Fantazje, o których nie mówisz nawet w łóżku, nawet ukochanej osobie
Światło zgaszone, ty śpisz, a ja liczę refleksy ulicznych latarni na suficie – jeden, dwa, trzy, cztery… Kurwa, znów nie mogę zasnąć.
Przecież nie podejdę i nie powiem: „Wiesz, chciałbym, żebyś mnie związała”. To brzmi jak żart, prawda? Facet w moim wieku, z moją posturą, przy tym całym byciu sigmą, o którym krzyczą socjale… ten gość marzy o tym, żeby kobieta przejęła kontrolę. Ale kurwa, tak właśnie jest.
Codziennie muszę podejmować decyzje. W pracy, w domu, wszędzie. Wszyscy oczekują, że będę wiedział, co robić. Że będę silny. Że będę prowadził. A ja czasami chcę po prostu… przestać. Chcę, żeby ktoś powiedział mi, co mam robić. Chcę, żebyś to ty mi powiedziała.
Wyobrażam sobie, jak wracasz z pracy zmęczona i wkurwiona, a ja siedzę na kanapie i oglądam mecz. I zamiast siadać obok, podchodzisz, wyłączasz telewizor i mówisz: „Na kolana”. Tak po prostu. Bez pytania, bez delikatności. I ja… posłusznie schodzę z kanapy.
Fantazjuję o tym, że kazałabyś mi się rozebrać, a potem stała nade mną i mówiła, co mam robić. Żebym cię dotykał, ale tylko tam, gdzie pozwolisz. Żebym prosił o pozwolenie, zanim się spuszczę. Żebym był twój, kompletnie twój, chociaż przez godzinę.
– A o czym myślisz? – czasami pytasz, kiedy leżymy po wszystkim.
– O niczym – odpowiadam i głaszczę cię po włosach.
Ale myślę o tym, jak by to było, gdybyś wzięła mnie za włosy i pchnęła głowę między swoje nogi. Nie pytając, czy chcę. Tylko biorąc. Używając mnie. I ja byłbym szczęśliwy, bo w końcu ktoś inny by decydował.
Myślę o tym, jak by to było, gdybyś siedziała na mnie i nie pozwalała mi się ruszyć. Gdybyś brała tyle, ile chcesz, a potem mówiła: „Teraz ty możesz”. Albo: „Dziś nie możesz”. I ja musiałbym to zaakceptować.
Najgorsze jest to, że wiem, iż nigdy ci tego nie powiem. Bo co by to o mnie mówiło? Że nie jestem prawdziwym mężczyzną? Że jestem słaby? Że całe to moje udawanie silnego faceta to tylko farsa?
A może właśnie dlatego tego chcę. Bo przez cały dzień muszę być silny, muszę wiedzieć lepiej, muszę wszystkich chronić i prowadzić. A w łóżku chciałbym po prostu być twój. Kompletnie.
Czasami, gdy uprawiamy seks i jestem nad tobą, wyobrażam sobie, że to ty mnie trzymasz za nadgarstki i nie pozwalasz mi się ruszyć. Że to ty dyktujesz tempo. Że to ty decydujesz, kiedy skończymy. Nawet kajdanki dałbym sobie założyć. Albo liną się związać.
Wiesz co? Może gdybyś przejęła kontrolę, przestałbym myśleć o tym, czy robię to dobrze. Czy ci się podoba. Czy jestem wystarczająco dobry. Po prostu robiłbym to, co mi każesz, i byłbym pewny, że tego właśnie chcesz.
Ale nie powiem ci tego nigdy. Bo jestem tchórzem? Możliwe. A może po prostu nie chcę, żebyś pomyślała, że mam jakieś chore jazdy czy wizje. Wolę fantazjować o tym, że jesteś silniejsza, niż przyznać, że czasami chcę być słabszy.
Kocham cię. Ale czasami chciałbym, żebyś kochała mnie na własnych zasadach. Dosłownie.
Autorka
Siedzę w łazience o szóstej rano i piszę w telefonie rzeczy, których nigdy nikomu nie wyślę.
Wstałam, żeby się wysikać, a on śpi dalej. Chrapie lekko, ma rozczochrane włosy i wygląda jak dziecko. I właśnie dlatego czasami nienawidzę go za to, jak bardzo go kocham. Bo miłość to nie wszystko, prawda? Czasami potrzebujesz czegoś więcej. Albo czegoś zupełnie innego.
Mój były miał inne dłonie. Większe. I ten sposób, w jaki mnie dotykał – jakby nie za bardzo wiedział, czego chce, ale był zdecydowany, żeby to dostać. Nigdy nie pytał o pozwolenie. Po prostu brał. I wiesz co? To było cholernie seksowne.
Teraz mam faceta, który pyta, czy może mi zdjąć koszulkę. Który upewnia się, czy nie robię tego tylko dla niego. Który zatrzymuje się w środku i pyta, czy na pewno chcę. I kurwa, wiem, że powinnam być wdzięczna za taką troskliwość. Wiem, że to oznaki dojrzałego mężczyzny. Ale czasami chcę być po prostu pieprzona, a nie kochana.
Chcę, żebyś mnie traktował jak rzecz. Chcę, żebyś był egoistą i brał to, czego chcesz. Chcę, żebyś czasami nie pytał, czy mi nie za zimno, czy nie jestem głodna, czy na pewno chcę zostać u ciebie na noc. Chcę, żebyś założył, że chcę. Bo kocham cię, więc oczywiście, że kurwa chcę.
Wyobrażam sobie czasami, że uprawiam seks z obcym mężczyzną w windzie. Albo z tym typem z siłowni, co ma tatuaże na całych rękach i patrzy na mnie tak, jakby wiedział dokładnie, co zrobiłby ze mną, gdyby mnie dorwał. Wyobrażam sobie, że jestem z dwoma facetami naraz. Że jeden patrzy, a drugi mnie dotyka, i nikt nie pyta o pozwolenie, nikt się nie martwi moimi uczuciami – tylko wszyscy wiemy, po co tu jesteśmy.
A potem wracam do łóżka, tulimy się, a ty mówisz mi, że mnie kochasz, i ja ci wierzę. I też cię kocham. Ale czasami miłość to za mało, żeby zagłuszyć wszystkie te głosy w głowie, które szepcą o rzeczach, których nie powinnam chcieć.
Piszę o tym w notatniku w telefonie. Mam folder „Nie wysyłaj tego” – pełny niedokończonych wiadomości do różnych facetów. Do byłego, który był dupkiem, ale przynajmniej nie traktował mnie jak porcelanową lalkę. Do kolegi z pracy, który ma żonę, ale patrzy na mnie tak, jakby chciał mnie wyruchać na biurku. Do tamtego z autobusu, który uśmiechnął się do mnie w zeszłym tygodniu i wyobrażam sobie, że ma w domu skórzane kajdanki.
Nigdy ich nie wyślę. Ale czasami, gdy ty jesteś w pracy, otwieram ten folder i czytam, co napisałam. I dotykam się, myśląc o tych wszystkich rzeczach, których nigdy z tobą nie zrobię. Bo jesteś za dobry. Za delikatny. Za bardzo mnie kochasz, żeby mnie pieprzyć tak, jak tego potrzebuję.
I wiesz co jest najgorsze? Że kiedy próbuję ci to powiedzieć – nieśmiało, ostrożnie – ty mówisz, że nie chcesz mnie skrzywdzić. Że za bardzo mnie szanujesz. A ja myślę sobie: „Kurwa, czasami nie chcę być szanowana. Czasami chcę być tylko chciana”.
Potem kasuję połowę notatek i wracam do gotowania obiadu. Do bycia twoją dziewczyną. Do uśmiechania się, gdy opowiadasz o pracy. Do udawania, że to wystarczy.
Ale te fantazje zostają. Czekają na następny poranek o szóstej, kiedy znów usiądę w tej łazience i będę udawać, że to tylko myśli, które nic nie znaczą.
A prawda jest taka, że znaczą. Znaczą bardzo. I boję się, że kiedyś przestanę się zadowalać tylko myślami.
Autorzy
Grzechy, których nie wyznajemy nawet w łóżku. Te najgorsze, bo najcichsze. Te, które zostają z nami długo po tym, jak gasną światła i zaczynamy udawać, że śpimy. Czy wszyscy oszukujemy? Czy może tylko my mamy to szczęście?
Statystyki nie kłamią – 97% ludzi ma fantazje seksualne, o których nigdy nie mówi na głos.
Ta kelnerka z kawiarni też pewnie ma. I ten facet z autobusu, który codziennie jedzie do pracy o siódmej. I twoja najlepsza przyjaciółka, która wydaje się taka niewinna. I twoja matka. Kurwa, szczególnie twoja matka – bo skąd myślisz, że się wzięły te wszystkie myśli w twojej głowie? Myślisz, że jak ktoś starszy, to nie może? Że w „tamtych czasach” to się nie fantazjowało? Dziecko drogie…
Wszyscy nosimy w sobie te małe, brudne sekrety. Te scenariusze, które odtwarzamy w głowach podczas nudnych spotkań biznesowych, stojąc pod prysznicem lub – najgorzej – podczas seksu z osobą, którą kochamy. Boże, jak bardzo się tego wstydzimy.
Ale wiesz co jest najgorsze? Że myślimy, iż jesteśmy jedyni. Że tylko my jesteśmy takimi zboczonymi skurwysynami, a reszta świata to czyste anioły, które myślą wyłącznie o podatkach i segregacji śmieci.
Błąd. Wielki, jebany błąd.
Ten mężczyzna w garniturze, który stoi w kolejce przed tobą do kawy? Właśnie wyobraża sobie twoją dupę. Ta miła pani z recepcji? Ma na telefonie folder ze zdjęciami facetów, którzy wyglądają jak jej zięć. Ten pastor z kościoła? Oj, kochana, gdybyś tylko wiedziała…
Ale nikt nie mówi.
Nikt nie mówi, bo strach. Strach przed oceną. Strach, że druga strona nas zostawi. Strach, że okaże się, iż jesteśmy potworami. A może – co gorsza – strach, że druga strona powie „okej, spróbujmy”, a my stwierdzimy, że to były tylko fantazje, a rzeczywistość nas przerazi.
Więc trzymamy to w sobie. Budujemy wewnętrzne więzienia dla naszych pragnień. Robimy z siebie więźniów własnej wyobraźni. I wszyscy chodzimy z tymi zamkniętymi pokojami w głowach, udając, że jedyne, czego chcemy, to trzymanie za rękę i całowanie w czoło.
Może gdybyśmy przestali się bać… Może gdyby jeden człowiek powiedział głośno: „Słuchajcie, mam takie fantazje i to jest okej”, inni też by się odważyli? Może odkrylibyśmy, że nie jesteśmy potworami, tylko ludźmi?
Może lepiej nie wiedzieć. Może lepiej zostać przy tym, co mówimy sobie przed snem. Że się kochamy. Że to wystarczy. Że fantazje to tylko fantazje.
Ale wiesz co? Czasami myślę, że najbardziej kochamy właśnie wtedy, gdy udajemy. A może najbardziej żyjemy wtedy, gdy przestajemy udawać.
97%. Pomyśl o tym następnym razem, gdy będziesz w tłumie. Prawie wszyscy mają swoje sekrety. Prawie wszyscy się wstydzą. Prawie wszyscy myślą, że są jedyni. Może to najsmutniejsza prawda o człowieku: że najbardziej jesteśmy sami wtedy, gdy myślimy o rzeczach, które sprawiają nam największą przyjemność.
Sto Grzechów
Czytasz? Zostaw komentarz!