja się boję i robimy to w tej głuchej ciszy, jakbyśmy się bali, że słowa mogą nas zdekonspirować. Że jeśli powiemy na głos to, czego chcemy, druga strona ucieknie.
W filmach ludzie mówią podczas seksu. Mówią brudne rzeczy, słodkie rzeczy, desperackie rzeczy. A my? My milczymy jak groby, bo nikt nas nie nauczył, że w łóżku też można rozmawiać.
Piszę mu czasami wiadomości, których nie wysyłam. „Chciałabym, żebyś mnie związał i robił ze mną, co chcesz”. Albo: „Gdy jesteś we mnie, chcę krzyczeć twoje imię tak głośno, żeby sąsiedzi wiedzieli, jak dobrze mi robisz”. Ale te wiadomości lądują w folderze „Nie wysyłaj tego”, bo jestem zbyt tchórzliwa.
Może to by się udało, gdybyśmy zaczęli od małych rzeczy? „Dotykaj mnie tu”, „Podoba mi się to, co robisz”, „Chcę więcej”. Może gdybyśmy przestali się bać własnych głosów w łóżku?
Ale nie. Wolę fantazjować o tym, że kiedyś będę odważna. Że kiedyś powiem mu wszystkie te rzeczy, które teraz tylko myślę. Że przestanę uprawiać seks jak głuchy film.
A może to nie o odwadze. Może to o tym, że nie wiemy jak. Że nikt nas nie nauczył języka seksu. Tylko języka miłości. A to nie zawsze to samo.
Autorzy
Dlaczego milczymy w łóżku? Może dlatego, że nikt nas nie uczył, że seks też ma swój język. Że można mówić o tym, co się dzieje, kiedy to się dzieje. Że słowa nie psują magii – mogą ją wzmacniać.
Może milczymy dlatego, że boimy się osądzenia. Że jeśli powiemy za dużo, druga strona pomyśli, że jesteśmy zboczeni_one. A jeśli za mało – że nas nie obchodzi.
A może po prostu nie wiemy jak. Jak przejść od „dobrze ci?” do „chcę, żebyś mnie pieprzył mocniej”? Jak zacząć mówić w łóżku, gdy przez miesiące, lata, milczeliśmy?
Statystyki są bezlitosne: 73% par przyznaje, że nigdy nie rozmawia podczas seksu o tym, czego chce w danej chwili. Robimy to w ciszy, jakby seks był pantomimą, nie dialogiem.
A przecież to absurd. W każdej innej sytuacji życiowej mówimy, czego chcemy. W restauracji zamawiamy danie, nie czekając, aż kelner odgadnie nasze preferencje. W sklepie pytamy o rozmiar, nie biorąc pierwszego z brzegu. Ale w łóżku? W łóżku udajemy jasnowidzów.
Może problem w tym, że nikt nie mówi nam, że seks to także komunikacja. Że ciało mówi, ale słowa mogą powiedzieć więcej. Że „mocniej”, „wolniej”, „tu”, „tak” to nie wulgaryzmy, tylko instrukcja obsługi.
Może problem w tym, że boimy się własnej seksualności. Że łatwiej jest milczeć niż przyznać, że mamy konkretne potrzeby, fantazje, pragnienia.
A może najgorsze jest to, że milczymy, bo myślimy, że jesteśmy jedyni_e. Że tylko my mamy te myśli, te pragnienia. Że wszyscy inni uprawiają seks w tej samej ciszy, więc tak musi być właściwie.
Ale co, jeśli się mylimy? Co jeśli wszyscy milczymy, bo myślimy, że wszyscy inni wiedzą, jak to robić? Co jeśli to wielkie kłamstwo – że dobry seks to cichy seks?
Może najpiękniejszym dźwiękiem w sypialni nie jest cisza. Może to głos osoby, która mówi ci dokładnie, jak sprawić jej przyjemność. I twój głos, gdy mówisz to samo.
Może warto spróbować. Może warto zacząć od jednego słowa. Jednego „tak”. Jednego „więcej”. Jednego „kocham, gdy to robisz”.
Może warto przestać uprawiać niemy seks, jeśli nas nie satysfakcjonuje, i zacząć traktować go jak prawdziwą rozmowę? Może.
Sto Grzechów
Źródło badań: książka Secrets of Sex & Marriage, 2023.
Czytasz? Zostaw komentarz!